/02_0001.djvu

			ILUSTROWANE PISMO TYGODNIOWE 


22 LUTEGO 1930. 


- -- --- ..- --- -............ - ---- - - - 
 .- --- -- --- .- ---- - ---- .- 
.
_.
-_. 
_.
--
. 
_.
--
.-
_..
.-
 


ZESZYT 8. ROK IV. 


Z g????bokim niepokojem ??ledz?? &zerokie kola ludno??ci katolickiej poczynania. wy- 
mierzone niew??tpliwie przeciwko katolicyzmowi. i to tembardziej. ??e &i??gaj?? one a?? do 
pod&taw: do wychowania m??odych pokole??. Sprawie religijnego wychowania po??wi??camy 
d/atego dzi&iej&zy artyku?? w&t??pny. 
W tek??cie zamie&zczamy dowcipne wier&ze &atyryczne m??odego poety Jana 
Sztaudyngera o w&p??!cze&nych pi&arzach pol&kich. W kt??rych autor z zaci??ciem karyka- 
turalnem charakteryzuje po&zczeg??lne indywidualno??ci. 


CUKIERNICY I PEDAGOGOWIE 


Sokrates powiedzia?? kiedy??, ??e jego 
filozof ja karno??ci i obowi??zku b??dzie 
przez Ate??czyk??w os??dzona zupe??nie 
tak samo, jak lekarz oskar??ony przed 
trybuna??em dzieci przez cukiernika 
o to, ??e zapisuje gorzkie le- 
karstwa i kraje swych pacjent??w. Nie 
brak i dzi?? takich cukiernik??w, co 
my??l?? tylko o wolno??ci i prawach, 
a karno???? i wysi??ek staraj?? si?? ogra- 
niczy?? do minimum. T a ..cukierko- 
wa" filozof ja znalaz??a te?? wyraz w 
dziedzinie, kt??ra decyduje o ca??ej 
przysz??o??ci cz??owieka: w wychowaniu. 
Jak gdyby wiek dwudziesty, nazwany 
przez Ellen Key ..stuleciem dziecka", 
szczeg??lnie by?? powo??any do eman- 
cypacji cz??owieka z pod wp??yw??w 
wszelkiego autorytetu. 
Wi??c w imi?? wolno??ci i post??pu 
wo??a si?? dzi?? o usuni??cie religji ze 
szk????. System francuski J' educalion 
lai"que znajduje na??ladowc??w w in- 
nych krajach. Obecnie nawet w Pol- 
sce powia?? jaki?? radykalno-wolnomy- 
??licielski wiatr; co dziwniejsze - to- 
lerowany, a nawet w pewnych obja- 
wach popierany przez czynniki ofi- 
cjalne. 
Stwierdzaj?? to fakty notoryczne, po- 
ruszane i omawiane stale na ??amach 
prasy. Bud??et Ministerstwa W. R. i O. P. 
na stole obrad sejmowych da??te?? okazj?? 
do podkre??lenia i szerszego potrakto- 
wania tych niepokoj??cych objaw??w. 
Pedagog s??yszy ci??gle i czyta r????- 
ne przem??wienia czy instrukcje na te- 
mat nauczania, w kt??rych coraz mniej 
mowy o religji. Za to sporo cu- 
kiereczk??w i rodzynk??w o wolno??ci, 
nowych drogach, obywatelskiem wy- 
chowaniu i wyzwolonych formach 
edukacji. Sumiennego wychowawc?? 
zaczyna to niepokoi??. a rodzice py- 
taj??. co to ma znaczy??. Wszak 


o rzecz najwa??niejsz?? chodzi: o du- 
sz?? dziecka. 
Czy??by enuncjacje i instrukcje mia??y 
by?? zapowiedzi?? reformy w stosunku 
do roli religji w wychowaniu 
 A mo- 
??e ten i ??w wy??szy urz??dnik 
pozwoli?? sobie jeno na lap&u& lub dy- 
gresj?? historyczn?? akurat na konfe- 
rencji o??wiatowej i w??a??nie na temat 
Ko??cio??a katolickiego 
 
T rudno chyba tak cz??sto i syste- 
matycznie powtarzaj??ce si?? fakty t??u- 
maczy?? lekkomy??lno??ci?? lub nawet 
zgo??a - potrzeb?? tolerancji. S?? to 
bowiem niew??tpliwie baloniki pr??bne 
reformy w wychowaniu. koncepcje 
szko??y ??wieckiej w nowem wydaniu. 
Wszak laicyzacja szko??y by??a te?? we 
Francji prekursorem nowego systemu, 
co tak interesuj??co o??wietli?? E. TaIJer- 
nier w swem kapitalnem dziele .,Cin- 
quante an& de politique??. Tylko te 
w??wczas triumfowa?? w ca??ej pe??ni 
racjonalizm. pleni?? si?? intelektualizu- 
j??cy dziedzin?? wychowania i naucza- 
nia indywidualizm. T eorja stara??a si?? 
potwierdza?? zarz??dzenia w??adz. 


* 


A dzi??
 Na horyzoncie filozofji wy- 
chowania ukaza??y si?? dwa dzie??a ludzi 
??wieckich o fundamentalnem wprost 
znaczeniu. Dwie ksi????ki. kt??rych au- 
torowie rozprawiaj?? si?? zasadniczo 
z kwest j?? : czy w wychowaniu po- 
trzebna jest religja 
 
Autorem pierwszej, pod tytu??em 
"Religion und Charakterbildung". jest 
s??ynny pedagog Fr. W. Foer&ter (prze- 
k??ad polski ..Religja a k&ztalcenie cha- 
rakteru" uka??e si?? wkr??tce nak??adem 
Ksi??garni ??w. Wojciecha). W tej nad 
wyraz interesuj??cej ksi????ce F oerster do- 
chodzi do wniosku. te kszta??cenie cha- 
rakteru bez oparcia o religj?? chrze??ci- 


ja??sk?? nie jest mo??liwe. Szko??a ??wiec- 
ka - zdaniem autora - jest b????dem, 
gdy?? genez?? jej by??y nienawi???? i nami??t- 
no????. jest te?? omy??k??, poniewa?? nie 
odpowiada naturze ludzkiej i jej naj- 
g????bszym aspiracjom. jasna i prze- 
konywyj??ca argumentacja, oparta na 
bogatym materjale do??wiadczalnym 
(tak??e w zakresie psychopatologji) 
nadaje ksi????ce omawianej szczeg??l- 
nie watkie walory. 
Druga ksi????ka pochodzi z k???? lekar- 
skich, przeznaczona jest jednak dla 
rodzic??w i wychowawc??w. Autor, dr. 
Aller&. znany psychjatra wiede??ski, 
omawia zagadnienie istoty i kszta??- 
cenia charakteru z punktu widzenia 
katolickiego (..Das Werden der Sitt- 
lichen Person"), podkre??laj??c w ka??- 
dym niemal rozdziale ogromn?? war- 
to???? wychowawcz?? katolicyzmu. 
Wszystkie aktualne problemy charak- 
terologji. psychoanalizy i psychoterapji 
podda?? autor wnikliwej ocenie a ni- 
ci?? przewodni?? jest teza o motliwo??ci 
i konieczno??ci wychowania w duchu 
katolickim. 


* 


W reszcie ukoronowaniem zasadni- 
czego rozstrzygni??cia roli religji w wy- 
chowaniu i nauczaniu jest najnowsza 
encyklika Ojca ??w. o wychowaniu 
chrze??cija??skiem m??odzie??y. Oficjalny 
organ Watykanu. O&&eroatore Romano. 
opublikowa?? encyklik?? d. 12 stycznia 
b. r. na 40 stronach. 
Stolica ??w. poruszy??a wi??c wyczer- 
puj??co i wyja??ni??a wszystkie kardy- 
nalne zagadnienia religijno - wycho- 
wawcze. Stwierdzi??a autorytatywnie, ??e 
pierwsze miejsce w wychowaniu na- 
le??y si?? Ko??cio??owi, w porz??dku za?? 
przyrodzonym - rodzicom. W??adza 
rodzicielska nie mo??e by?? przez pa??-
		

/03_0001.djvu

			stwo zast??piona, jedynie w razie po- 
trzeby - uzupe??niona (np. instytucje 
opieki, adopcji, kurateli w prawie fa- 
milijnem, przyp. aut.). Najwa??niejsze 
za?? zadanie pa??stwa polega na za- 
gwarantowaniu rodzicom spokoju i bez- 
piecze??stwa w wykonywaniu obowi??z- 
k??w wychowawczych. Prawa, granice 
oddzia??ywania i kompetencje rodziny, 
spo??ecze??stwa i pa??stwa zosta??y szcze- 
g????owo wy??wietlone. Poza tem na tre???? 
encykliki sk??adaj?? si?? zagadnienia ??ro- 
dowiska, podmiotu wychowania, ob- 
jektu, celu i zada?? edukacji. jest to 
wi??c kodeks wychowania katolickiego 
o znaczeniu epokowem. Pogl??d ten 
znalaz?? potwierdzenie w li??cie Episko- 


patu polskiego do Papida, w kt??rym 
dzi??kuje za historyczn?? encyklik?? o 
wychowaniu. 


... 


Encyklika papieska i dzie??a ??wiec- 
kich autor??w s?? wyrazem pot??t.niej??- 
cego we wszystkich krajach renesansu 
religijnego. Cz??owiek nowoczesny, za- 
wiedziony w swych aspiracjach z in- 
dywidualizmu p??yn??cych, pozbawiony 
trwa??ego gruntu pod nogami, szukaj??- 
cy wci???? i t??skni??cy za autorytetem, 
zrozumia??. ??e bez religji nie da si?? 
rozwi??za?? wielu zagadnie?? ??yciowych. 
St??d nawr??t do naj g????bszego ??r??d??a, 
jakiem jest i pozostanie - philosophia 
perennis. Bezreligijne wychowanie nie 


wytrzyma??o wielkiej pr??by ??ycia i - 
jak stwierdza pedagog francuski, Du- 
/resne - nie da??o nawet dostatecznych 
rezultat??w. Obok dzie?? naukowych, ??y- 
cie praktyczne stwierdzi??o, ??e bez religji 
- niema kszta??cenia charakteru. Pe- 
dagog sumienny nie mo??e wi??c ju?? 
mie?? w??tpliwo??ci pod tym wzgl??dem. 
Wychowankom swoim b??dzie m??g?? 
da?? straw?? zdrow?? dla ducha. Doktry- 
nerom pozostawi do dyspozycji... 
cukierki. Spo??ecze??stwo za?? przyjdzie 
w sukurs pedagogom, domagaj??c si?? 
z ca???? stanowczo??ci??, by m??odzie?? 
szkolna wychowywa??a si?? w duchu 
szczerze katolickim. 


Jerzy Gulsche 


DO BIOGRAFjl MARYLI WERESZCZAK??WNY 
SZCZEG??????W TROCH?? 
PO??????K??E LISTY MARYLI Z WERESZCZAK??W PUTTKAMEROWEJ 


Pisa??a je do swego brata, Micha??a 
Wereszczaki, dobrze znanego wszyst- 
kim, kt??rzy filomatyzmem si?? zajmo- 
wali, pisa??a je w okresie d??ugim, bo 
od 1833 do J 855 r. Poza tem z r. J 825 
list jeden. 
U??yczy?? mi ich uprzejmie dla moich 
studj??w z swego prywatnego archi- 
wum p. jan Kwietniewski, kt??ry przed 
wielu laty w T uchanowiczach je od- 
nalaz??. Szukamy w nich rzecz prosta, 
przedewszystkiem wspomnie?? o Ada- 
mie. jest ich niewiele, nie- 
mniej tre???? ich ??wiadczy, 
??e pami???? jego zawsze by??a 
w niej ??ywa i ??e w jej my- 
??lach zawsze by?? obecny. 
Nazywa go z imienia. I tak: 
"by?? u nas Mickiewicz. Krew- 
ny Adama". W r. J 844 spro- 
wadza, z trudem oczywi??cie 
nie ma??ym, kurs literatury 
s??owia??skiej w College de 
France, aby z niego uczy?? 
swego syna. ju?? po ??mierci 
m????a cytuje dwuwiersz z 
Ody do M??odo??ci, tu i ow- 
dzie przewija si?? ju?? jakby 
nie wspomnienie, ale ??lad 
wspomnienia. W szyscy z 
m??odzie??czego ko??a Filomat??w, w kt??- 
rym promienia??a Maryla, ju?? si?? roz- 
pierzchli, nikogo z nich w listach swoich 
nie wspomina, pr??cz Tomasza Zana, 
najbli??szego swej mi??o??ci powiernika. 
Gdy Zan na zes??aniu jest w Orenburgu, 
korespondencj?? z nim utrzymuje, w r. 
J 847 u siebie go wita, jako najszczersze- 
go i najdawniejszego przyjaciela. On 
te?? jej donosi z gazet francuskich 
o medjola??skich sprawach Mickiewicza 
i o tem, ??e lekcje literatury wysz??y 
z druku. Szukamy nazwisk znanych. 
Znajdujemy Deybl??w. Do ich pensjo- 
natu oddaje starsz?? sw?? c??rk??, potem 
dla m??odszej bierze jedn?? z panien 
Deybel dla nauki niemieckiego. By??a 
to siostra Anny Ksawery, o kt??rej 
z innego ??r??d??a jeszcze si?? dowiadu- 
jemy, ??e posiada??a du??y dar muzy- 
kalny i nim wysz??a za Mainarda utrzy- 


mywa??a si?? w Pary??u z lekcji ??piewu. 
I wreszcie w r. J 853 sprzedaje Maryla 
w znajomych domach litewskich przy- 
s??ane jej z Petersburga przez pani?? 
Malewsk?? ..Nocturny" Szymanowskiej, 
aby pieni??dze st??d uzyskane przes??a?? 
Adamowej Mickiewiczowej, znajduj??- 
cej si?? w wielkiej potrzebie. 
A jaka?? by??a ona sama, jak z tych 
list??w si?? maluje
 
..Kobieto, boski djable, dziwaczna 
istoto ," 


$??Dl J,
J,??; 


1'J1"tA
Q.,.. (.!J. o ICA , 


[Chvi
T
 
......-"JI.II(.J('AJ r.;v;-ul-t-: 


!IlI J'l/r. 
... ".. tiot... &''I4:.c..o,.o./ 
:la-??.:....' . ./11"7" . 


( ... ul-t.;..., a-- 


.1" l {i[,..'",A.! 


T ak brzmia??y pierwotnie przez ni?? 
natchnione s??owa w Dziadach, pod 
naleganiami Czeczotta przerobione na: 
..Kobieto, puchu marny, ty wietrzna 
istoto '" 
W tych s??owach niech nikt nie szu- 
ka najodleglejszej nawet charaktery- 
styki Maryli. W psychice jej ani cie- 
nia w??a??ciwo??ci podobnych niema. 
Ani "wietrzn??" ani ..dziwaczn??" nie 
by??a. S??dzimy, zreszt??, orjentuj??c si?? 
wed??ug postaci kobiecych z dzie?? Mic- 
kiewicza, ??e typ kobiety de- 
monicznej by?? mu najbardziej 
przeciwny i ??e jego wp??ywo- 
wi nigdyby nie uleg??. Na- 
tura nawskro?? dobra, ??agod- 
na i cicha, ??yczliwa i opie- 
ku??cza, bardzo pobo??na, z 
niejak?? aspiracj?? do kla- 
sztoru. Dobra ??ona i matka, 
cho?? ze strony m????a pozba- 
wiona, zdaje si??, koniecz- 
nej dla siebie serdeczno??ci 
i oddaj??ca nadmiar swego 
uczucia ukochanemu bratu 
Micha??owi. Od r. 183 J do 
J 833, a mo??e tylko w r. J 833, 
z powodu zaburze??, jakie 
panowa??y w??wczas w Polsce, 
bo to jasno z list??w nie wynika, znaj- 
dowa??a si?? wraz z m????em pod dozo- 
rem policji. W ka??dym razie w r. J 833 
Puttkamerowie z pod tego dozoru 
zostali uwolnieni. 
Wysz??a, jak wiadomo, zam???? boga- 
to, jednak dostatek musia?? pr??dko mi- 
n????, m???? posady urz??dniczej musia?? 
szuka?? i w domu ma??o przebywa??. 
syna do Uniwersytetu nie by??o za co 
pos??a??. Przebywa??a stale u siebie na 
wsi w Bolciennikach, z rzadkie mi wy- 
jazdami do Wilna - raz tylko wy- 
jecha??a nad Ba??tyk. Ko??o gospodar- 
stwa krz??ta??a si?? z wielk?? trosk??, k??o- 
poty jednak znosz??c lekko i prakty- 
czno??ci, kt??r?? si?? nieco che??pi??a, nie 
posiadaj??c pono wcale. 
I oto wszystko. 


,{'1... J. 
r/'
.:. 11'1'1' 
ki fw??.- '
'
I"1". 


/(??-u Jia ('.,; ?? W'CkJ??]_ 11..........M,;""" &M,dt..i
 
h,.ok .., ".Jj>W'<' ,..'J "''1
 
.'",--- 

_z, .z....v 


Ze "sztambuchu" Maryli 
Autugraf Tomasza Zana 


WIERSZ MICKIEWICZA W SZT AM- 
BUCHU MARYLI 
Nessun maggior dolore, che ricordar 
si dei tempo felice nella miseria! 
Jak te imiona blogi los spotyka, 
Kt??re Marya w sw??j imionnik przyjmie. 
Kto Marjq do swego wpisze imionnika, 
W pisze tylko J e d n o imie. - 
A. Mickiewicz 
Powy??szy czterowiersz Mickiewicza znaj- 
duje si?? w sztambuchu Maryli, kt??ry nie- 
dawno dopiero zosta?? udost??pniony szerszym 
ko??om badaczy We wszystkich wydaniach 
dzie?? zbiorowych poety czt('rowiersz Mickie- 
wicza wraz z mottem Dantego podawano do- 
tychczas w niedok??adnej formie, na co zwra- 
ca uwag?? prof, Sto Pigo?? w ksi????ce swej 
"Z dawnego Wilna" w rozdziale "Sztambuch 
Marv},... a poda'??c tekst poprawny, zaznacza, 
??e autograf wiersza ukaza?? si?? w "Tygodniku 
Polsk,m" (1899) w fotograficznej odbItce, 
Red. 


Stanislaw Szpota??ski
		

/04_0001.djvu

			SYLWET KI U??MIECHNI??TE 


MAKUSZY??SKI 


Zadawniony przyjacielu, 
Mia??e?? w zwyczaju 
Kluskami woleju 
Oiwiera?? drzwi do raju. 


Nawet spirytus wietrzeje 
Gdy nie da mu si?? korka 
A dowcip zwyk?? przekwita?? 
Galopem jak aktorka. 


Gdyby nie ??wi??ty Antoni 
Patron zgubionych rzeczy, 
Tobym Ci ??mia?? w oczy 
Dowcipu zaprzeczy??. 


KOSSAK - SZCZUCKA 


Sienkiewicz w spodniach poszed?? do kost- 
[nicy 
I zmartwychwsta?? niebawem w kobiecej 
[sp??dnicy. 


Patrjoiyzm mu zosta?? dawny, sztandarowy 
Ale r????ne figielki wywietrza??y z glowy, 


Pisze dawnym rozmachem, lecz mu nie 
[dokucza 
Manja podglqdania przez dziurk?? od klu- 
[cza. 


MIRIAM PRZESMYCKI 


Nie wiem czy io co pomo??e, 
Czy to si?? na co przyda, 
Smutno mi Bo??e, 
Oddaj Norwida. 


Przychodz?? w szczerej pokorze, 
Serdeczna bez niego bieda, 
Smutno mi Bo??e, 
Oddaj Norwida. 


Wstrzymale?? na niebie zorze, 
Leniu w stroju druida, 
Gone, gorze, gorze, 
Oddaj Norwida. 


MNISZK??WNA 


Najs??odsza dziewcz??ca lekiuro, 
Niepor??wnana pomadko, 
Sny b??dziesz r????owi?? c??rom 
Jak kiedy?? - naszym matkom. 


Czemu?? nazwanO Ci?? bzdurq, 
M????d??ki, co ??niq tak rzadko 
Powi??d?? Tw??j wielki urok 
W kraj snu - marzenia k??adkq. 


A wy z poei??w mafji 
Piszqcy uczenie a skrycie, 
Czy ol??ni?? potraficie, 
Jak ona jedna potrafi. 


Pisarze, uchylcie czola, 
U gnijcie przed niq kolana 
Kr??lowq polskiej prozy 
Przez wszystkie szwaczki wybrana. 


WEYSSENHOFF 
I 
Pojechal pan miody 
Do dqbrowy, na lowy 
I upolowal wiele jeleni, zaj??cy, 
Goniqc przez las i b??r i chr??st; 
Lecz cieszq go najwi??cej 
Dwa plaiki Twoich ust. 
II 
Nikt nie byl tak gl??boko w lesie 
I uszu nie mial tak otwartych 
I nikt z hrabiami jak wie???? niesie, 
Nie zagral tak w oiwarte karty. 


Nikt z po??r??d tw??rc??w ki??rychem na- 
[potkal, 
Nie umial r??kq bardziej wiernq 
Skre??li?? zlotego czaru ??rodka 
I tak na o??tarz wynie???? mierno????. 
III 
Nie podoba Ci si?? Wyspia??ski 
Trudna rada, 
Slu??ebniku pa??ski, 
To sam Pan gada. 


ORKAN 


Orkan czy zefir - trudna sprawa, 
O nazwy si?? prawowa??, 
Jak ta zielona wiosn?? trawa 
W krainy wiosny prowad??. 


Ty?? si?? zadumai i zatroskal, 
??e w jesie?? rzeczy rosnq, 
Chocie?? Ty caly, caly jest 
Niepor??wnanq wiosnq. 


Ty sercem miodem i nietkni??tem 
Dumasz o niepowrocie, 
Bo smagnql Ci?? mijania pr??tem 
Sen w slo??ca skrach przy plocie. 


Wyci??to hufiec Twoich drzew 
Ostrq, z??batq pilq 
I w ??ylach Twych stan??la krew 
I szcz????cie si?? sko??czylo. 


Wsluchaj si?? w ??piew, mo??e zrozumiesz, 
Gdy si?? zanios?? ??piewem, 
??e Ty i ja jeste??my wszak 
Wyci??tem dawno drzewem. 


TEI'MAJER 


Podobno jeszcze ??yjesz 
(Nikt nie wie na pewno o tem) 
Dawno wyszedle?? z ogrodu 
I spacerujesz za plotem. 
Dla innych kwitnq jablonki, 
Rozszalalq, bezwstydnq bielq, 
Dla innych dostajq czerwonki 
I innych j??zyk weselq. 
Mlaskajq ich smak cierpki, 
Macajq ich kr??gle brzuszki, 
Gal??zie w ksi????yca sierpie 
Strz??piate kqpiq n????ki. 
A kwiaty biale, 
Jak z wianka panny mlodej 
Innym zdradzajq cicho 
, Sekreiy swej urody. 
Ty dawno chodzisz za plotem 
I nie wiesz, nie wiesz o tem. 


GOETEL 
T ak to si?? wyrasia 
Ponad wie??e, ponad miasta, 
Gdy nam si?? udalo 
Epok?? wybra?? malq. 


Sprytu nam nie brak 
I nie brak duszy, 
Kto nas przeczyia 
Pewno si?? wzruszy, 


Jednem slowem jak te wr??ble 
Piosnka w g??rze - owies w kuble. 


KOZIKOWSKI 


Pieniacz na ma/owce 
Zebral wierszy hufce, 
W siada na konika 
W gl??bi lasu znika. 


Zamiast przynie???? kwiat??w snop 
Z gl??bi lasu wola: ,.hop 
Wstr??tnym mi jest miasta dym 
W lonie lasu - naszlem rym". 


A kukulka wola "kuku" 
I ??mieje si?? do rozpuku: 
..Szczyci si??, ??e zszedl si?? z bajkq 
A to ja mu znios??am jajko". 
Jan Sztaudynger 


o POLSK?? MAJUSKU???? 
??MIER?? ZBAWICIELA 


Czyta??em kiedy?? narzekanie, ??e po 
kilku wiekach tradycji drukarskiej i 
wydawniczej nie zdobyli??my si?? na 
'w??asne rodzaje druku (czcionek), a 
przyjmujemy tylko obce pomys??y w 
tej dziedzinie. Obecnie uderzy??a mi?? 
s??uszno???? tej skargi, a mianowicie kie- 
dy ogl??da??em ??wie??o wydane polskie 
obrazki kol??dowe, z napisami w ma- 
juskule*) ??e si?? tak wyra???? - spol- 
szczonej. My??l?? o takim np. napisie: 


*) majuskula - same litery wielkie, minus- 
kula - same ma??e litery. 


gdzie nad ?? i ?? stercz?? przecinki, zwra- 
caj??c bez potrzeby oko i uwag?? na 
siebie, a odrywaj??c je od samego 
obrazka. (Nawiasem dodaj??, ??e po- 
nadto psuj?? wra??enie estetyczne obraz- 
ka nazwiska malarzy w minuskule, 
oraz znaki seryjne, kt??re obecnie w 
zagranicznych wydawnictwach umie- 
szcza si?? na stronie odwrotnej.) 
Bior?? teraz obrazek inny, r??wnie?? 
z napisem w majuskule, i czytam: 


MA TER DOLOROSA
		

/05_0001.djvu

			Naszym celem w tych rozwa??aniach 
by??o wykaza?? istniej??ce braki, kt??rych 
- zda si?? - nie odczuwaj?? jasno 
nasi drukarze. T o niezrozumienie wi- 
da?? chocia??by i w tem, ??e sk??adacz 
napisu na blankiecie czekowym P.K.O., 
druk nr. 105, w ..Potwierdzeniu dla 
wp??acaj??cego" 
POTWIERDZENIE DLA 
WP??ACAJ??CEGO 
ca??kiem bez potrze- 
by u??y?? j, wystaj??- 
cego ku do??owi. 
Wysuni??cie tej 
wa??nej sprawy za- 
ch??ci mo??e do po- 
mys??owo??ci w tym 
kierunku. Ze swej 
strony odwa??am 
si?? tymczasem po- 
da?? pomys?? o??miu 
czcionek, kt??re na- 
le??y wykona?? dla 
majusku??y polskiej: 
Wielkie ?? osi??g- 
niemy, przekre??la- 
j??c jego poziom?? 
kresk?? pionowym 
w????ykiem, lil. po- 
dobnie otrzymamy 
wielkie ?? przez do- 
. . . 
czeplenle plonowe- 
go w????yka do jego 
??rodkowej, kr??tszej 
kreski poziomej,)!; 
wybieramy tu w??- 
??yk, jako skr??t li- 
tery n. Za?? ??, ??, 
, 
wielkie otrzymamy 
przez przekre??lenie 
przecinkiem, ??, na 
linji ??rodkowej,N,?? i 
?? w ??rodku,&,l,?? za?? 
. . 
przez umleszczenle 
tego?? przecinka u 
g??ry od strony pra- 
wej ku wn??trzu tak 
??e jednym ko??cem 
przecinek b??dzie 
dotyka?? litery, dru- 
gim nie, O ; ?? przez 
doczepienie prze- 
cinku u g??rnej kra. 
w??dzi litery do 
wn??trza,e; ?? wresz- 
cie przez doczepienie do jego kreski 
sko??nej kreseczki poziomej w ??rodku, 
ku r??ce prawej,Z. 
Zarzut, ??e litery takie wygl??daj?? 
nieswojo uprzedzi?? musimy wskaza- 
niem, ??e powoduje to nieprzyzwycza- 
jenie si?? do nich, podobne do uczucia, 
kt??rego doznaje, s??dzimy, kto pierw- 
szy raz spotyka ??aci??skie JE. Po????da- 
ne tedy by??oby wypowiedzenie si?? 
tu sfer fachowych, a drukarnia ??w. 
W ojciecha mog??aby przys??u??y?? si?? 
drukarstwu polskiemu przez wprowa- 
dzenie estetycznej czcionki dla maju- 
sku??y polskiej. 
Ks. Stanislaw Krawczyk 


dwakro?? przerwane O tak, ??e linja 
mi??dzy przerwami zast??puje ??w prze- 
cinek nad ??. Zachowano tu jeden 
wym??g. lecz niestety przerwano linj?? 
tak, ??e litera sk??ada si?? z dwu linij, 
nigdzie ze sob?? nie po????czonych. Po- 
zatem wygl??da takie ?? raczej na 
czcionk?? przypadkiem uszkodzon??, co 
wcale nie przyczynia si?? do wywo??a- 
nia uczucia estetycznego! 


i nie doznaj?? tego dra??ni??cego uczu- 
cia, co poprzednio. Zadaj?? sobie py- 
tanie, dlaczego. i dochodz?? do wnio- 
sku, ??e dlatego gdy?? ??aci??ski napis 
wykonano w rzetelnej majuskule, a 
polski w spartaczonej. 
Rzeteln?? majusku???? nazywam t??, 
kt??ra odpowiada dwom nast??puj??cym 
wymogom: l. Jednakowy wymiar (wy- 
soko????) liter, kt??re mieszcz?? si?? mi??- 
dzy dwoma linjami 
r??wnoleg??emi, do- 
tykaj??c ich; ma 
to zapewni?? calo??ci 
napisu wygl??d este- 
tyczny. Ten umiar 
bowiem podoba si?? 
przez sw??j spo- 
k??j. A??eby go nie 
psu?? opuszcza si?? 
zwykle na ko??cu 
napisu kropk??, a 
nie powinno si?? 
r??wnie?? z tego 
wzgl??du u??ywa?? 
skr??tu przez krop- 
k??, n. p. takiego: 
"WIZERUNEK 
CUDOWNEGO 
OBRAZU 
M. BOSKIEJ" 
albowiem to M. z 
kropk?? obni??a zno- 
wu uczucie spokoju. 
2. Wra??enie este- 
tyczne ma podnie???? 
jeszcze ci??gI o???? linji 
litery, kt??ra nie 
dopuszcza w tej 
linji ??adnej cz????ci 
niez????czonej przy- 
najmniej w jednym 
punkcie z reszt?? 
linji. 
Tym wymogom 
czyni zado???? ma- 
jusku??a alfabetu ??a- 
ci??skiego, gdzie z 
tego powodu opusz- 
cza si?? kropki nad 
"i" i ..j." Jak??e teraz 
radz?? sobie u nas 
z temi wymogami 
estetycznego wy- 
gl??du majusku??y? 
Nie b??d?? tu wspomina?? o rzadko 
spotykanych napisach w majuskule, 
gdzie litery ??, ??. ??, ??, i t. d. zast??puje 
si?? przez czyste a, e, s, c, i t. d., 
lecz uwzgl??dni?? pisowni?? poprawn??. 
OK RETY P?? YNA. 
Ot???? wi??kszo???? spotykanych napis??w 
w majuskule po polsku ??amie wym??g 
jednakowej wysoko??ci liter, zamkni??- 
tych w dwu r??wnoleg??ych, i doczepia 
przecinki, ogonki, kropk?? do c. s, z, 



 


\.1,.(. n -.!??-'1:.. "r: ??"....."")?I. 
-'/r-- ';)

 <.!)
 .. 
\!.:
 \. ,. (.F() r 

\._' ...
'i: 
.-;:: ". 


(. 

-J 


;. 


- r

e 

' 
" 
.;A'
,_",
, 
'*' -;'. 

 .'tJ; :
 
", f
.- ': ...<. 
'3
'''
i- 
':
' 
" 
"- 

. 


'\ 



 

.- 



. .. , 


--." 


I 


'+ 

.. 


-"", '- " 
il) ")!. 'r:' '';'
- 
 / '
tt" 
. '>'[' ,
\j 
 J. 
.
 J. '.- . ct".

 -"" 
 I ' :.,JL J J \t-'\.,?? l 1 

 ??
 - _/
' _
 II;., '\ 
\- ..:. 
,;1 J ,'", ,> -. " 
fffJ
Y 

 
.' 
 . - . -,.:fj 
 
 '-. 
 7 ...(' 1 ""-- 
\.:.\\. 
 ' ,r"" 
. " .:- :,. ' ; ' ... t 

 
, "_ 
.. (\ :
 
 ,
'"?? .
 
 
 ";\ 
)

.I_" 
 J.! 
;, - 'J - .J\o>
- ; .. t '9 _ '
'''1A _ :.i,. , " ,"" '. 

. " 
 
 {j

' ?? 
--
 _.11 ' . 
 
'
 
 
. "_ I ','
' I.
 
 \ 1 
'
\-g2 _ __'1 
 
" - V":- -- '" f 
??- ,r1"'
....{ "f':
;.
. \: . ':..J:- ' ".
. \ 
'@i\: -.,
-
.
 ..' -, 
,. ........- 
\ 'r":
 


 1_..
 '
. y. . . . ".
r : '.c..::\ 

 . I j't 
:,'.Ytif' - ::
4rJ .. ..... I ; ... r r 
.

 . ..
_.."...., 
.J 
- J,...-"' l} 

 I?? 
"
 't
 . . $: -1 ;,) 
/f 
 
::"'
 
 ?
.,. " -;.q'l
 
_'''''i 
'
 .. _ ",,-7)' A - 
 . . . 
:.;" 
..A 

-;-1.. 
 : ; .
) 
 . .
j
 
/- f f
." rt---: '-


_..
 

 .
<:,_ t1 .- 
-
 ;'\ \\ \ '
 :' ,. 
. \_ _ _r _ _ ' . ',,_0' \-, 
......- - '" 
-- .... \ 



 


_", 


. 


.*?'}. 


- God??o papiernik??w 
(Z kodeksu Baltazara Behema w Bibljotece Jagiello??skiej) 


Wspomnie?? wreszcie trzeba o ??lub 
??, z przecinkiem w ten spos??b, ??e ?? 
czy ??, razem z przecinkiem mie??ci si?? 
w dwu linjach r??wnoleg??ych np. 
MI??O???? I ??WI??TO????. 
Zaraz tu jednak??e odr????niamy, ??e po- 
mieszano dwa rodzaje czcionek, co 
znowu psuje majestatyczn?? harmonj?? 
majusku??y. 
S??owem, drukarze polscy nie stwo- 
rzyli dot??d polskiej majusku??y; przy- 
stosowuj?? ??aci??sk?? do d??wi??k??w pol- 
skich zupe??nie nieudolnie, gdy?? nie 
spe??nia ona swego zadania jako druk 
estetyczny *). 


a, e, o 


MI??O???? I ??WI??TO????. 
Skutkiem tego dostajemy dra??ni??ce 
raczej napisy, jak wspomniany: ..??mier?? 
Zbawiciela". Dalej spotyka si??, jak 
n. p. w og??oszeniach krakowskiego 
"G??osu Narodu", ??, wykonane w ten 
spos??b, ??e daje si?? wielkie o u g??ry 


o powsinogach beskidzkich". gdzie zastosowano 
nowy kr??l czcionki pol	
			

/06_0001.djvu

			...".NI
 
NII;.I[

I 


Jab??onie, grusze, Wlsme obejmowa??y 
wie??cem samotn?? kapliczk??. Nikt nie 
wiedzia??. kto te drzewa posadzi??. Mo??e 
jaki?? przechodzie?? w??druj??cy po ??wiecie 
zaszczepi?? je z b??aganiem, aby os??ania??y 
??wi??t?? posta?? i szelestn?? mow?? w mo- 
dlitwie przypomina??y Chrystusowi onego 
cz??owieka. A mo??e wiatr przyni??s?? ziar- 
na ze skwarnych stron, na zatrat?? ska- 
zane. Ros??y bez opieki. Nikt nie tro- 
szczy?? si?? o nie, wi??c z biegiem lat zu- 
pe??nie zdzicza??y. Jednak??e kiedy zakwi- 
t??y, to zdawa??o si??, ??e to niebo wonne, 
pospinane zielonemi gwiazdami li??ci, 
wsparte na kolumnach pni. 
Sk????bione, zwichrzone barwy by??y 
wybuchem uczu?? rodnej ziemi. Na zgi??- 
tych od ci????aru ga????ziach jab??oni r????owa 
oki???? spad??a z rozkwiece?? zorzy. za?? 
s??abe witki wi??ni otula??a biel lekka, 
zwiewna, jakby istotnie sp??yn????y na nie 
tchnienia naj bielszych ob??ok??w. 
Li??cie i kwiaty zielonemi, bia??emi i r??- 
??owemi s??owami modli??y si??, rankiem 
i wieczorem wylewaj??c wonne olejki 
z serca p??on??cego wiosn??. 
Kiedy wiatr zbieg?? z p??l i rozchwie- 
wa?? ten sad bo??y, wtedy drzewo pochy- 
la??o si??. chc??c konarami dotkn???? ??wi??- 
tych szat. Wci???? ko??ysa??o si?? w pok??o-. 
nach, rozk??ada??o ramiona, ??ciel??c p9d 
stopy Pana szum wiosennych li??ci. 
Dr????c od cudownych wzn:sze??, prze- 
j??te s??odycz?? ??ycia s??onecznego - a?? 
do ostatniego tchnienia szepta??y wdzi??c?:- 
no???? na piersiach Chrystusa. 
Przylatywa??y ptaki i rozmawia??y 
z Chrystusem. Na szatach osiada??y mo- 
tyle, rozpo??ciera??y swe krasne skrzyd??a 
jakby zawiesza??y ??liczne wota. 
Syn Bo??y sta?? w aureoli kwiecia, sple- 
wa??, barw, raduj??cy si??, wonny i kwit- 
I'!??cy wszystkiemi pi??kno??ciami ??wiata. 
Czasem wieczorem rozchyla?? ga????zie, 
aby spojrze?? w dal na ????ki i pola. To 
zn??w kiedy indziej zanurza?? twarz w g??- 
stwinie kwietnej, a li??cie g??adzi??y jasne- 
mi krajuszkami, lekko dotyka??y i szu- 
mia??y cicho, cichutko swoje ko??ysanki. 
Chwia??y si?? drzewa za lada powie- 
wem. 
A wtedy deszcz bia??y i r????owy sp??y- 
wa??, jakby to z rozkwieconego serca bo- 
??ego najpi??kniejsze uczuci.a i s??owa. 
P??atki te zawisa??y na kwiatach, ros- 
n??cych w trawie, ??cie??i??y si?? na koronach 
l spada??y w rozwarte kielichy. zdawa??o 
si??, ??e to drobne komunikanty Chrystus 
rozdziela i wk??ada w usta rzesz, skaza- 
nych na ??mier?? przekwitni??cia. 
Wszystko weseli??o si??. gra??o, dzwoni- 
??o, szumia??o, raduj??c si??. ??e ro??nie przed 
Panem. 
Drzewa te wydawa??y w jesieni ma??e, 
ale przedziwnej dobroci i wonno??ci owo- 
ce. Wyb??yskiwa??y z pod li??ci u??mieszki 
r????owe w z??otej oprawie ??upiny. 


Mrok burzy zamIeni?? si?? w ciemno???? nocy. 


Ludzie zdaleka zbiegali si?? co rano 
i spad??e podnosili. Chowali w skrzy- 
niach niby relikwje. By??y one skuteczne 
w chorobach, cierpieniu, czy nieszcz??- 
??ciu. U??ywano ich przy zakl??ciach i za- 
mawianiach. Nic dziwnego. Przecie?? one 
od spojrze?? bo??ych sp??oni??y si??. prze- 
cie?? s??owa Chrystusowych b??ogos??a- 
wie??stw spad??y w kielichy i zmieni??y si?? 
w ziarnka ukryte w skarbonce mi????szu. 


Dary s??oneczne i dary bo??e. 
Co roku z wiosn?? ludzie t??sknie spo- 
gl??dali na te drzewa. Kiedy obaczyli 
rozkwitaj??ce, to ich serca tak samo osy- 
pywa??y si?? kwieciem rado??ci, dzi??kczy- 
nie?? i modlitw. 


I tej wiosny to sarno. 
Miazga uderzy??a z ogniska ??ycia 
strug?? rozla??a si?? po pniu i ga????ziach.
		

/07_0001.djvu

			Wszystkie uczucia drzew rwa??y si?? ku 
s??o??cu i wytryskiwa??y strumieniami, 
przybieraj??c kszta??t li??ci i kwiat??w, 
sp??ywa??y po konarach jakby r????owe 
i bia??e potoki, przelewaj??ce si?? przez za- 
pory ga????zi. W wonnej topieli trzepotli- 
we li??cie chwia??y si??, jakby uwieszone 
motyle. 
W gaju kwitn??cym sta??a kapliczka, ni- 
by o??tarzyk majowy, kt??ry anio??owie 
okryli skrzyd??ami. 
Czasem uchyli??y si?? os??ony i wida{ 
by??o posta?? Chrystusa jak w d??o?? bra?? 
kwiecie i w??cha?? je. 
Wtedy w g??stwinie powstawa?? gwar. 
Ptaki wszystkiemi g??osami ??piewa??y, 
jedne pisa??y poezje na kartach b????kit??w 
promieniami, maczanemi w kielichach 
polnych kwiat??w. Inne sm??tnie nuci??y, 
jakby zapami??ta??y sobie melodje z gorz- 
kich ??alow. W zak??tku rozlega??y si?? 
g??osy. Ka??dy d??wi??k z??oci?? si?? wspom- 
uieniem mi??o??ci. Tam zn??w jaki?? zama- 
szy??cie strzepn???? skrzyd??ami, niby poeta, 
czy grajek, wstrz??saj??cy dla wi??kszej 
brawury grzyw?? zwichrzonych w??os??w, 
i gwizda?? sobie na uciech??, pij??c wino 
lazurowej rado??ci. 
Przed ka??dym le??a??y karty nut z bla. 
sk??w s??o??ca,- a na nich zwiane py??y i one 
kre??li??y znaczki zrozumia??e dla muzyka. 
Wszystko by??o nastrojone na s??onecz- 
ny ton wiosny. 
W piersiach ptak??w pali??a si?? grudka 
szczerego z??ota. 
Ka??dy z nich mia?? skarbczyk wesela, 
o czem g??o??no ??piewa??. 
I dlatego tak by??o promiennie, z??oci- 
??cie i ??piewnie. 
W nOI!Y za?? cisza, przewiana po- 
??wiat??. 
Posn????y ptaki, drzewa, kwiaty, a wo?? 
ich, a szelest, a melodje by??y westchnie- 
niami ??ni??cych o obudzeniu. 
Gwiazdy jeno ??piewa??y 
 wysoko- 
??ciach - a echa ich promienne sp??y- 
wa??y na rosy. 
Wstaj??ce <-wity by??y odbiciem tych 
drzew. 
Przez kilka dni poranki kwieci??y si?? 
w niebiosach, takie same poranki cu- 
downego sadu kwieci??y si?? na ziemi. 
Jednego dnia oko??o po??udnia skwar. 
Spiekota la??a ogniste strumienie i spa- 
la??a wszelk?? wilgo??. 
Zwis??y li??cie, zwi??d??y kwiaty. 
Ga????zie pomdla??y i opad??y bezsilnie. 
Naj l??ejszy wiew nie ostudzi?? spalone- 
go oblicza ziemi. 
Po po??udniu wicher za??opota?? podmu- 
chami i dziobem zacz???? pra??, grzmoci?? 
w cisz?? ognist??. 
Kurzawa piachu s??upem wzbi??a si?? 
wysoko i pokry??a niebo. 
Spad?? mrok. 
Czarne potwory chmur zawarcza??y. 
W kud??ach wzburzonych zak????bi??y si?? 
pioruny, wypad??y b??yski i pomruki. 
Burza przem??wi??a gromami. 
Z wy??yn, jakby z poburzonych nie- 
bios, spada??y g??azy huk??w. 


/ 
... 


.. 


Nagle szum przera??aj??cy. 
Grad. 
Ostre, twarde, zbite grudki jakby zlo- 
dowacia??e kamienie gwiazd spad??y. 
Te pociski odcina??y li??cie, ga????zki, 
kwiaty. 
W??r??d rozmiotanych drzew s??ycha?? 
by??o p??acz szum??w i trzask ??amanych 
r??k. 
Wicher 
a strz??py 
wdeptywa?? 
dami lodu.. 
Kapliczka sta??a w szumie ulewy, 
w chrobocie gradu, w gwizdach wichru. 
Zdawa??o si??, ??e Chrystus w k??t wci??ni??- 
ty, dr??y z zimna i coraz mocniej okrywa 
si?? p??aszczem, kt??ry burza chce zerwa?? 
z plec??w, zdawa??o si??, grudy padaj?? 
i tn?? cia??o bo??e. I wtedy ??renice wyb??y- 
skiwa??y niby ??miertelnie poblad??e l??nie- 
nia gromnic. 
Mrok burzy zmieni?? si?? w ciemno???? 
nocy. 
Potwory chmur powoli powlok??y si?? 
w dal, tupi??c gro??nie kopytami pioru- 
n??w, a?? trzaski b??ysk??w zlatywa??y. 
W pop??kanych wyrwach kawa??y nieba 
wy??oni??y si?? - a w??r??d nich gwiazdy, 
jakby wychyla??y si?? p??omyki ??wieczek 
z pod czarnej po??y p??aszcz??w. 
. Zagas??y o ??wicie. 
Dzie?? si?? obudzi??. 
Ognisko ??wiat??a pocz????o powoli roz- 
??arza?? si?? w??r??d dym??w mrok??w. 
Wiew zimny, id??cy z zasp gradu, p??y- 
n???? po ziemi. 
Po niwie niebios ??cieli??y si?? mg??y 
i ob??oki, jakby po ??ciernisku b????kitnem 
pokosy z??otego zbo??a. 
??wit okaza?? ca??e zniszczenie burzy. 
Ziele?? m??odo??ci zdarta z ga????zi i rzu- 
cona w ka??u??e. Sad zwichrzony, sko- 
t??owany. Ga????zie nagie, ogo??ocone z roz- 
kwit??w, stercza??y, inne zn??w jako kiku- 
ty chwia??y si?? i chrz????ci??y. 
Drzewa kaleki, unurzane w b??ocie, 
w poszarpanych szatach, sta??y zgi??te pod 
ci????arem nieszcz????cia z obwis??emi ramio- 
nami. 
Nawet na widok Chrystusa nie mia??y 
si?? d??wign???? si?? z upadku, nawet ostat- 
kiem li??ci nie wyszumia??y rannych pa- 
clerzy. 


rozdziera?? szaty zieleni, 
podarte rzuca?? na ziemi??, 
w ka??u??e i przygniata?? gru- 


E 


'. 


Og??uch??y i oniemia??y ??ebraki drzew- 
ne, pobite dopustem bo??ym. 
Kiedy s??o??ce wzesz??o ponad las, sp??y- 
n????o pod kapliczk?? i ??wiat??em pozdro- 
wi??o Chrystusa. Jeden naj ja??niejszy 
promie?? pad?? na wargi bo??e jakby na 
kielich r????y zroszonej. 
Chrystus si?? u??miechn???? do nieszcz??- 
??liwych. 
Od s??o??ca tego u??miechu rozz??oci??y 
si?? wszystkie ??zy pobitych. 
W ka??d?? kropelk?? zanurzy??a si?? 
gwiazdka ??askawo??ci bo??ej. 
Wszystkie kwiaty, trawy, li??cie sta- 
n????y w t??czach ros - kt??re by??y odbi- 
ciem u??miechu bo??ego. 
A potem Chrystus zst??pi?? po stopniach 
kapliczki. 
Wszystkie ptaki zamilk??y i z zapar- 
tym tchem czeka??y. Wszystkie kwiaty 
w oniemieniu pozosta??y. Jaki?? li???? 
drgn????. 
- Chrystus idzie. 
Przylecia?? powiew i z trwog?? za- 
szepta??: 
- Pan opuszcza domostwo swoje... 
A Chrystus powoli poszed?? do sadu. 
Chodzi?? od drzewa do drzewa. Co?? m??- 
wi??. Dobrotliwemi s??owami pociesza??. 
U??ciskiem mi??osierdzia obejmowa?? pnie 
jakby powr??se??kiem z??otem w noc wigi- 
lijn??. Podnosi?? z??amane, witkami pro- 
mieni zwi??zywa??, poranione leczy??. 
Nieszcz????liwe drzewa sk??ada??y na 
piersiach boskiej dobroci obdarte, n??dz- 
ne ??achmany swego ??ycia i skrzypia??y 
cicho: 
- Mi??osierny Bo??e!... 
Zrasta??y si?? ga????zie. Po uleczonych 
??y??ach rozlewa??y si?? soki nowego ??y- 
cia, a by??y one u??miechami i s??owami 
Chrystusowemi. Serce zieleni i rozkwi- 
t??w bi??o si???? bo????. I ka??dy puls w p??ki 
i zawi??zki li??ci zmienia?? si??. I zn??w ja- 
b??onie i grusze zala??y si?? biel?? wzrusze??, 
r????em u??miech??w, mow?? zieleni i zn??w 
zakwitn????y pi??kno??ci?? wiosenn?? przed 
Panem. 
Chrystus obsypany kwieciem stan???? 
w??r??d ob??ok??w wonnych i szelestnych 
jako drzewo kwitn??ce i rozsypuj??ce 
p??atki s????w, u??miech??w i spojrze??. 
Chwia??y si?? ga????zie i cicho powta- 
rza??y jedno imi??: 
- Bo??e mi??osierny - - Ogrodniku 
Niebieski... 
Wtedy z p??l, z ????k z oddali b????kit- 
nych zlecia??y si?? ptaki, stroj??c powietrze 
barwami. . 
Ze ??wiergotem spad??y nisko, rozpo- 
??cieraj??c skrzyd??a - jakby na kl??czkach 
ca??owa??y w pokorze ziemi??, obejmuj??c 
j?? ramionami. 
Zaraz odlatywa??y na drzewa. 
A u st??p bo??ych, na kwiatach s????w mi- 
??osierdzia perli??y si?? krople - - wy- 
- razy rosiste roz??piewanego serca. 


Jan Wiktor 


(Ilustracja St. Raczy??skie
o.)
		

/08_0001.djvu

			.- 


-I' 


.!-'.,. . 


.. 


.. 


.. . 
H 
 

-4 
 
:! . 
I. : . : 
I ?? 
 
!. t. I 
I 'j - 
'i" . 
, 'I 
I. 1 
?? 'l 


-, 


,'. \. .',
, 
\ 


..- 
i ... 
-41 1 
;,) .
 
: Il
 
li I' 
t , 
. , 


.
 .' 

,

. 
41, . .......,.-- 
'
 .........-.. 
_...,.1 1,-- 


1 
4 - 


,
 ??.-' 
. '.1., 
.
 


-- 
:. 


.' , 
. I 
-1 1 
 i 


??: f' 
# i '-n 
. - ) 


,. 



. . 
. --" 
_ 1'F_- 
')-?? 


"""'\ 


-.' 


-'; , 


-. 
1.. .. 


\ ' 
.t ' 


;.1 
J- 
. , 
I 


'. - 


. f 
.
 
.)! 


WYSrA w A RE- 
WINDYKACYJNA 


-t 


II 


, 
4 
. 
'\\ 


cach polskich, pami??tek w cz??
 
??ci o charakterze insygnjalnym. 
Ta ostatnia, ma zhyt specjalne 
i du??e znaczenie, aby j?? tu zby?? 
pokr??tce. Odk??adam to do arty- 
ku??u osobnego. Tu podnios??, :.te 
w dziale obraz??w figuruj?? na
 
zwiska takie jak Carlo Dolei 
(1616 - 1686) (bardzo pi??kny 
..Sw. Kazimierz" kr??lewicz pol
 
ski). G. Guercino (1 591 - 1660), 
G. Lanfranco (1581-1647). Po- 
ka??nym jest zw??aszcza zast??p 
p????cien flamandzkich i holender- 
skich, z kt??rych ca??y szereg pod- 
. . . 
pisany I sygnowany przez ml
 
strz??w' - jak znakomitego Fr. 
Pourbusa m??odszego (1569- 
1622) m. i. z portretem s??ynnego 
pisarza Guillaume du V sir, ongi?? 
z ratusza paryskiego - B. Van 
der Helst'a (1612-1??70) portret 
w??asny - Ph. W ouwermansa 
(1619-1668) bardzo ciekawa sce- 
na batalistyczna z postaciami woj- 
skowemi typu polskiego - oraz ..Scena 
obozowa" (ob. reprod.), A. Pynackera 
(1621-1673) krajobra
 - Th. Rom- 
bouts'a (1597--1637) wielkie p????tno 
"Gra'w knrty" (ob. reprod.) - l. Steena 
(1626-1679) wielokrotnie po dzie??ach 
zagranicznych reprodukowany obraz 
p. t. ..Trudny wyb??r". - Salomona 
i lak??ba Ruisdaer??w, Moucherona, 


'
1 
_te 
d 
li 
h 
. -. , 
.. 
I 
1 - 


i 
i 


Dwa arasy jagiello??skie wykonane dla Z. na 
Wawelu w Brukseli oko??o r. 1550 (z liczby 
2b sztuk odzyskanych w r. 1928) 


Czasowa wystawa rewindykacyjna 
w domu ..Baryczk??w" w Warszawie 
nie mo??e nam da?? wyobra:.tenia o licz- 
nych reewakuowanych muzealiach. 
z,,-:r??conych prywatnym w??a??cicielom, 
w??r??d kt??rych wyr??:.tniaj?? si?? zw??asz- 
cza zbiory ks. Sanguszk??w. w ma- 
??ej zreszt?? cz????ci oddane, tytu??em 
zwrotu koszt??w. na zamek warszaw. 
ski (gobeliny). Natomiast po- 
zwala nam si?? rozejrze?? w re
 
prezentacyjnych okazach z wie- 
lu grup innych skonfi!lkowa- 
nychdawno, g????wni
 po r. 1831, 
jak zbiory warsz. T -wa Przy- 
jaci???? Nauk, zasoby r????nych 
arsena????w i skarbc??w staro- 
polskich - jak kolekcje ar- 
tystyczne ks. Sapieh??w z De- 
reczyna, zabrane tak??e z
 
udzia?? w powstaniu 1831 r. 
podobnie jak nader rzadka 
w Polsce kolekcja przesz??o 
tltu fragment??w rze??b antycz- 
nych z I-IV po Chr. skonfi. 
skowana genera??owi L. Paco. 
wio - Odr??bne znaczenie maj?? 
liczne militarja naszych boha- 
ter??w 1863 r. tern bardziej 
wzruszaj??ce, :.te zbroczone w 
cz????ci, widoczn?? po dzis dzie?? 
krwi??. - Za????czone repro
 
dukcje daj?? wyobra??enie o wy- 
sokim poziomie artystycznym, 
powa??nej cz????ci eksponat??w. 
Wybijaj?? si?? na pierwszy 
plan cztery grupy odr??hne: 
I) obraz??w - 2) sztych??w - 
??) chor??gwi, zbr??j i uzbro. 
Je?? - wreszcie najbardziej 
niezwyk??a 4) drogocennych, 
a w cz????ci bardzo ozdobnych 
pami??tek po r????nych w??ad- 


Keerinckx'a. l. Van der Meer'a m??od- 
szego, J. Asselyn'a. S. de Vlieger"s 
i wielu innych. Z F rancllz??w wystar
 
czy wymieni?? "tylko" wielkiego A. Wat- 
te au (1684- 1721) a mianowicie jego 
niezwykle wdzi??czne dzie??o ..Dama 
polska", kt??ra podobnie jak odzyskany 
Rembrandt ??azienkowski (portret m??o- 
dzie??ca), by??a ju?? dawniej reproduko- 
wana w najpowa??niejszych pu- 
blikacjach naukowych zagra- 
nicznych. 
Z obraz??w mistrz??w daw- 
niejszych polskich, ci??gnie oko. 
szczeg??lniej t??gi po
tret j. Cr- 
syna Niemcewicza przez Ant. 
Brodowskiego (1784 - 1832), 
kt??rego niepospolit?? tw??rczo??-?? 
w pe??ni wydob??dzie dopiero 
monografia uko??czona nieda- 
wno przez m??odt'go. a ju?? wy- 
bitnego historyka sztuki, dJa 
Jerzego Sienkiewicza. - Obok 
za?? tego obrazu wspomnie?? 
szczeg??lnie jeszcze warto ..An- 
tiop??" pendzla Anny Ther- 
bousch 'z domu Lisiewskiej 
(1722-1782 szko??a berli??ska, 
a wp??ywy wybitnie francu- 
skie). Ojciec jej, te?? malarz 
i pierwszy jej nauczyciel. uro- 
dzi?? si?? jeszcze w Polsce, w Ole- 
sku - Anna za??, cho?? ca??e 
??ycie sp??dzi??a zagranic?? (Ber- 
lin - Pary??) nie zapomnia??a 
swego polskiego pochodzenia 
i na bardzo wielu obrazach 
swych podpisa??a si?? ..nee de 
Lisiewska". Uznanie dla jej 
wysokiego talentu wzrasta dzi?? 
coraz wi??cej w nauce niemiec- 
kiej. Nale??y ona do ca??ej gru- 
py rodzinnej-artystycznej, ma- 


Jeden ze 


\ 


..,J 
., . 
\" 


\ 
... 


, .. 
", 
"---... :'i. 
., , 


\ ' 


, \ 
I . 
:\o.. 


\ 



??X 


, .7 


Watteau Antoine, (szk. franc. 1684-1721. Dama polska; 
:'ro;;m. 36.1 ....,g$. nll 28.6 cm sZf!r.J 


,. 


. 


?? 



 


... 


-........ 


- 


siu fragment??w rze??b antycznych 
I-IV w. po Chryst.
		

/09_0001.djvu

			Jedna z rze??b ze zbioru oko??o stu fragment??w rze??b artystycznych (I-IV w. po Chr.) 
z odzyskanej kolekcji gen. L. Paca 


larzami bowiem s?? takte i to nie byle 
jakiemi, jej siostra Rosin;;, (Du Gasc- 
Mathieu), jej brat Krystyn i wnuczka 
ich ojca, Julja. - Wiedz??c jak nie- 
zmiern?? rzadko??ci?? w Polsce je??li nie 
unikatem s?? p????tna Anny Lisiew- 
skiej, - starali??my si?? tet umy??lnie, 
aby w grupie ekwiwalent??w figuro- 
wa??o to jej p????- 
tno - ciekawe 
i przez to, te 
. . 
w swoim czasie 
by??o ono oma- 
wiane w kryty- 
ce paryskiej, w 
s?? y n n ych ..Sa- 
lons" Grimma z 
r. 1767 przez ko- 
ryfeusza tej kry- 
tyki, Diderota. 
Strona ' rosyj- 
ska korzystaj??c 
z przymusu jaki 
nak??ada?? na nas 
artyku?? XI trak. 
tatu ryskiego w 
sprawie ekwiwa- 
lent??w sta- 
ra??a si?? bez- 
ustannie wy.ko- 
rzysta?? ten sw??j 
plus i jak najwi??- 
cej dzie?? sztuki 
z Polski pocho- 
dz??cych zatrzy- 
ma??,' a da?? nam 
wzamian obje- 
kty wymienne. 
Kosztowa??o to 
tr u d u kilkole- 
tniego, aby licz- 
b?? objekt??w po- 
zo stawionych 
zredukowa?? do... 
zaledwie dwuna- 
stu takich, wo- 
bec .??rych sty- 
pulacje art. XI 
zmusza??y nas do 
tego bezwzgl??d- 
nie. Lata ca??e 
trwa??a tet wal- 
ka o to, co wza- 
mian dostanie- 
my. Otrzymali- 
??my przedmio- 
t??w o??mna??cie, 
o maksymalnym 
poziomie arty- 
stycznym i hi- 
storycznym jaki 
si?? tylko zdo- 
??a??o wytargo- 
wa??. Wy- 
starczy powie- 
dzie??, te w??a- 
??nie w??r??d ekwiwalent??w figuruje cyto- 
wany Watteau, przed wojn?? publiko- 
wany jako ..per??a" Ermita??u, ??w. Ka- 
zimierz C. Dolci, a wi??c zn??w rzadki 
rodzaj polonicum artystycznego, a da- 
lej Pourbus i wreszcie, bardzo pi??kna 
statua z prze??omu I na II w. po Chr, 
..Satyr odpoczywaj??cy" typu Praxi- 
telesa znany z przedwojer.'lej litera- 


'\ 


tury naukowej - a mi??dzy innemi 
tak??e ..Szczerbiec", kt??ry nam si?? 
prawnie nie naleta??. bo zosta?? wyku- 
piony w r. 1884 przez cesarza rosyj- 
skiego za 22,000 frank??w ??wczesnych 
w Pary??u. 
Nie mo??na te?? zapomina??, ??e w ra- 
zie niewytargowania tych przedmio- 


??'" 


, .. 


..'- 
.. -
\, -,. ..... 


. A 
l- 


.". 

. 


-'=' 
,.,. 


.., 


.. 


. 
\ 


\ 


.. 


'" 
i- 


T' 


, - 

 
.
 .
 
r 
''I.
 


\. - 


. . 


t??w, z Polsk?? tylokrotnie zwi??zanych. 
skazane one by??y na pozostanie na 
zawsze w Rosji. 
Szczup??o???? miejsca nie pozwala tu 
rozwodzi?? si?? nad wielu innemi ekspo- 
natami. Powoli jednak ujawni si?? 
publicznie ich znaczenie. ,uczeni nasi 
bowiem coraz wi??cej zabieraj?? si?? do 
ie! opracowania. Tak n. p. wspom- 


\ 


niane fragmenty rze??b. antycznych 
l-IV wieku po Chr. (oko??o stu sztuk). 
opracowuje jut jeden ze specja??istow 
polskich. cz?????? ich opracowali dawniej 
prof. Amelung, Waldhauer i inni. 
W ??r??d innych rze??b rewindykowanych 
nie motna tu pomin???? pierwszorz??d- 
nego dzie??a 1. Houdona (1741- 
1828) ..Aleksan- 
der Wielki". 
Co do broni 
zaznaczamy, ??e 
duto o k a z ?? w 
XVI i XVII w. 
wzbogaca nasze 
bardzo skromne 
w tej mierze za- 
soby muzealne, 
okazami nieraz 
bardzo rzadkie- 
mi wyj??tko- 
wemi, jak pe??- 
na (do st??p) 
zbroja karace- 
nowa (??uskowa) 
polska jak 
w i e I k a chor??- 
giew Kara Mu- 
stafy z bitwy 
pod Parkany 
1683 r. lub cho- 
r??giew konfede- 
racji krakow- 
s k i e j przeciw 
Szwedom z r. 
1657, jak arka- 
buz z dat?? 161 5 
(Radziwi????a ks. 
Sierotki, ofiaro- 
wany w XVIII 
w. kr??lowi Sta- 
nis??awowi Au- 
gustowi, o czem 
szkoda, ??e w 
k a t a log u nie 
wspomniano). 
Nie motna tet 
pomin???? staran- 
no??ci z jak?? wy- 
staw?? urz??dzo- 
no w my??l pi??k- 
nych w tej mie- 
rze tradycji ..Do- 
mu Baryczk??w". 
Z niemniejsz?? 
troskliwo??ci?? o- 
pracowano na- 
ukowy katalog 
przy udziale ca- 
??ego szeregu u- 
czonych. a ze 
wst??pem obszer- 
nym o ca??o??ci 
naszej akcji pi??- 
ra Wiceprezesa 
Delegacji p. W. 
Suchodolskiego, pomnataj??c przez to 
bardzo potytecznie polsk?? literatur?? 
muzealn??. 


" 


-:;. 


Dr. Marjan MorelouJski 
by??y kierownik Wydzil!lu muzealnego Delegacji
		

/10_0001.djvu

			o WIZJACH FANTASTYCZNYCH PO ZA??YCIU 
PEYOTLU 


jakby fontann?? ??wietln??, 
z kt??rej bez ko??ca la??y 
si?? barwne ??wiat??a, jak 
sztuczne ognie z rakie
 
ty. By??em pocz??tkowo 
zdziwiony i zupe??nie zaab- 
sorbowany, a p????niej znu- 
??ony i wyczerpany tem 
nies??ychanem bogactwem 
form i t?? nieustaj??c?? zmien- 
n?? akcj?? barwnych widzia- 
de?? przed oczyma. 
W pewnej chwili z falu- 
j??cych zielonkawych smug 
utworzy??y si?? wielkie wiry, 
i kr??????c z zawrotn?? szyb- 
ko??ci??, utworzy??y czelu???? 
przepastn??, w kt??r?? patrzy- 
??em. Nagle ujrza??em si?? 
jakby na dnie morza. Ruch 
zielonych smug sta?? si?? wol- 
niejszy, i w moich oczach 
przemieni??y si?? one w ro??- 
linno???? podmorsk?? o pro- 
stem, pierwotnem rozga????zie- 
niu. Wszystko by??o jakby 
zawieszone w g??stej cie- 
czy g????biny podmorskiej 
i leniwie rusza??o si?? w takt 
jej nurt??w. 
Wtem zg??- 
ry zacz????y pada?? w 
g????b jakby niezliczo- 
ne kryszta??y szma- 
ragd??w b??yszcz??ce 
zielonym swym 
ogniem na tle sza
 
ro-zielonych mch??w 
i brudnych porost??w 
R??wnocze??nie od pra- 
wego boku zacz????y na- 
p??ywa?? rybki, r??wnie?? 
w niesko??czonych ilo- 
??ciach, jak stutysi??cz- 
na armja. By??y cytry- 
nowo-??????te, a ka??da 
z nich mia??a kobal
 
to we oczko. Wszyst- 
kie te oczy patrza??y 
na mnie i mruga??y 
??miesznie. By??o jed- 
nak i co?? z??owrogie- 
go w tej patrz??cej, wy- 
t????onej ciekawo??ci 
stutysi??ca skierowa- 
nych na mnie oczu. 
Rybki p??yn????y zda- 
wa??o si?? bez ko??ca 
ci??gle now?? fal?? wpo- 
przek pola widzenia, 
a r??wnocze??nie szma- 
ragdy spada??y i spa- 
da??y. 


W ??r??d trucizn wywo??uj??cych zmia- 
ny w stanie psychicznym cz??owieka, 
szczeg??lnie ciekaw?? jest trucizna wy- 
tworzona z kaktusa meksyka??skiego 
peyotlu. W Europie znaj?? j?? stosun- 
kowo niedawno; w ostatnich dopiero 
latach rozpocz????y si?? ciekawe badania 
naukowe psycholog??w i psychjatr??w 
nad wp??ywem jej na psycMk??. Tru- 
cizna ta stwarza dziwne wizje, pot??- 
guje w nies??ychany spos??b ??yw?? i 
barwn?? wyobra??ni?? cz??owieka. Przed 
om??wieniem szczeg??lnego znaczenia, 
jakie ta trucizna ma dla niekt??rych 
bada?? psychologicznych, podaj?? w 
skr??ceniu opis prze??ycia, jakie mia- 
??em po za??yciu zawartego w niej al- 
kaloidu zwanego Meskalin??. 
Po up??ywie oko??o 1 1 /2 godziny za- 
cz????y si?? przy zamkni??tych oczach 
pojawia?? w polu widzenia pierwsze 
zjawiska. By??y to kolorowe iskry i 
??wiat??a, r????nobarwne t??czowe smugi, 
oraz geometryczne skomplikowane 
rysunki, tworz??ce sie?? ??wietlnych, 
r????nobarwnych, b??yszcz??cych linij. 
Iskry, ??wiat??a, smugi i wzory by??y 
w ci??g??ym ruchu i podlega??y nieusta- 
j??cej zmianie. Mia??em przed oczyma 


. 


--:-. 


,. 


"


'
 '21\.. 
( 


) 
Y 
i; "'-- , , J 
-J ...... t 
:- ,
 .i -I .' , _ 
. .. 
 ..,
 - .1-\; 'J, j . ....
 ,i--. 
, .' i\.' ??' < .I. . 
_ . - 
 
,
.., ol ' 'I: 
>
,: (l " \
_ 
JJ 
-..
l 
\ 
?\" 
..)
\ 
\( 
, 


l, 


r' 


;' 


:-
?? 


 
"
'.: ,..t:
\') ??l,; ' 
'-\;-;,' 
 '?? 
\".-' ) 
:tJtl r. 
.;'\
'l. ;, \\ 
" . '-.;.'




. . rr. ' 7 :; 
. 
 
' . 

,
- '
-'); ' - 
"-' , '?? " ," l- "l-- 
._ _ j'j' : l'; ,,:'.: 
*Ii}- Ji
 ''Z.
;..
' 


' 
 " 
, , 
1 ' 
, , 
II, . 
- f. :: 


?? 


Ryc. 2. 


L 

 '-{\ 
\. '. 
'" 
,

 


Ilo???? zmian i wra??e?? 
w kr??tkim czasie by??a 
niezmiernie du??a, zda- 
wa??o mi si??, ??e prze- 
??ywam niesko??czone 


" 


'E 


, 


....
 ( 
--

" \ ,l 
- ) 0\ 


... 


\ 


" " 


-.??' 



 


- ' 


'--,- .... 
l 


'- 


r' 
'" 


, " 
) 



 


'I 


c, 


. 
 



 
\ 


1 \l...?? . \.. ?? 


.. 


( 


1,. 

 


-" 
':
 
;rJ;; 


'-, 


'-.. 
. !. 


. ' 



 
 ... -=	
			

/11_0001.djvu

			stylizowanym ornamentem. haftowa- 
nym na skraju jedwabistej szaty kr??- 
lewskiej. R??wnid i kamienie drogo- 
cenne by??y iywe. Sznur ceglastych 
korali w oczach mych si?? uni??s??, wy- 
bieg?? w g??r??. zako??ysa?? si?? jak 
w????. Potem nagle korale zmie- 
ni??y si?? na per??y. Obok wy- 
trys??y z niczego, jak w r??- 
kach magika. sznury szmarag- 
d??w i brylant??w. Wszystkie ka- 
mienie przez chwil?? kwit??y 
i promienia??y, jak kwiaty na ??o- 
dydze. Potem sznury klejnot??w 
nagle zwi??d??y, "zesmutnia??y" 
w moich oczach, zm??tnia??y. 
zgrubia??y i przepad??y w ni- 
co????. 
Widzia??em p????niej jakby ilu- 
stracj?? do jednej z bajek tysi??ca 
i jednej nocy. Na patelni z ame- 
tystu sma??y??y si?? ryby kryszta- 
??owe. Dzia??o si?? to w jakiej?? 
czarno b????kitnej podziemnej gro- 
cie - pod patelni?? nie by??o 
ognia, lecz zast??powa??y go po- 
jawiaj??ce si?? co chwila kr??gi dziw- 
nego ??wiat??a, podobne do k???? na 
spokojnej fali stawu po wrzuceniu 
kamienia. Dzia??o si?? to w jakiej?? 
bezmiernej ciszy. 
Nocy tej. w czasie mych blisko 
dwunastogodzinnych fantastycznych 
wizyj widzia??em zkolei wszystkie 
prawie style ornamentacji. Widzia- 
??em zar??wno proste naiwne ko- 
lorowe figuralne wzory. wykonane 
stemplem na p????tnie, jak asy- 
ryjskie p??askorze??by w drogo- 
cennym kamieniu. egipskie sty- 
lizowane kl??cz??ce kap??anki ma- 
lowane na trumnie mumji. ko- 
ronki. chusty tkane o wzo- 
rach empirowych. japo??skie la- 
ki i inkrustacje na drzewie, 
chi??skie harfy na jedwabiu i t. p. 
Przez pewien okres tego dzi- 
wacznego snu widzia??e.m stosy 
koronek, materja????w. parasolek. 
haft??w. dywan??w, mu??lin??w 
wzorzystych. aplikacyj. bati- 
k??w, tapet i podobnych rze- 
czy. tak ie dos??ownie ai 
oczy bola??y od nui??cej nie- 
sko??czonej ilo??ci tego mate- 
rja??u. Przedmioty te widzia??em 
dziwnie dok??adnie i szczeg????o- 
wo. Najdrobniejszy szczeg???? wzo- 
ru koronki by?? n. p. doskonale 
widoczny. Zupe??nie dziwaczne 
by??o tei u??oienie przestrzenne 
tych przedmiot??w. Ca??e pole 
widzenia by??o zwykle niemi wy- 
pe??nione. ale poszczeg??lne przed- 
mioty lda??y nie na sobie. lecz 
w r??inych pozycjach znajdowa??y 
si?? nad sob??. obok siebie i za so- 
b??, jak to wida?? na za????czonym 
rysunku p. t. "przestrze?? paraso- 
lowa ". (ryc. 7. w num. nast.). 
Nad ranem wizje sta??y si?? 
spokojniejsze i mniej m??cz??- 
ce. Zwidywa??y mi si?? teraz 
tysi??ce balonik??w. zawieszonych 
w b????kitnem przestworzu, ????- 


deczki zabawkowe o papierowych 
bglach. w kt??rych odbywa??em po- 
dr??i po nieziemskich morzach, wio- 
senne zielone konary drzew nad 
mOJ?? g??ow?? zatopione w b????kicie 


r -' 
I 


- 


{ 



\ 


?? 


',.". 


'l 


-4 



 


. -- '. 


Ryc. 3. 


nieba, cudne ????ki o szmaragdo- 
wych, pierzastych drobnych traw- 
kach, ciche stawy otoczone wlen- 
cem wierzb i t. p. W tych ..seledy- 
nowych. porannych snach przewa??a?? 
kolor b????kitny i zielony w kilku. 
dziesi??ciu odmianach. By??y to sny 
jakby dzieci??cej b????kitnej swobody 
i beztroski, jakby marzenia malutkiego 
dziecka. kt??remu wyobra??nia stwarza 
nieziemskie krainy seledynowej ba??ni. 


Iv 


'I,"" 


) ).. 


tl 



 .1, 


/ 


(: 


I \ ) 
-
j 


Ryc. 4. 


. :
- 

. 


T aki mnIej wi??cej by?? przebieg 
jednej z przdytych przeze mnie wizyj 
peyotlowych. U innych os??b. wyst??- 
puj?? widzenia podobne, cho?? w ka??- 
dym wypadku inne. Dzi??ki uprzej- 
mo??ci kilku znajomych malarzy 
mog?? pokaza?? czytelnikowi, co 
si?? widzi po za??yciu peyotlu. 
Ryciny 1-3 s?? wykonane we- 
d??ug obraz??w pana J. Kotar- 
bi??skiego z Zakopanego. ryciny 
4 i 5 wed??ug notatek pana 
S. l. Witkiewicza z Warszawy, 
a ryciny 6 i 7 wykona??em sam. 
Rysunki te s?? wykonane z pa- 
mi??ci z d????no??ci?? do jak naj- 
wierniejszego odtworzenia tego 
co dana osoba po za??yciu 
peyotlu widzia??a. Na ryc. I. 
widzimy oczy. kt??re tak cz??- 
sto 7jawiaj?? si?? w tych wizjach, 
poza tem charakterystyczne w??- 
iowate smugi i odnogi ozdo- 
bione ornamentem. Ca??o???? robi 
wra??enie jakiego?? potwornego 
polipa. Trzeba sobie wyobra- 
zi??. ie w czasie fantastycznego wi- 
dzenia odnogi tego potwora k????bi?? 
si?? w ci??g??ym ruchu i ca??y obraz 
skrzy si?? w fosforyzuj??cych, jaskra- 
wych barwach. Rycina nr. 3 daje 
doskona??y obraz wy??aniania si?? ry- 
s??w twarzy z bezkszta??tnego k????- 
bowiska ryciny nr. I. Na ilustracji 
nr. 2 widzimy jut wyra??nie ufor- 
mowan?? twarz. Jest ona ponura, 
straszna, niesamowita. Po za??yciu 
peyotlu potworniej?? i trupiesze- 
j?? nawet iywe twarze znajo- 
mych widziane bezpo??rednio 
przy otwartych oczach. Ry- 
ciny 4 i 5 daj?? obraz tego 
dziwnego uformowania przed- 
miot??w i istot, jakie si?? cz??- 
sto widzi w wizjach peyotlo- 
wych. Mamy przed sob?? jak- 
by mg??awicowy chaos tworze- 
nia si?? ??wiata, o??ywiony two- 
rami nie ukszta??towanemi defi- 
nitywnie. o embrjonalnych. p????- 
p??ynnych stalaktytowych kszta??- 
tach. Wko??cu na rycinie 6-ej 
(patrz zeszyt nast??pny) odtwo- 
rzy??em las "z n??g homar??w 
i rak??w", jaki widzia??em po za- 
iyciu peyotlu i p??yn??ce w nim 
rybki, na ryc. 7-ej dziwaczne 
przestworze, zape??nione niezli- 
czonemi parasolkami i koron- 
kami, o kt??rem wspomnia??em 
poprzednio. 


"'- 


'I'" 


" 


..i 


Dr. Stefan Szuman
		

/12_0001.djvu

			.. 


II 
,!! 



 _,_??.... 
<
..;.. 
. .,--- 
-J. .J,
 
J-, 
".......,- - 
......
-.
 -j--"- 


>t 


"" 



 

.., 
, ..... 
 -. 
- 
-'-.'-- 


.--> 


.. .., 



. 


.... .:_ o 
--
. 

-
 

.t .""-.
.... 


..,
 
}l 


- - 'h 
-..'I.. 
- 


/" 


">;: 


I. 



 


, .,-:: '"'- 


- 


Loggia 


G??rne wybrze??a Morza Adrjatyckie- 
go, tak zwana Riviera Jugos??owia??- 
ska, mog?? pod wzgl??dem klimatu 
i malowniczo??ci ubiega?? si?? o palm?? 
pierwsze??stwa w??r??d kraj??w ??r??dziem- 
nomorskich. S?? te?? one coraz wi??cej 
odwiedzane przez cudzoziemc??w. 
Per???? wysp dalmackich g??rnej Adrji 
jest dzi??ki pi??knemu i malowniczemu 
po??o??eniu wyspa Rab (Arbe) o po- 
wierzchni J 03,46 qkm, liC7??ca og????em 
6.000 mieszka??- 
c??w. Mimo d??u- 
goletniej rabun- 
kowej gospodar- 
ki jest ona naj- 
wi??cej zalesion??. 
Za czas??w pa- 
nowania Wene- 
cji kwit??o tutaj 
jedwabnictwo. a 
naWet op??acano 
republice ??w. 
Marka danin?? 
najpi??kniejsz?? 
prz??dz??. Ostat- 
nIemI czasy za- 
niechano hodo- 
wli jedwabnic, a 
sOCzyste morwy 
sprzedaj?? ch??op- 
cy po dinarze 
( J 5 groszy) szkla- 
neczk?? spragnio- 
nym owocu go- 
??ciom. 
Mieszka??cy 
wyspy trudni?? si?? przewa??nie rolnic- 
twem. upraw?? wina, rybo????stwem. ho- 
dowl?? byd??a, zw??aszcza owiec, kt??re 
pas?? si?? same na pobliskich, nieza- 
mieszka??ych przez ludzi wysepkach, 
a jedynym ich str????em jest morze. 
Walki rozb??jnik??w morskich za cza- 
s??w rzymskich utrudnia??y ogromnie 
rozrost wyspy. zosta??a ona najpierw 
zdobyt?? przez Awar??w i dopiero p????- 


\. 


--- 



 


.'
 - 
.os. 



 


.... 


ZE S??ONECZNEJ 
DALMACJI 


niej zamieszka???? przez S??owian. Prze- 
chodzi??a r????ne koleje. Na kr??tki prze- 
ci??g czasu, uda??o si?? kr??lowi Kre"'i- 
mir'owi III w????czy?? j?? do Chorwacji, 
ale ju?? w r. J 080 dosta??a si?? po raz 
wt??ry w r??ce Wenecji. ci??gle te?? o ni?? 
toczy??y si?? krwawe walki. W r. 1456 
poczyni??a i tutaj wielkie spustoszenie 
- zaraza, od tego te?? czasu Rab nie 
mog??o ju?? powr??ci?? do swej dawnej 
wielko??ci. 
Stolic?? wyspy jest miasteczko Rab 
(Arbe) malowniczo i zacisznie po??o- 
??one wzd??u?? portu. Posiada ono cha- 
rakter wenecja??ski. a wi??c w??skie 
uliczki. wysokie portale z tarczami 
herbowemi rodzin patrycjuszowskich, 
wynios??e pa??ace z terasami i balkona- 
mi, oraz kamienne cysterny. 
Stare mury miasta przypominaj?? 
dawne dzieje, a g??owy Janusa, nad 
portalem pa??acu Nimiry i druga w 
murze okalaj??cym cmentarz, wskazuj?? 
wyra??nie na czasy panowania rzym- 
skiego, 
Miasteczko to, licz??ce oko??o 800 
mieszka??c??w, posiada cztery ko??cio??y, 
z po??r??d kt??rych wyr????nia si?? ko??ci???? 
katedralny pod wezwaniem N. P. Marji 
z 13 w., Arbe by??o bowiem dawniej 
siedzib?? biskupi??, p????niej biskupstwo 
zosta??o przeniesione na wysp?? Krk. 
a dawny pa??ac biskupi t. zw. Vesco- 


." 


. . 
l f i?? 


. 
 
. 


.....J 


I.. 


.... -- 


...... 
-l 


W ie??niaczka z Dalmacii 


1.# 


a 


Do miasteczka przylega las pinjowy 
Komrl'.ar, zamieszka??y przez miljardy 
??wierszczy, kt??re panuj?? tutaj wszech- 
w??adnie zag??uszaj??c ??wiegot ptasz??t. 
Niemniej malownicze s?? inne miejsco- 
wo??ci wyspy Rab, ??e wymieni?? dolin?? 
KampoT nad zatok?? ??w. Eufemji z uro- 
czo po??o??onym klasztorem 00. Fran- 
ciszkan??w z r. 1444. otoczonym win- 
nicamI. dalej wiosk?? Barbal, w kt??rej 
smakosze racz?? si?? wybornemi homa- 
rami. wie?? Lo- 
par i t. d. 
Wzd??u?? doliny 
Kampor ci ??gn?? 
si?? pola, a raczej 
ma??e p??lka ogro- 
dzone kamienia- 
mi, celem ochro- 
ny przed wiatrem. 
Obok p??l poroz- 
rzucane s?? domki 
pi??trowe, muro- 
wane i pokryte 
dach??wk??. pro- 
ste w -budowie 
lecz schludne, tak 
jak prostym a 
schludnym jest 
ich m i e s z k a- 
nieco Pobo??no???? 
ludu jest wielka. 
??wiadczy o tem 
najlepiej liczba 
ko??ci????k??w, kt??- 
re powstaj?? przy 
ka?? d e j nowo- 
utworzonej wiosce. S?? one wewn??trz 
pomalowane na bia??o z czerwonemi 
zas??onami u okien, ubo??uchne. ale 
ch??dogie. 
Powierzchnia wyspy jest g??rzysta. 
wzd??u?? ci??gn?? si?? g??ry Tinjaro$a o po- 
k??adzie wapienia i piaskowca. C??ry. 
tak na wyspach, jak i na wybrze??u 
Dalmacjj, s?? dzikie i niedost??pne i tyl- 
ko od p????nocy i p????noc-wschodu 721- 


.. 

 



 
";. 
'. 
., )1 
...- 
" . 'IF. 
,..
. 


.... 


-1......-_--. 
-, ."'
-;-
 ,,
. -..:.:tir
 


--
- 


- - 


A
 
 ____
_ 


". 


Widok og??lny miasta Arbe 


vado jest obecnie w ruinie. Ko??ci???? 
ten posiada przepi??knie rze??bione stale 
z drzewa kasztanowego z roku 1445. 
W skarbcu pokazuj?? srebrn?? szka- 
tu???? (12-13 w.) z relikwjami ??w. 
Krysztofa, patrona wyspy. Jednym 
z zabytk??w miasta jest tak??e Pa- 
lazzo dei Conle w gotyku. weneckim 
z wie???? z J 3 w., obecnie jest on sie- 
dzib?? magistratu.
		

/13_0001.djvu

			r. " 
 
. , 
" t . 
L 

 
, c I E' 
, 
, 
-..- 


1__ 
I 


- "'o 



 



 - , 


") 


'" 



 - :ltJ 
B. :1 
I ' 


..
. ...... 
, I . to 
r._ ._
. ?? 
- :.
. 
 
. 
 



 
\ 


" 


\ 
.., 


r 
\. 


. . '\ ' , ..- 
. r..I
; - 


., ;: 
Il 



 
; 



 


) 
r: .-1 


J 


Ulaca kr??lowej Marji 
lesione; strona po??udniowa jest z po- 
wodu s??o??ca i wiatr??w morskich kom- 
pletnie ogo??ocona, wida?? na niej tyl- 
ko stercz??ce, nagie ska??y. Tam gdzie 
gleba jest urodzajn?? pok??ad jej sk??a- 
da si?? ze zwietrza??ego piaskowca 
i marglu. 
Ze zb??t udaje si?? pszenica, j??cz- 
mie??, przewatnie kukurydza, rzadziej 
tyto i owies. Uprawa winnic daje 
wcale niez??e wino sto??owe; specjal- 
no??ci?? wyspy jest doskona??e wino 
zwane Prosek, kt??re wyrabiaj?? ze su- 
szonych gron. 
Ludno???? tutaj b. sympatyczna, od- 
nosi si?? zw??aszcza do Polak??w z wiel- 
k?? tyczliwo??ci??, wspominaj??c mile 
pobyt polskich oficer??w zim?? na Rab. 
- Uczciwo??i- i grzeczno???? i jaka?? 
beztroska iyciowa s?? w??a??ciwo??ci?? ich 
charakteru. 
M??iczy??ni zdrowi i silnie zbudowani 
jui w ??redniowieczu za czas??w pano. 
wania Wenecji uwaiani byli za dziel- 
nych marynarzy. Kobiety s?? niskie 
i szczup??e, jakby zasuszone od wia- 
tr??w morskich, bardzo pracowite, na 
ich to barkach 
spoczywa prze- 
watnie uprawa 
roli, obr??bka wi- 
na i zboia. Ci??- 
iary wszelkie no- 
sz?? one na g??o- 
wie z w??a??ciw?? 
ludom po??udnio- 
wym graCj?? 1 
zr??czno??ci??. Wy- 
kszta??cenie stoi 
na og???? w Dal- 
macji wzgl??dnie 
wysoko, oho m??o- 
dzieiy ucz??szcza 
do szk???? po- 
wszechnych. 
Watnem zda- 
rzeniem w tyciu 
Dalmatow s?? 
kiermasze. Zje:!- 
diaj?? si?? wtedy 
kramarze z r??i- 


, I 


I do Arbe za wita?? ??w kiermaaz, co 
dla mieszka??c??w wyspy, odci??tych od 
??wiata, by??o niebywa??em zdarzeniem. 
Jest to dzie?? zakup??w zimowych dla 
rodzin, a dl. dziewcz??t okazja kupie- 
nia sobie kolczyk??w i pier??cionk??w. 
Przeciei podczas kiermaszu s?? ta??ce 
ludowe, trzeba si?? wi??c na nie jako?? 
przystroi??. Gdy wspominam o tamtej- 
szym ta??cu to przyzna?? musz??, ie nie 
jest on wcale pi??knym. Ch??opacy ska- 
cz?? ci??gle parami do oko??a przy d??wi??- 
kach monotonnych kobzy. przyczem 
dziewcz??ta te?? si?? przy????czaj??. Jest 
ten taniec do???? monotonny i bez ??ycia. 
Nale??y podkre??li?? ????czno????, jaka pa- 
nuje pomi??dzy duchowie??stwem, a lu- 
dem. Ksi??dz udziela si?? wsz??dzie', jest 
on obecnym tak na zawodach ..Soko??a", 
czy tet na kiermaszu, aby popatrzy?? 
jak si?? paraf janie jego zabawiaj??. Wi- 


. 

-
 


F 


, 


\ 


.' 
, 


\ 


I. " 



i 


.. 



 

 


,. .:; 
';
 


.
-----, 

 v........
. t '\ 
r- ...._1 
'1 


--- 


',. 
, ".??,J 
??:


 


-.
' 


.1}
 


f 


, - f 


, 



 


l' 


II.' 


:??.- 


Wn??trze katedry 


'- 


I 


-' 



 - 


-'- 


" 


;"'. 


-'[I
 , 
,. --- - 
-..-. - 


) 


:.'\.1"'-- 
. ;-";, 


da.?? po ca??em zachowaniu si??, ie lud 
ma zaufanie do swego duszpasterza 
i ie stosunek pomi??dzy nim a ducho- 
wie??stwem jest bardzo dobry. 
Oto malownicza a zaciszna wyspa 
A,be. Sk??pana w z??otych promie- 
niach po??udnio- 
wego s??o??ca, kr??- 
luje ona nad wo- 
dami Adrjatyku. 
Dobrze tam 
. jest wypocz???? po 
_ca??orocznej umy- 
s??owej pracy, a 
wywo????c jUi pie- 
ni??dze nasze za- 
granic??, czyi nie 
lepiej zostawi?? 
je przynajmniej 
u naszych braci 
"S??owian"
 - 
Przez P o l a- 
k ?? w b. ucz??sz- 
czanym na Rab. 
jest Palace-Ho- 
tel ..Praha". 


.. 


nych stron. zachwalaj??c z wrodzon?? 
po??udniowcom ??ywo??ci?? sw??j towar. 
Biada wtedy cudzoziemcowi, kt??ry 
nie orjentuje si?? w cenach miejsco- 
wych, bo przep??aci on s??ono katd?? 
drobnostk??. 


Pinje 


.. 


Helena 
Kozlowlka
		

/14_0001.djvu

			,- , I 
I ' ).: ,I 
I ' I 
I .
i.
 

. I 

 
. 
.,. 
I,' ?? H I 

, 
 III I /\ . 
 

. . ,-
. 
 
I' \
 1'1 -I 
I .. I 

 
 

 
 
I I 
I I 

 
 
wI 


Napisa?? ??ywoty drzew? :tywoty praw- 
dziwe, ??ywoty ??ycia, w kt??rcm jcst poezja 
i tragedia, rado???? i b??l, s??o??ce i burza. Nie 
te ??ywoty, o kt??rych m??wi szk??o powi??k- 
szaj??ce i formu??y chemiczne. Zapewne, i to 
jest ..??ywot". Ale ktory jest istotny? U cz??o- 
wieka, wiemy, opo- 
wie???? ??ywa jest w 
pie??ni puet??w, a nie 
w podr??czniku uczo- 
nych. :tyjemy mi??o- 
??C'??, ??yjemy smut- 
kiem, ??yjemy wese- 
lem, tyjemy ??wiatem, 
kt??ry widzimy, czu- 
jemy, s??yszymy. I nie 
my??limy \\ ted y o 
tem,jakieprawarz??- 
dz?? naszem odczu- 
waniem i co za pro- 
cesy chemiczne do- 
konuj?? si?? w naszem 
ciele. To jest prze- 
ra??liwie oboj??tne 
dla cz??owieka, kt??- 
ry ??yje, istota ??ycia 
spoczywa gdzie in- 
dziej, Wi??c patrzy- 
my na biologi ?? - 
nauk?? o ??ycIU - 
tak samo, iak na 
nauk?? o kamieniach. 
Zycie kamienieje. 
dotkni??te narz??- 
dziem ch??odnej ob- 
serwacji. Opowie???? 
o ??yciu w ustal h 
uczone
o badacza 
- o Ile przypadkiem 
nie dotkn???? go gen- 
jusz poezii - jest 
opowie??ci?? o rze- 
czach martwych. 
O ??yciu pisa?? 
mog?? tylko poeci, lu- 
dzie m??drzy, ludzie 
czui??cy, ludzie za- 
chwy eni, wchodz??- 
cy w ??wiat, nie do- 
tykalny, a jednak 
naj istotniejszy. 
Juljan Ejsmond 
jest cz??owiek,em za- 
chwyconym, Wi??c, 
gdy m??wi o przy- 
rodzie, kt??r?? uko- 
cha?? nad wszystko, 
m??wi o jej ??yciu 
prawdziwem, naj- 
prawdziwszem. Nie 
bada, iak soki kfb_???? 
w gal??zi
ch drzew, 
przez jakie przecho- 
dz?? naczvnia, przez 
jakie sitka wewnatrz 
kom??rek, czy przez 
kor?? sp??ywa w??giel Fol. int. Kasperlik 


r??cem, prawie jak w sercu c7??ow-eka. Li??cie 
szumi?? mu skarg?? ??a??osn?? albo i ??piewem po- 
t??gi, opowIadaj?? o tern, co widzia??y z tragedji 
i rado??ci ptak??w, ro??lin i owad??w, z w?? Isnych 
walk i prz"??y??. U Ejsmonda przyroda, zwierz??- 
ta, drzewa ??yj?? ludzkie m ??ycielT', przed kt??rem 
rozpo.tar??y si?? jedy- 
nie inne mo??liwo??ci, 
inne warunki. St??d 
nowe widoki. nowe 
kszta??ty. nowe od- 
krycIa. Poeta o??y- 
wia przyr d??. I nie 
mo??e u zyni?? ina- 
czej. C????by rri
?? o 
niej opowiedzie??, 
gdyby tego uczyni?? 
nie potrafi??, albo nie 
chcia??. 
Ze wzruszeniem 
prawdziwe m prze- 
??ywamy z nim n- 
zem g??rn?? i chmur- 
n?? mi??o???? sosny 
i oioruna, szare ??y- 
cie br7??ski, pachn??- 
c?? miodem i poezj?? 
pie???? lipy, odwi
cz- 
ne dzieje d??bu, opro- 
mienion?? ??wial??em 
??cz dzieci??cych 
??mier?? choinki. i on?? 
piosnk?? fujarki pa- 
stuszej, opowiadaj??- 
cej o wierzbie, kt??ra 
nie umi. ra. T o jest 
poezja ludzkiego ??y- 
ciu, poe,ja t??sknoty 
za szcz????ciem, po- 
ezja m??odo??ci poezja 
wiary w nie??mIertel- 
no????, poezja prze??y- 
cia niezwyk??ego i 
wstr7??saj??cego, nie 
obcego nawet pow- 
szedniemu szaremu 
cz??owiekowi. To jest 
poezja wog??le. 
tywoty drzew 
Juljana Ejsmonda 
czyta si?? dlatego 
jak wiersze o mi??o- 
??ci, s??o??cu, burzy, 
u??m;echu i ??zach. 
Szkoda, ??e ksiaika 
nie zosta??a pr??dzej 
wydana. Prosi si?? 
ona o artystyczn?? 
opraw??, o rysunek 
ilustrat 'ra. A s?? 
przecie?? graficy, 
kt??rzy linj?? i barw?? 
oddal?? to samo, co 
Ejsmond s??owem: 
:tywoty drzew. 


??YWOTY DRZEW 


przy' hwvcony z powietrza, a przez naczynia 
g ??bJej lei??ce wznosz?? si?? soki z ziemi. Mo??e 
on o tem nawet i wie ze swoich studyj, ale go 
to zupdnie nie pnejmuje, i wog??le o tern nie 
my??l. Gdy m??wi o soku drzew, to jest sok ??y- 
cia, wzbieraj??cy ??ywem uczuciem. t??tnem go- 


.??. 


" 


'" 


"'
 ,. 
... " lo' 


J. D 


POST SCRIPTUM 
??WIAT NA OPAK 


Nieprawdopodobna opowie???? w sz
??ciu 
straszliwych rozdzia??ach. 
l. 
Trudno ju?? dociec, kto pieru'szy wpad?? 
na t?? my??l. Do????, ??e projekt zosta!' przy- 
illty jednog??o??nie. Miasto jakby oszala??o. 
Je??ii przedtem panowa?? zast??j w ruchu 
ulicznym, w bud??etach domowych i trans- 
akcjach handlowych, a pesymizm w zapa- 
trywaniach na przysz??o???? - to obecnie 
tempo ??vcia wzros??o niespodziewanie. Mi- 
nister skarbu i spraw wewn??trznych by?? w 
pe??nem prawie wyglosi?? expose o poprawie- 
niu si?? og??lnej sytuacji w kraju, co by??o 
dla niego okazj?? r??wnie po????dan??, jak za- 
slu??on??. Ruch w stolicy kraju wzr??s?? od 
dnia powstania pomys??u istotnie bardzo 


"'0 




 


:ot 


Lipy przy ko??ciele 


znacznie - policja zanotowala zamiast 
2 - 50 przejecha??. a ruchliwo???? z??odziej, 
korzystuj??cych z tlumych zebra?? i wiec??w 
pod go??em niebem - r??wnie?? nic nie po- 
zostawiala nic do ??yczenia. 


tegji wyslala na lepszy ??wiat - chciala 
wszystko zagarn???? w r??ce. Stanowisko jej 
by??o niezlomne: sprawiedliwym s??dzi?? m????- 
czyzny mog?? by?? tylko niewiasty starsze, 
do??wiadczone, niezlomne w swych przeko- 
naniach, nie to co mlode, kt??rym niech tyl- 
ko lada dudek strzeli okiem, zaraz gotowe 
s?? zapomnie?? o wszystkich krzywdach 
i stronniczo da?? nagrod??. Zrobil si?? strasz- 
ny wrzask i piek??o, wypomniano p. Agacie 
jej trzech nieboszczyk??w, ale w ko??cu sta- 
n????o na tem. ??e komitet b??dzie sk??ada?? sil! 
p??l na p??l ze starszych i m??odszych. 
W ostatniej chwili przeprowadzi??a jeszcze 
pani Agata poprawk??. ??e do komitetu 
wejdzie z ramienia starszych pa?? p. Marja 
Jehanne Wielopolska, dla tej racji, ??e w 
konkursie, by?? mo??e, wezm?? udzia?? Wielko- 
polanie. co do kt??rych ona jedna posiada 
peln?? bezstronno???? i u??wiadomienie. 


2. 
Chodzilo o rzecz zreszt?? dosy?? zabawn??. 
Oto sze???? tysi??cy zawiedzionych kandydatek 
na "najpi??kniejsz??" niewiast?? - poprzysi??- 
g??o zl!odnie zemst?? komisji s??dziowskiej 
wog??,., a calemu rodzajowi m??skiemu w 
szczeg??lno??ci. Jako odwet za niesprawie- 
dliwo???? postanowily u??y?? tej samej broni, 
od jakiej nieszcz??sne padly. "Konkurs pi??- 
kno??ci dla m????czyzn:' Z pocz??tku by??o tro- 
ch?? trudno??ci z komitetem konkursowym. 
Gdy si?? bowiem rozniosla !!Jie???? o konkur- 
sie, pani Agata, prezeska 20 towarzystw, za- 
gorzala przeciwniczka "m??skiej tyranji" 
i niepocieszona wdowa trzech m??????w, kt??- 
rych wed??ug wszelkich regul domowej stra- 


(DokOliczel??ie na &tronie dalszej).
		

/15_0001.djvu

			Z??UDZENIA OPTYCZNE 
Mo??e mi czytelnik cofnie sw??j kredyt 
moralny i ca??e zaufanie, stokro?? gro??niejsze 
jednak nawet kary nie s?? w stanie po- 
wstrzyma?? mnie od tej filozoficznej dyser- 
tacji. W pewnych chwilach, zw??aszcza wte- 
dv, kiedy nam ??ycie i kochany bli??ni do??re 
do ??ywego - wydaje si?? nam, ??e czas wle- 
cze si?? ??limaczym krokiem, ??e jest on sub- 
stancj?? tak trudn?? do poruszenia, lepk?? 
i wlok??c?? si??, jak dobrze wyrobione ciasto. 
Wydaje si??, ??e gdy?? si?? raz dosta?? w obr??b 
tego ciasta, to musisz si?? podda?? jego leni- 
wym prawom, z kt??rych nikt ci?? wypl??ta?? 
nie mo??e. I wtedy zaczynamy wpada?? 
w "Weltschmerz", czy te?? w "handr??", albo 
w obydwie przyjemno??ci naraz. 
A jednak, a jednak... zdaje mi si??, ??e 
takie zapatrywanie to tylko z??udzenie op- 
tyczne. :2:e niema ??adniejszej rzeczy nad 
czas (kt??ry przechodzi codziennie ponad 
naszemi g??owami r??wno i dostojnie), ??e ??y- 
jemy na dnie wielkiego oceanu zdarze??, 
kt??ry kolebie si??, praska w progi wieczno. 
??ci, ma swoje wybuchy, rewolty, awantury, 
erupcje - jednem s??owem ??yje. I nie m??- 
wi?? tego tak sobie dla pocieszenia ponurych 
b??cwa????w, kt??rym si?? zdaje, ??e ciasto 
nudy zatopi ich w swej przera??liwej toni - 
ale dlatego, ??e tak jest. :2:eby dojrze?? ten 
straszliwie pr??dki bie
 czasu, t?? zmienno???? 
i rozu.aito???? ??wiata, trzeba zestawi?? obok 
siebie obserwacje z dw??ch przynajmmeJ 
dni. (Patrz??c z wierzcho??ka jednego dnia 
widzi si?? tylko koniec w??asnego nosa.) 
Istniej?? zreszt?? przyrz??dy, kt??re mierz?? 
szybko???? mijaj??cych czas??w. S?? to wielkie 
pokoje, pe??ne kurzu i papierzysk??w. Ka??dy 
mijaj??cy dzie?? przychodzi, dyga przed sta- 
rym wygni
cionym fotelem i k??adzie do akt 
sw??j raport. Mo??na zaj???? do takiego ar- 
chiwum, kiedy si?? chce, i przez teleskop 
r????nych policyjnych i nie policyjnych zapis- 
k??w spojrze?? na mijaj??cy czas. Chocia??by 
tylko na ma??y jego skrawek - np. 30 lat. 
Hola, nie tak pr??dko! - wo??asz zrozpaczo- 
ny, bo ci zdarzenia rw?? przed nosem jak 
sze??ciu bies??w. Okazuje sie. ??e w obr??bie 
30 lat zasz??o kilkadziesi??t zmian, zasadni- 
czych, zwrotnych. :te rok 1900 to tak 
strasznie zamierzch??a przesz??o????, ??e cz??o- 
wiek nie jest pewny, czy nie u??ywano wte- 
dy widelc??w z kamienia ??upanego. I okazuje 
si?? jeszcze jedno, ??e najwi??ksze przemiany 
dokonuj?? pojedy??czy ludzie. Jednostki. By?? 
jeden taki. co chroma?? na lew?? nog??, a zbu- 
rzy?? najsilniejszy tron w Europie. Napraw- 
d??. Ale o tern mo??e jeszcze kiedy pogada- 
my, z przyk??adami i towarzyszeniem po- 
chwalnych cymba????w. k. 


CZY DROBIAZG? 
Odpowiadanie na listy jest elementarn?? 
zasad?? przyzwoito??ci. Zw??aszcza, je??li- 
jak si?? to dzieje - za????cza si?? znaczek 
pocztowy. W??a??nie - na odpowied??. Tym- 


czasem zdarza si?? bardzo cz??sto, ??e osoba 
prywatna, nawet powa??na instytucja, ba! 
urz??d pa??stwowy, na list nie odpowiada, 
nawet w terminie sp????nionym, cho?? autor 
listu prosi?? o odpowied?? i za????czy?? znaczek. 
"To drobiazg" powiadaj?? jedni. 
"Zwyk??e przeoczenie albo bezmy??lno????" - 
uspakajaj?? si?? inni. 
Czy?? jednak w??a??nie sumienno???? i uczci- 
wo???? nie jest konieczna w sprawach drob- 
nych? Nie mo??na pos??dza?? adresata o z???? 
wol??. Ale co pomy??le?? o cz??owieku, kt??- 
ry bez skrupu????w znaczek pocztowy chowa 
do kamizelki lub... rzuca do kosza! 
We wsp??????yciu z lud??mi, w korespon- 
dencji musz?? by?? pewne zasady, kt??re obo- 
wi??zuj?? wszystkich i kt??re nie s?? drobia- 
zgiem. Cz??owiek przyzwoity odpowiada na 
list, je??li za????czony jest znaczek. Genileman 
odpowiada na ka?? d y list, podpisany na- 
zwiskiem autora i utrzymany w tonie kul- 
turalnym. (g.) 
S??UCHA?? NIE UBLlZA 
Jeszcze si?? uczymy, jeszcze si?? dopiero 
przyzwyczajamy. Mi??dzy innemi r??wnie?? do 
zasady hierarchji. Tak d??ugo wog??le nie 
by??o w Polsce w??adzy, tak ma??o nawet by??o 
prywatnych przedsi??biorstw na wi??ksz?? ska- 
l??, ??e w??a??ciwie ka??dy Polak w stosunku do 
drugiego ??y?? na zasadzie "Wolno?? Tomku 
w swoim domku". Stosunki mi??dzy Polaka- 
mi oparte by??y raczej na zasadzie towarzy- 
skiej. R??wni z r??wnymi. 
Dzisiaj to si?? zmieni??o. Z powstaniem 
pa??stwa nast??puje si???? rzecz?? hierarchizacja 
spo??ecze??stwa. Nie przypadkiem, na pod- 
stawie stanowej czy jakich?? przywilej??w. 
Ale poprostu na podstawie faktycznej. 
Z jednej strony przez hierarchj?? urz??dnicz?? 
i wojskow??. Z drugiej jednak r??wnie?? w ??y- 
ciu prywatno - spo??ecznem. A mianowicie 


Jak wygl??da uprzejmo???? i wygoda w tramwaju... 


wyros??o tyle wielkich przedsi??biorstw, tyle 
powsta??o instytucyj, kt??re zatrudniaj?? nie 
jednego, ani dw??ch, ale wi??cej ludzi, ??e 
z natury rzeczy i tu zarysowa?? si?? musia?? 
nie ustr??j kolegjalny, niezdecydowany, nie- 
okre??lony, ale ustr??j hierarchiczny, wyra??ne 
rozgraniczenie kompetencyj prze??o??onych 
i podw??adnych, w przeciwnym razie musia??- 
by bowiem zapanowa?? zupe??ny ba??agan. 
Jest to konieczno????, do kt??rej nie wszys_ 
cy jeszcze w Polsce si?? przyzwyczaili 
wzgl??dnie zrozumieli jej konsekwencje. Zja- 
wiskiem bardzo pospolitem jest dlatego cz??- 
sto u podw??adnych nadmierna obawa o pre- 
slige i godno????. My??l?? ci??gle o tern, czy 
czasem prze??o??ony ich czem?? nie dotyka, 
czy jego wymagania ich nie obra??aj??, czy 
spe??niaj??c takie albo inne polecenie, i pod- 
dawai??c si?? iego decyzji, nie ubli??aj?? sobie 
To jest ??mieszne. S??u??ba jest s??u??b??. 
a co innego ??ycie towarzyskie. W grani- 
cach, obj??tych obowi??zkiem wykonywanego 
zaj??cia, ??adne wykonanie polecenia nie 
ubli??a. Gdy podw??adni z innego punktu wi- 
dzenia zaczn?? si?? przygl??da?? zarz??dzeniom 
prze??o??onego, wtedy najlepiej rozwi??za?? 
ca??e przedsi??biorstwo, bo nic z niego nie 
wyniknie, albo prze??o??ony powinien roz- 
pu??ci?? wsp????pracownik??w, bo si?? b??dzie 
mniej m??czy??, robi??c odrazu wszystko sam. 
Prawda, ??e trzeba umie?? r??wnie?? by?? 
prze??o??onym, nie wydawa?? polece??, kt??re 
s?? niewykonalne, albo wygl??daj?? na szy- 
kan??. I tu nie wszystko bywa w porz??dku. 
Jeszcze si?? w Polsce nie wszyscy ludzie na- 
uczyli umiej??tno??ci s??uchania rozkazy- 
wania. 
Ale to si?? zrobi zrobi?? musi. Im rych- 
lej tern lepiej. (at.) 
CZY TO PIES, CZY TO BIES... 
Wiadomo wszystkim, ??e urz??dy w Pol- 
sce pracuj?? ju?? obecnie bez zarzutu. Zda- 
rzaly si?? przedtem jakie?? niedopatrzenia, 
nawet niew??a??ciwo??ci, ale teraz, po pierw- 
szem dziesi??cioleciu, funkcjonuj?? jak zega- 
reczki. Z t?? chyba r????nic??, ??e zegarki 
pracuj?? bezmy??lnie, bo bez m??zgu, a nasze 
urz??dy m??zg maj??, zdarza si?? nawet, ??e 
maj?? go stanowczo za du??o. Zaraz wyt??u- 
macz?? dlaczego (prosz?? nie twierdzi??, ??e 
przyk??ad jest b??ahy, tkwi w nim przecie?? 
symbol): Psy podlegaj?? policji. Osobne or- 
gany policyjne interesuj?? si?? bardzo ??ywo 
psami. Nawet wtedy, gdy ich ju?? dawno 
niema. Interesuj?? si?? wspomnieniami, jakie 
poczciwe pieski w pami??ci swoich w??a??cicieli 
zostawi??y. W tym celu przysy??a si?? urz??- 
dowy papier: Za wyst??pek puszczenia psa 
na ulic?? bez kaga??ca w dniu 22. XII. 1929 
skazuje si?? niniejszem Pana na grzywn?? 
z??otych lO, albo tydzie?? aresztu". 
Cz??owiek skacze z rado??ci - oto jak 
pracuj?? nasze urz??dy. Wprawdzie ostatnie- 
go psa postrada?? przed rokiem. ale w??a- 
??ciwie to nie ma znaczenia. Gd yby pies by?? 
(a by??by, gdyby go nie przejecha?? tramwaj), 
by??by na pewno 22. XII. 1929 szed?? po uli- 
cy bez kaga??ca, a wobec tego kara jest naj- 
zupe??niej s??uszna. Ale?? naturalnie, p??jd?? 
na tydzie?? do wi??zienia, zap??ac?? kar?? w su- 
mie z??otych 10,-, jeszcze na odchodnem 
posprz??tam panu naczelnikowi biuro i b??d?? 
g??osowa?? za tern, ??eby dosta?? z??oty medal 
odznaczenia za wzorowe urz??dowanie. Q.
		

/16_0001.djvu

			Teatr w Katowicach ma osobne narodo- 
we zadania i osobne wskutek tego znacze- 
nie, o kt??rem rozwodzi?? si?? nie potrzeba. 
Nie ka??demu natomiast znan?? jest jego or- 
ganizacja i dzia??alno????. Dyrekcj?? prowadzi 
Zarz??d Towarzystwa Przyjaci???? Teatru Pol- 
skiego, kt??ry ma dyrektora. p. Marjana So- 
ba??skiego, oraz dwu kierownik??w: w ope- 
rze dyr. Milana Zun??, w dramacie dyr. Mie- 
czyslawa Szpakiewicza. T en ostatni, by??y 
cz??onek Reduty, sprawowa?? ju?? samodziel- 
nie dyrekcj?? w Toruniu (a by??y to najlepsze 
czasy tamtejszej sceny) potem gra?? i re??y- 
serowa?? w Poznaniu w Teatrze Polskim, na- 
st??pnie kierowa?? warszawsk?? Plac??wk?? :2:y- 
wego S??owa, kt??ra inscenizowa??a rytmicz- 
no-deklamacyjnie utwory poetyckie i pie??ni 
ludowe. Sam artysta wytrawny i pe??en 
pietyzmu dla sztuki, re??yser nader staran- 
ny, dzieli si?? montowaniem sztuk z do- 
??wiadczonym pod tym wzgl??dem p. W??ady- 
s??awem Ryszkowskim i zebra?? odpowiedni 
zesp????, tak ??e mo??e gra?? zar??wno dramat, 
jak komedj?? i fars??. 
Od pocz??tku sezonu, kt??ry zainauguro- 
wano S??owackiego "Z??ot?? Czaszk??" (13 wie- 
czor??w) i Korzeniowskiego "Starym kawa- 
lerem" (211 wystawiono dotychczas :terom- 
skiego "Przepi??reczk??" (11 wieczor??w) 
i Szaniawskiego ..Adwokata i R????e" (7) ; 
komedj?? reprezentowa??a Caillaveta i de 
Flersa "??adna historja" (12), Gogola "Re- 
wizor z Petersburga" (7), a grano te?? ka- 
sowy melodramat "Proces Mary Dugan" 
(18). W ostatnim okresie przyby??a lekka 
komedja w??gierska "Sekretarka Pana Pre- 
zesa", znana tak??e jako ..Mysz ko??cielna" 
i Grzyma??y Siedleckiego ..Maman do wzi??- 
cia", kt??ra obchodzi kolejno wszystkie sce- 
ny polskie. Z Poznania, gdzie wzi????a re- 
kord wystawy stukilkudziesi??ciu przedsta- 
wieniami w jednym ci??gu, zaw??drowa??a do 
Wilna, gdzie zyska??a 30 wieczor??w, cyfr?? 
na miejscowe stosunki ogromn??, dalej do 
Krakowa (w pierwszej serji 15 przedsta- 
wie??, dalsza nast??pi) i do Bydgoszczy. 
Wracaj??c do Katowic, teatr tamtejszy 


??YCIE TEATRALNE 


daje przedstawienia nietylko w samem mie- 
??cie, ale obje??d??a okoliczne miejscowo??ci 
Bielsko, Kr??lewsk?? Hut??, Tarnowskie G??ry, 
Rybnik. Pszczyn??, Nowy Bytom i Chropa- 
cz??w. Powodzenie jest niema??e. Na 47 np. 
przedstawieniach dramatu i komedji da- 
nych od 14 wrze??nia do 5 listopoda 1929 
by??o widz??w prawie 25 tysi??cy. Teatr spe??- 
nia swoj?? misj??. 
Skoro jeste??my na prowincji, warto 
wst??pi?? do Bvdgoszczy, gdzie go??ci?? Ludwik 
Solski, graj??c "Pana Jowialskiego", "Wiel- 
kiego Fryderyka" i Chudog??b?? w szekspi- 
rowskim "Wieczorze Trzech Kr??li" - wiel- 
kie swoje mistrzowskie role. Wspomina??em 
niedawno o w??tpliwym wp??ywie, jaki maj?? 
na poziom scen prowincjonalnych ci??g??e go- 
??cinne wyst??py "gwiazd". Trzeba to b??dzie 
obszerniej zargumentowa??, ale wyst??py Sol- 
skiego s?? chwalebnym od tej regu??y wy- 
j??tkiem. 
Przyczyna jest bardzo prosta: Solski 
nietylko gra swoje wielkie role, ale wsz??- 
dzie, gdzie przybywa, obejmuje re??yserj??, 
a wiadomo jakim jest re??yserem! Na pro- 
wincji, gdzie od re??yser??w si?? nie przele- 
wa. chocia?? maj?? daleko wi??cej do roboty 
ni?? na scenach wielkich, jest ka??da go??cina 
Solskiego jakby w??drownym kursem insce- 
nizacji i gry. Szanowni go??cie-gwiazdy ma- 
??o si?? zwykle troszcz??c o otoczenie i rzadko 
lubi?? si?? fatygowa?? podstrajaniem go na ja- 
k???? wy??sz?? tonacj??. Solski, dyrektor z na- 
??ogu, niestrudzony poprawiacz i nieuleczal- 
ny pedagog, zgodzi si?? na przedstawienie 
dopiero wtedy, gdy wszystko idzie tak, jak 
on to rozumie. M??wi si?? o nim za kulisa- 
mi, ??e ..wypuszcza z aktor??w ostatni?? par??" 
- ale te?? jak wygl??daj?? oni po takiej 
mustrze I Czasem ich pozna?? nie mo??na. Na- 
prawd??. gdyby nasz Departament Sztuki 
przy Ministerstwie O??wiecenia by?? samo- 
istnem Ministerstwem, albo gdyby przynaj- 
mniej rozporz??dza?? jakiemi funduszami 
wi??kszego kalibru, to nie mo??naby ich po??y- 
teczniej zu??y?? w zakresie teatru jak anga- 
??uj??c Solskiego. aby w terminach u??o??onych 


obje??d??a?? sceny pozasto??eczne, gra?? i re- 
??yserowa??. By??by czem?? jak wizytatorem 
czy instruktorem, a jakby si?? podni??s?? po- 
ziom oj!??lny naszej produkcji teatralnej! 
Jest to oczywi??cie marzenie - ale mi??o po- 
marzy??, zw??aszcza gdy rzeczywisto???? nie- 
zawsze bywa r????owa. Bo je??eli w czem jest 
s??aby punkt naszych mniejszych scen, to 
w re??yserji. 
Gdy za?? mowa o go??cinnych re??yserach, 
to opr??cz Solskiego dw??ch takich jeszcze 
po Polsce w??druje: p. Leon Schildenfeld- 
Schiller, by??y re??yser teatr??w szyfmanow- 
skich, kt??ry wystawi?? par?? sztuk w ??odzi 
w Teatrze Miejskim pod dyrekcj?? Adwen- 
towicza, a potem ma zmontowa?? w Warsza- 
wie Shawa "Dom z??amanych serc" w Tea- 
trze Narodowym - oraz dr. Zygmunt No- 
wakowski, by??y dyrektor Teatru krakow- 
skiego. kt??ry w??a??nie wystawi?? w Wilnie, 
w teatrach miejskich przez p. Zelwerowicza 
kierowanych, dwie sztuki: "Turandot" Goz- 
ziego w opracowaniu Zegad??owicza, oraz 
,Krakowiak??w i g??rali". Oba przedstawie- 
nia by??y gwo??dziami krakowskiej dyrekcji 
p. Nowakowskiego, zw??aszcza "Krakowia- 
cy", zainscenizowani nader pomys??owo, na 
tle stylizowanych dekoracyj. 
Go??ciny re??yserskie s?? po??yteczne, wy- 
rabiaj?? zesp???? i wnosz?? w teatr co?? trwal- 
szego, co?? co pozostanie: wyrobienie akto- 
r??w i od??wie??enie atmosfery artystycznej. 
Natomiast go??cina wielkiej gwziad y bywa 
cz??sto przedstawieniem na pytel, w zespole 
ledwie sklejonym albo ca??kiem rozklejonym. 
Wielkie pytanie, czy sukces kasowy - 
zreszt?? efemeryczny najcz????ciej i odbijaj??- 
cy si?? p????niej na przedstawieniach bez go- 
??ci - op??aci si?? materjalnie na d??u??sz?? me- 
t??. Ze stanowiska gospodarki artystycznej 
szkody przewa??aj?? w ka??dym razie nad 
stron?? dodatni??, tj. nad zadowoleniem jakie 
ma publiczno???? z gry aktora-wirtuoza. Za- 
tem wi??cej w??druj??cych re??yser??w, a mniej 
je??d????cych znakomito??ci! 
Witold Noskowski. 


POST SCRIPTUM 
??WIAT NA OPAK 


(Doko??czenie) 
3. 
Warunki konkursu byly ostre. Pr%ede- 
wszystkiem nikomu nie wolno b
 o si??. u.chy- 
li?? od brania udzia??u. W ra%le c%y/e/kol- 
wiek odmowy, grozi??y straszne kary: co- 
dziennie spaiony belsztyk, chroniczny brak 
guzik??w u koszuli i trzy razy na tydzie?? 
przedsmak piek??a. Solidarno???? pod tym 
wzgl??dem panowa??a niez??omTKl. Nic wi??c 
dziwnego, ??e w dzie?? konkursu nie braklo 
ani jednego m????czyzny. Regulamin prze- 
widywal delilad?? delikwent??w przed areo- 
pagiem srogich s??dzi??w w sp??dnicach, kt??- 
rzy ulokowali si?? w olbrzymiej trybunie 
przy stolikach z kawq i ptifurami. Dla tern 
bezstronniejszego wyniku konkursu mieli de- 
lillWenci defilowa?? w spc,rt..wych odzieniach 
i w ca??ej pe??ni zaprezentowa?? swoje wa- 
lory. Sun ,I si?? przeto d/Ugi wo?? t.cmdyda- 
t??w. Jak??e?? bogaiy materja??, jaki trudny 
wyb??r! Byli w??r??d nich naprawd?? dobrze 
pre%eniuj??cy si??: tors silny, wzrost pi??kny, 
rozdzia?? na glowie idealnie pociqgni??ty a?? 
ku ??opatkom, byly postacie obsiad??e cia- 
??em, masywne, o g??owach rozros??ych od ko- 
pania pi??ki no??nej, a nogi wygimnastykowa- 
ne od ci????kiej pracy w dancingu - ale byli 
i inni kandydaci, bez wielkiej trudno??ci 
mo??naby si?? uczy?? na nich anatomji por??w- 
nawczej, ??ebra wysterc%aly na wierzch jak 
druty od staromodnych parasoli, a piszcze- 
le chude straszy??y jak ??mier?? ellipska. Naj- 
wi??ksz?? za?? atrakcj?? i przera??enie sia?? 
wok???? okaz zgo??a apokaliptyczny: wida?? 
by??o tylko wysokie czo??o, d??ugi nos, par?? 


cylindrycznych binokli i chude piszczele 
rqk poplamionych atramentem. By?? to wy- 
bitny pisarz, laureat jednej z nagr??d lite- 
rackich, kt??ry chyba przez jakq?? latalnq 
igraszk?? los??w przyb??qka?? si?? tu, bo wiado- 
mo przecie??, ??e na uzyskanie nagrody pi??k- 
no??ci warunki s?? daleko, daleko trud- 
niejs%e. 


4. 
Trudno??ci byly % g??osowaniem. Ka??da 
z cz??onki?? komitetu konkursowego sk??ada- 
??a kartk?? wyborczq. Zdarzy??o si?? kilka 
nadu??y??, ale m??j Bo??e, gdzie?? jest s??dzia, 
kt??ry nie ugnie si?? pod presj?? kuszqcych 
obietnic, tem bardziej, ??e tu nie chodzi??o 
wcale o jakie?? tam pieni??dze, ale poprostu 
o model paryskiego kapelusza, najnowszy 
kr??j sukni, albo przepis na wspania??y cock- 
tail. Moja znajoma, osoba uprawniona do 
g??osowania by??a w prawdziwym k??opocie. 
- Wie pan - trudno zdecydowa?? si?? 
kogo wybra??. Mam dw??ch kandydat??w: 
mego narzeczonego, szampiona bokserskiego 
wagi p????ci????kiej i pana Antoniego mego Iry- 
zjera. Wybior?? boksera, w??ciekn?? si?? mo- 
je przyjaci????ki - to prawda, ale on sam 
wbije si?? w zarozumia??o???? i got??w jeszcze 
uciec. Nie, glos m??j dostanie fryzjer, %u- 
pe??nie zresztq mi??y i dobrze si?? prezentu- 
jqcy cz??owiek. 
- A mo??e Kaliskiego - wtrqcam nie- 
??mia??o. 
- Co! iego gryzipi??rka, tei si?? pan wy- 
brai. To nie s?? ??arty, prosz?? pana. taki 
konkurs. 
5. 
Jako?? Laureatami konkursu zostali: I. 
miejsce: Anatol Wi??ciorek (mistrz biegu na 


prze??aj), II. Franek Czekaj (Iryzjer dam- 
ski). III. Klemens Glina (kelner), IV.. J??- 
zel Sikora (zaw??d wolny), V-o Artur Orlicz 
(lenor - ach ten g??os, ten g??os, co poi. 
odurza i zachwyca) i VI. AlIons Nogacz 
pisarz magistracki - tego ostatniego wy- 
brano nato tylko, by w??r??d laureat??w nie 
zbrak??o tak??e zawod??w wy??szych, umys??o- 
wych). 


6. 
Po og??oszeniu wynik??w, rozleg??y si?? 
straszne krzyki. Jaki?? g??os niewie??ci %a- 
wodzil p??aczliwie: 
- I na to?? ci by??o zdawa?? te doktora- 
ty, na to?? ??l??czenie po nocach, ??eby mi 
taki wstyd zrolii??. O dobrzy ludzie, m??wi- 
??am mu zawsze "Rzu?? te gryzmo??y do pie- 
ca i zajmij si?? czem po??yteczne m" - ale 
nie s??ucha??. I teraz na moje wysz??o. 
Biedny dokt??r lilozolji szed?? teraz z po- 
chylonq g??owq, we wstydzie i krzykach po- 
ha??bienia pod stra??q zrozpaczonej ma????on- 
ki ku domowi, gdzie mial si?? rozegra?? drugi 
akt "konkursu pi??kno??ci dla m????czy%n". 
A pocieszy?? si?? m??g?? tern tylko, ??e nie on 
sam jeden byl w takiej syiuacji. 


Pos??owie autora. 
M??j Bo??e, a je??eli i w konkursach pi??- 
kno??ci dla kobiet oirzymuje si?? pierwsze 
nagrody wed??ug iych samych zasad, tylko 
my tego nie widzimy, bo - dzi??ki jakim?? 
przedpote owym poglqdom - nie zwykli??- 
my od kubiety ??qda?? innych legitymacyj 
pr??cz paszportu pi??kno??ci. 


Quis.
		

/17_0001.djvu

			??ycie literackie 
ZAPOMNIANA RODZIEWICZOWNA. 
W wywiadzie, przeprowadzonym przez 
jedno z pism wile??skich z I????akowicz??wn?? 
bezpo??rednio po przyznaniu jej nagrody li- 
terackiej Wilna, zwr??ci??a wybitna poetka 
uwa
?? na dorobek pisarski Rodziewicz??w- 
ny, kt??ra za kilkudziesi??cioletni?? dzia??al- 
no???? nie otrzyma??a dot??d ??adnej z nagr??d 
literackich. Jako?? istotnie nale??y stwier- 
dzi?? zupe??ne i nies??uszne zapomnienie za- 
s??ug literackich autorki ..Dewajtisa". Szla- 
chetna jej i pi??kna proza dzi?? jeszcze tak 
??ywa i interesuj??ca, kt??ra wychowa??a kilka 
pokole??, daj??c im literatur?? dobr??, zdro- 
si?? w??tpliwo??c wobec zby szy1:ki
h zas??ug 
odznaczenie tern wi??cej, im wi??cej budzi 
si?? w??tpliwo???? wobec zbyt szybkich zas??ug 
laureat??w, zw??aszcza naszej nagrody pa??- 
stwowej. j. k. 
NOWE WYDANIE INDEKSU. 
W ostatnich miesi??cach ukaza??o si?? 
w druku nowe wydanie oficjalne
o ko??ciel- 
nego indeksu ks.????ek :rakaza..ych do po- 
wszechnego czytania. W nowem wydaniu 
przeprowadzi??a papieska komisja redakcyj- 
na pewne zmiany, wycofuj??c z indeksu kil- 
ka dzie?? dawniejszych i uzupe??niaj??c go 
nowemi pozycjami. Ko??ci????, wydaj??c in- 
deks ksi????ek zakazanych, wychodzi z za??o- 
??enia, ??e nie mo??na dawa?? ludziom do czy- 
tania ksi????ek, kt??rych w pe??ni nie zrozu- 
miej?? i przez brak odpowiedniego przygo- 
towania krytycznie si?? do nich b??d?? umie- 
li ustosunkowa??. w. b. 


W??R??D KSI????EK 
W??ODZIMIERZ LEWIK: MOJE PROWIN- 
CJA??KI 
Wiersze Lewika, zawarte we wspomnia- 
nym wy??ej tomie, a kt??rych cz?????? druko- 
wa??a na swych ??amach ..T??cza" - zjednuj?? 
sobie czytelnika prost?? i szczer?? form??, g????- 
boko przemy??lanemi tematami i tonem, nie- 
okre??lonego, urzekaj??cego -nastroju. 
Poet?? absorbuj?? i zwracaj?? na siebie 
uwag?? drobne, niepozorne zdarzenia, uk??a- 
daj??c si?? w jego wyobra??ni w plastyczny, 
harmonijny obraz, przys??oni??ty zaWSze na- 
strojem, zatarte subteln?? uczuciow?? reflek- 
sj??. Ten jedyny w poezji Lewika pierwia- 
stek niewymierno??ci ????czy w spos??b cieka- 
wy i oryginalny obraz konkretny z jego 
w??a??ciw?? tre??ci??, narzuca rzeczom przedsta- 
wionym ze znaczn?? plastyk?? i wyrazisto??ci?? 
ich poetyckie pog????bienie. Daje to w wielu 
wypadkach bardzo silne efekty, efekty tern 
bardziej niespodziewane, im silniej wysu- 
wa?? si?? na plan pierwszy opis widziane
o 
obrazu. 
Taki spos??b wyra??ania swej tre??ci we- 
wn??trznej stwarza jednak Sporo trudno??ci, 
kt??re nie zawsze udaje si?? poecie szcz????li- 
wie omin????. ????czno???? pomi??dzy obrazami 
a jego w??a??ciw??, poetyck?? po en t?? ginie 
nieraz w nagromadzeniu szczeg??????w opisu, 
szczeg??????w wybiegaj??cych czasem poza za- 
kre??lone koncepcj?? ramy. 


Zebrane w ..Moich Prowincja??kach" wier- 
sze pochodz?? ze zn??cznego okresu chrono- 
logicznego. St??d nier??wno???? warto??ciowa. 
Wi??kszo???? jednak wierszy w por??wnaniu 
z mniej udanemi cechuje d????no???? do pog????- 
bienia tematu, dawania mu jaknajpe??niej- 
szego odpowiednika poetyckiego. Pozwala 
to stwierdzi?? sta??y post??p tw??rczo??ci lwow- 
skiego poety, kt??ry id??c drog?? konsekwent- 
nej, wytrwa??ej pracy - doprowadzi?? mo??e 
do bardzo ciekawych wynik??w. I dlatego 
wolimy wzi?????? .za credo ??yciowe autora 
zamiast pocz??tkowej inwokacji, ko??cowy 
wiersz zbiorku: 
tylko w p??uca tchu - pr????no???? w ramiona 
??miechem tnijmy na odlew - i w ??wiat. 
je??li ??ycie - to ??y??, a nie kona?? 
pod wiatr. mj. k. 


Z LITERA TUR OBCYCH 
Pochwa??a morza. 
Mussolini propaguje niezmiernie usilnie 
zaj??cie si?? spo??ecze??stwa w??oskiego - mo- 
rzem, upatruj??c w rozbudowaniu floty 
morskiej r??kojmi?? wielkiej pot??gi W??och. 
Najprawdopodobniej w tym zwi??zku, po- 
wsta??a powie???? fantastyczna V. E. Bra- 
vetty "La crociera della Nave Eterna" 
urozmaiconej mn??stwem przyg??d bohater- 
skiej, rzekomo wymar??ej za??ogi, s??u????cej do 
obrony floty w??oskiej. Znamienna jest 
apoteoza czyn??w ??eglarzy, jakby chodzi??o 
jawn?? i siln?? propa!!and?? ??ywio??u mor- 
skiego. mpo 


Z wystaw pozna??skich 
(Patrz ilustracje na str_ 2-ej ..??wiat wczoraj dzi??, jutro") 
Daj??c przegl??d ruchu plastycznego w Po- 
znaniu w ostatnich tygodniach, nale??y za- 
cz???? od dw??ch naj powa??niejszych malarzy, 
Do????yckiego i Hannytkiewicza, wystawiaj??- 
cych w Tow. Przyjaci???? Sztuk Pi??knych. 
Malarstwo Do????yckiego jest zaWSze ory- 

inalne i bojowe. Jest on jednym z nie- 
wielu artyst??w w Polsce, zdobywaj??cym 
si'?? stale na powa??ne prace, ??wiadcz??ce 
o du??ym talencie i wysokiej kulturze. Obec- 
na kolekcja obraz??w zaciekawia znowu od- 
miennem ustosunkowaniem si?? do natury 
i now?? jej interprotacj??. W niekt??rych 
pejza??ach i w ..Dziewczynie wa??kuj??cej cia- 
sto", idzie jeszcze dawnym szlakiem, nato- 
miast w pejza??u ..Wn??trze lasu" i w trzech 
portretach czu?? ju?? zupe??nie inn?? atmo- 
sfer??. Kiedy dawniej zajmowa??a go prawie 
wy????cznie starannie obrysowana sylweta 
kszta??tu (w portretach, kt??r?? wype??nia?? ko- 
lorem, dynamicznie silnie zestawionym) _ 
to teraz wi??kszy nacisk k??adzie na wydoby- 

ie materjalno??ci przedmiotu, na oddanie 
t????yzny plastycznej bry??y, kt??r?? buduje ob- 
ficie na??o??on?? farb??. Wog??le czu?? w nim 
malarza przedniej klasy, o silnym tempera- 
mencie i du??ej wra??liwo??ci plastycznej. 
Te ostatnie s??owa nale??y r??wnie?? zasto- 
sowa?? do Hannytkiewicza. W martwych 
naturach, z brawur?? malowanych (..Owo- 
ce") doszed?? do rezultat??w pierwszo- 
rz??dnych. W kwiatach wydobywa ich mi??k., 


ko???? tekkiem dotkni??ciem pendzta, a w pej. 
za??ach daje interesuj??ce efekty ??wietlne. 
Liczna kolekcja studj??w plenerowych 
Krzy??a??skiego wykazuje du??y krok na- 
prz??d, wyzbycie si?? dawnej, nieco sztywnej 
acz zawsze sumiennej, akademickiej formy 
i przej??cia do bardziej swobodnego i arty- 
stycznego uj??cia obrazu. Obfity zbi??r prac 
olejnych Mondrala by?? popisem zupe??nie 
nieudanym. Mondral jest dobrym grafikiem 
i jego typy rybak??w breto??skich, pejza??e 
(..Motyw z Concarneau") i autoportret za- 
s??uguje na uznanie - natomiast malarstwo 
jest zupe??nie nieciekawe. 
Czarnecki, skromny i cichy pracownik, 
zajmuje si?? w kilku swoich lepszych akwa- 
relach wi??cej tematem (religijnym), ni?? 
stron?? techniczn?? - reszta prac w tre??ci 
zbyt konwencjonalna a w technice niedo- 
ci??
ni??ta. 
Bieleckie
o barwne drzeworyty s?? efek- 
towne w zestawieniu kolor??w i ??wietl- 
nych nastrojach, natomiast w rysunku syl- 
wety barwnej cz??sto manieryczne. 
Pon'idto wystawiaj??: Augustynowicz, Ba- 
tycki (Ko??ci???? w Siennie), Daniel, Dziu- 
rzy??ska-Rosi??ska i Mrozi??ski. Rze??b?? dziel- 
nie reprezentuje Marcinkowski. 
W Zwi??zku Wielkopolskich Artyst??w 
Plastyk??w wystawia zbiorowo akwarele 
l. Gesner??wna z Warszawy. Jakkolwiek 
og??lny poziom prac nier??wny, to jednak 
z mniejszej cz????ci lepszych prac wywnio- 
skowa?? m"??na o talencie i usi??owaniach 
m??odej artystki. Uderza przedewszystkiem 
zr??czne operowan,ie akwarel?? i rozumna 
d????no???? do upraszczania, widoczne przede- 
wszystkiem w pejza??ach. Mniej panuje nad 
szczeg????ami w typach g??ralskich, za wyj??t- 
kiem jedynego: "Hucu??ka". Pejza??e "Po- 
wr??t o zmroku", ..Mura?? i Hawra??" odzna- 
czaj?? si?? syntetycznem i oryginalnem uj??- 
ciem tematu. J. M. 


- 


Tre???? zeszytu B-go. 
Od Redakcji - Cukiernicy i pedago- 
gowie, J. Guische' go. - Do biografji Maryli 
Wereszc!:ak??wny szczeg??????w troch??. S. Szpo- 
ta??skiego. - Sylwetki u??miechni??te, J. Sztau- 
dyngera. - O polsk?? ma-usku????. Ks St. Kraw- 
czyka - Ogrodnik niebieski, J. Wiktora. _ 
Wystawa rewindykacyjna Dr.M.Morelowskiego. 
O wizjach fantastycznych po za??yciu 
pevotlu, Dr. St. Szumana. - Ze s??onecznej 
Dalmacji, St_ Koz??owskiej - ??y\\oty drzew, 
J. D. - ??wiat na opak, Quis - ??wiat??ocienie. 
- :tycie teatralne, W. Noskowskiego. -- ??ycie 
li terackie, - Z wystaw pozna??skich _ 
??wiat, wczoraj, dzisiaj. jutro. - Powie???? i no- 
wela: Wi??zie??, M. Fija??kowskiego. 
 Tajem- 
nica domu za Bram?? Kr610wej H. Adcunsa. 
- Rozrywki umys??owe. Ok??adka: Fragment 
Starego Rynku w Poznaniu Prausmiillera. 


Dla zwo/enni
6w perfum fantaz.l/inych 
I OMA I 
OstatnIa nIedo??cigniona kreacja - dope??nia toalde: modnej-pan. 
Flakony. 16.-,6.-, 2.SO 
I BEL TIST AN I 
upach ulubiony- czaruje wszystkich d??a swej prleple:lcnej woni 
Flakony. 10.-. 7.-.3.75, 1.10 



erfum 
uJiafowych 
?? ROZA-ISTE I 
Cudowny zapach kwitn??cej kr??loweJ kwiat??w 
Flakony. 8.-. 4.2
. 0.90 
I :J3EZ-/STE I 
uwaiC sw?? subtelnosci?? I .achwycaj??cym .apacbem 
Flakony, IO.SO. S_-. 1._ 


Redaktor naczelny Jerzy Drobnik przyj. 
muje codziennie od godz. 12J.1,-13X. 


R??kopis??w niezam6wionych Redakcja nie 
zwraca. 


Sekretarjat redakcji otwarty jest codzien- 
nie od godz 10-14.
		

/18_0001.djvu

			-




 
tff' ?? ' ". ....
.._.. ." '--, . . . 
ti!f:.\\

,.." ,
;-.., SWIA T ,
\
"(:
'
5
Ju'''''L /;; .", 
 - .-" 
."..,' I 

_ .\...
._ 'h L".."l . . j ' i u . i i j
....
'" I 
. ........:.r
';.
 \ '\ \ i??: ..:::: 
 " "'....,.I.......??'i"'.. 
 
'U'h,_ 

u+..... 
_UU_ I 
' ,,,u,_ 
.
 
u"..,,"'_ '" 'j r I . -.-.., 
 
" ..." lo: ....."i::.:f:..:.

..:: ff::::;;.:. .. WCZORAJ DZISIAJ 
=-':::::: : \WZ ":::!:!!:::::::: 
 
. \- '. 
 .
 .".......". -_:=:=:::.. , '.:;

::::
::.
 . -.j,. -, , ':-




-- 
 
.

 .... d'y u ,:

")... 
 JUTRO. :
Tg..,::;

 
;::
::.:: :::::" 
 ,.. . "
!
;"" I 
u.. ......_ W 

. 
 . _ .""..
U___ mm'u"",,,_ - L.
 .u.u..... 
 

 .
 .
. 
 '. "" ''''
;w
 
::

 
: 
 
:;.;=:. 
 

 
f 'j ir& IW _.
':
 _..??
...


;

;,;;: 
_. . ",./\\,;;

 I 
V------L. . f . .._ I" __ ..."'..,...-....., _""u'" .u..",.. ._-7P'..r 
 
..- 


 --1 

 I 
11;1 I 
I II I 
11.-' I I I 
I I i I I I 

 I I I I 
I I I I 
I l, I I 
I I I I 
I I I I 

 I: -, 
 I 
I I' --c':-;' 
- I I 
I I., I I 
I I .
 I I 
I I I I 
I I
-.
 I I 
I I - .. . I I 
I I I I I : 
I I -> - - ., I I 
I I --- 
 I I 
I I 
 I 
I I.. I I 
I I .", , - I I 

 I '- -' I I 
I I .1 
 
I 
' I I 
I I *' I I 
I I ,.'
- . ,. - I I 
I I - ,- " ?? I I 

 I ,- I I 
I I.. . .' .. I I 
II ?? -l i ii 
I I.. I I 
II..' . II 

 I I I.' I I 
I I ... I I I I 
I I . '-. 
 
L 1'- , ' 
I 
I Fol, dr. T. Cypr Jan. Snieg. 

 L (Fregment teresu T eetru Wielkiego w Poznenlu.) 


-,,


"" "
		

/19_0001.djvu

			Z WYSTAWY W TOW. PRZY0ACI??L SZTUK PI??KNYCH W POZNANIU 
lpor??w. artyku?? .,Z wyslaw pozna??skich"} 
L. Do/??ycki: Portret prof. 
Lisickiego. 
([>0 leu'
j) 



 


-- 


. ' 



 


r: 


, - 


, - 


" 


'. 



- 


\ 


. 


:... 


L. Dol??ycki: Portret. 
(".0 p'o"'
j J 


J. Mrozi??ski 
..Kwiaty". 
([>0 lew.j) 


PO WYBORACH NA "MISS EUROP??" 


l 


, 


-- 


, 


. . . 



, 


-
 



-. 


.:.'1 r- 


..... 



 
( 't 
-- 
" 
I 
) 
- 


'{ 
 
 


. ........ 
J 


..... 
-... 


- 
," 
." 


.- 


- " 


- -. 


\ 


, 


Fot. londyn.ki. 
Powi!anie kr??lo- 
wych: Miss Po- 
l')nia (po lew.,jJ 
??ciska d/oi! Miss 
Europy (po pra- 
wej). 
([>0 ",au"jJ 


, . "- 


TEATR POLSKI W POZNANIU WYSTAWi?? J, R??CZKOWSKlEGO "NAD POLSKIEM MORZEM" 


;-, 
.
 
?? 
, 
I " 


J 


-,. I 


\ -'-.
 ..1/1 


Scena aktu II-go. Od 
lewej: pp. Zasem- 
pianka, Wierzejska, 
RodziewIcz. 
(Po I
_j) 


'- 
- J iJ r 
, / 
.1 ji,;, 


" 


. - . :, 
t,o.l ".< 
II.'
 . , 
. 'po", 
\ 


\' 
\ - 
'\. 


, \,. .' 
,- 


..1 


..: 



. 

 


i- 
:.b 


., -t 


-?? 


" .??} 


1-. 


- . 


....1. 


Flirt na pla??y: pp. 
Ludwi??anka i Boelke. 
(Po pro_j) 


!\ 
I 


..... 
..... 'i 


-....
		

/20_0001.djvu

			" 


>-=::- 
'I 


..... 


, 
, 



 


I 
] ! J 



 

_\ 


.. 


:]
 

 


it) " 
I 



 


" 


.... 



 


- 


- 
-- 


-.. 


...: -;.,..-r 


-- 


..:I!--' 


: -- - 
-- --- 


", 



 



 


.. 


-. 

 - - 


- 


- 


. ,. 



- 



 


,ol. Swlalowld, 


Nasz statek szkolny "Lw??w" - po d??ugich 
deleklch podr????ach - przyby??.ms wypo- 
czynek do portu w Gdyni. 


Photo-Plat. 
Prof. dr. L. Cramer. cz??onek Mi??dzyoer. 
Czerw. Krzy??e, przyby?? do Werszllwy ce- 
lem zlIpozmmla si?? z orgllnlzacj?? obrony 
przeciwgazowej w Pol!'c??. 


,
 


" 


, 
I . '
. ! 
,. 
..1 . 
- - ??.; .\- 
\ : 
 \
 -?? 
. , - 
'V ... 
I ?? 


...... 
, vr 
,F 
'. Wyf 
L -f-' .- \ ..1 
, . 
" 


\- 


... 

 


,. 



 .'
 1 


... 


'I-. 



' 


":.. 


????.??< 


.. 


--
 


-. 
'. 4.J 



... 


.
 
J.. . fo. 
-'"' ..". 


.' 


'" 


-;.,. 


.f' _ 


. 


'.1-'-- - 
'. , 
.' . 


".. 


.II"-\'t. 
-;. 


.
 
;0-. 


,.. 


-- 


'I' 


., 


.. 



- 
-....... 


Fot. Londy??skI. 
..Miss lIaU.." n..le??y do z..palo- 
nych zwolenniczek sportu 
automobilowego. 


..- 


..... 


F ot. Scherl. 
Dwunastu odwatnych pilot??w ameryka??skich wy
koczylo ne zn",cznej wy. 
soko??cl z aeropl..nu. aby wypr??bowa?? sprawno??( spadochronu. 


, 
" 


\ 


""??. . "??L."" ..... ... .... 
". hl. . Je W; "....;, 
..l... " -.)o
 "-.,... . 
,'Vi ..... 'I" _
 



 '.
 l:

 
I 
. '.. ",:,.

., '-;;
''' 1 ' ."".... 
#- 
 ,'" ?? t"", '-:J.,.
 
!
,_ . ./. r,-"'" 

. 
.. - 
c.;. ---l - "",..r-! 


 -- 
 
...

. 
""
.
 -!.". 
..' ." i 
,') 



 


._a. 


..". 


. 



J{
t 
.,-, -
 


I 
,I 


j: 


. 
-" 


..i 



. 


, 


....-- 


.- 


" 



 ",,- 


-"- - 


"'SiL- 
- -s:- 
.... 



 ... -- 
" -' - -.S l 
_. I 
,--,,- - - 
- - 

, . 
- -
 
... ..."...... 
->- 
 
. 



 


; 


-...;:.- " 


Fol. Londyflskl. 
B. premjer francuski. Poincor.. ju?? wyzdrowia??. Na stlifci'l: Owacyjne powll..nie 
rekonw..lescenla przez wsp????pracownik??w I koleg??w. . 


Fot. Scherl. 
W Japonji odby??y si?? wielkie manewry wojskowe w obecn...??ci 
cesarza (po prawej).
		

/21_0001.djvu

			'" 


, 


,-- 
:..... ?? 
... 
." . 
'...... 
( - , 

 


\ 


, ' 

. 


--'. 


-, - 


, 


Wspilnialv film "Cagliostro" w realizacji R. Oswillda (wytw??rnia: fIlbatros - Wengeroff) wy??wu
tliI po raz pierwszy w Pol!>ce 
kino ..S??o??ce" w Poznaniu. 


TEATR WIELKI W POZNANIU 
WVSTAWIL OPER?? "SZWA N DA DU DZIARZ" WE I N BERGERA 



 


\ 


j 


-\ 



 



 


-I- 


?? ?? 


... 
< t: .J 
. 
. 


fi 


'- 


j. 
, 


.. 


,. 


, 


"r . 


/
,-.... 
:.??' {., -?? 
... 


\. ,- 


\. 


.... 


G????wne role w operze ..Szwanda Dudziarz" kreuj?? (od lewej): pp. Karpacki, PerkowIcz. Bojar-Przemleniecka.
		

/22_0001.djvu

			- 


- 


- 


- 


- 


- 


- 


- 


- 


- 


- 


- 


- 


5) 


MIECZYS??AW FIJA??KOWSKI 


WI??ZIE?? 
OPOWIE???? 


Jej smuk??a sylwetka na tle gotyckiego okna 
tworzy??a obraz pe??en zagadkowego wyrazu - 
zjawisko wy??amuj??ce si?? z pod wszystkich zna- 
nych szablon??w. 
- Wprowadzi??a mnie pani w krain?? niepraw- 
dopodobie??stw. 
Spojrza??a na mnie przenikliwie i jakby 
z obaw??. 
- W pani oczach mo??na si?? zgubi?? szukaj??c 
w nich odbicia chimery, w kt??rej s?? rozkochane 
- gubi?? a?? do zapami??tania - aby wko??cu nie 
uirze?? nic. 
. W tej chwili na jej twarzy odbi?? si?? wyraz 
triumfu. 
- Nie goni?? za chimerami, okres ten min???? 
ju?? dla mnie niepowrotnie. 
Patrza??em na ni?? bezsilnie, poczas gdy ona 
mia??a wzrok skierowany na wewn??trz. Nagle po- 
czu??em wyra??nie jak elektryczny pr??d przeszy?? 
j?? od st??p do g??owy, twarz jej zap??on????a na 
mgnienie oka i zn??w zastyg??a. 
Na progu sali pojawi?? si?? wysoki m????czyzna. 
Wszed?? bez szelestu i stan???? w p??aszczu za- 
rzuconym z urz??dow?? czapk?? w r??ku. Mog??em 
przyjrze?? si?? jego rysom z bliska. 
By??o w nim co?? brutalnego i pa??skiego zara- 
zem. M??g?? mie?? oko??o czterdziestu pi??ciu lat. 
W tej chwili oboj??tne jego oczy spocz????y na mnie. 
Uczu??em dotkni??cie zimnego ??elaza. 
Wi??c to by?? m????, m??j rywal... he, he... 
Wyprostowa??em si??, staraj??c si?? nada?? mej 
osobie postaw?? nienagann??. 
- Ryszardzie - zwr??ci??a si?? do niego .- 
pozw??l przedstawi?? sobie - tu wymieni??a moje 
nazwisko. 
Pan w p??aszczu poda?? mi r??k??. Poczu??em 
zimne dotkni??cie ??ylastej d??oni, podobne do do- 
tkni??cia stalowych oczu. 
- Pan jest odniedawna towarzyszem moich 
spacer??w po lesie - obja??ni??a. 
- Bardzo mi mi??o - odrzek?? z kurtuazj?? - 
i dzi??kuj?? za opiek?? jak?? roztacza?? pan zapewne 
nad moj?? ??on??. 
Cokolwiek powsta??o w mej g??owie na temat 
po??ycia tych dwojga ludzi w warunkach tak nie- 
prawdopodobnych, musia??o w tej chwili prz) bra?? 
zgo??a odmienne kszta??ty wobec spokoju i pewno- 
??Ci siebie z jak?? ??w osobliwy ma????onek, wygl??- 


daj??cy b??d?? na pana z pan??w, podszed?? do tej 
kobiety i poca??owa?? j?? w r??k?? z gestem, kt??rego 
nie powstydzi??by si?? Romeo na schy??ku m??odosci. 
Sta??em podczas tego aktu ma????e??skiej galanterji, 
czuj??c si?? figur?? podrz??dn??. 
- Pan pozwoli. ??e go zostawi?? w towarzy- 
stwie mej ??ony - doda?? wytwornie, jakby t??uma- 
cz??c si?? przede mn?? - i wyszed??. 
By??em zdumiony. Sprzeczne wra??enia nast??- 
puj??ce po sobie bezpo??rednio wytworzy??y zam??t 
w mej g??owie. Pogodny spok??j jaki dojrza??em na 
twarzy pi??knej pani, utwierdzi?? mi?? w mniemaniu, 
??e jestem go??ciem w domu. gdzie dwoje solid- 
nych ludzi, wiedzie sw??j zreszt?? osobliwy ??ywot 
ku obop??lnemu zadowoleniu. 
Nie pozosta??o mi nic innego jak trwa?? w roli 
towarzysza jej le??nych w??dr??wek, w oczekiwa. 
niu dalszych wydarze??. Tymczasem nadarza??a 
si?? sposobno???? sp??dzenia paru nieoczekiwanych 
chwil z t?? zagadkow?? kobiet??, tam w??a??nie. gdzie 
indywidualno???? jej znale???? powinna sw??j pe??ny 
wyraz - t. j. w jej w??asnym domu. 
Osobliwy zaiste dom. 
Sala o zimnych ??cianach by??a teraz pe??na pro- 
mieni s??onecznych i dziwnego czaru. Pal??ce si?? 
na kominie szczapy roztacza??y ciep??o i wyrzuca??y 
iskry - a ja czu??em ??e p??on?? na kszta??t jednej 
z tych ??ci??tych jode??, nie??wiadom kresu ognia 
ani rozmiar??w kl??ski jaki spowodowa?? mo??e. 
- Czy pani zamierza d??ugo trwa?? w tern osa- 
motnieniu, w odci??ciu od ??wiata na tej smutnej 
g??rze - zapyta??em. 
Zn??w ujrza??em pod brwiami jej b??ysk niepo- 
koju. 
- Nie - odrzek??a niespodziewanie by?? 
mo??e, ??e odjad?? st??d kiedy??. 
- Kiedy? Czy pr??dko? 
- Nie wiem. 
- Dok??d? 
- Daleko. 
O??wiadczenie to uczyni??o na mnie piorunuj??ce 
wra??enie. Wi??c to miejsce nie by??o dla niej miej- 
scem przeznaczenia. Raczej chwilowym wypo- 
czynkiem, etapem - odskoczni?? dla dalszych 
??mia??ych poczyna??. 
W dus,zy mej za??wita?? s??aby promyk nadziei. 
Zaryzykowa??em zn??w pytanie:
		

/23_0001.djvu

			. 


- 


- 


- 


- 


- 


- 


- 


- A czy pani ma zamiar kiedy?? odjecha?? 
st??d sama? 
Po d??ugiem milczeniu odrzek??a: Nie. 
Poczu??em jak ogarniaj?? mi?? jednocze??nie dwie 
fale: jedna gor??ca jak lawa, druga zimna jak l??d. 
Ostatnie pytanie jakie mia??em jej zada?? zamar??o 
mi na ustach - mo??e by??o ono przedwczesne... 
Zl??k??em si?? odpowiedzi na nie, wola??em trwa?? 
w niepewno??ci nadal a ta niepewno???? sprawia??a 
mi jak???? niesamowit?? rozkosz. 
A jednak nie mog??em si?? powstrzyma??: 
- Czy pani wie, co mi?? sk??oni??o do przyj??cia 
tu, aby pani?? ujrze?? w jej najbli??szem otoczeniu. 
Umy??lnie po??o??y??em akcent na ostatnie m 
s??owie. 
- Zapewne ciekawo???? - odrzek??a. 
Za??mia??em si??. 
- Ha, ha, je??li ciekawo???? prowadzi do pie- 
kie??, jestem z pewno??ci?? w przededniu wsl??pie- 
nia w jego progi. 
- Nie l??kam si?? o pana - odrzek??a powa??- 
nie - ani ciekawo???? pa??ska ani przewinienia nie 
wydaj?? mi si?? by?? na miar?? piekie??. 
-=--- Czy?? nie wszed??em w obr??b ko??a, kt??re 
w okr??g pani zakre??li?? anio?? jaki?? czy szatan. 
Wiem, ??e czuj?? na sobie dzia??anie mocy niezna- 
nych, kr??????cych tu po lasach... 
Na ustach jej zawita?? ??w wynios??y u??miech, 
o kt??ry rozbija?? si?? zwykle pr??d mych uczu?? 
id??cych ku niej i sp??ywa?? po jej smuk??ej postaci 
rozbity na atomy ju?? bezsilny. 
Nagle da??y si?? s??ysze?? kroki. Stanowczo tu 
nie by??o miejsce dla ostatecznej z ni?? rozpra- 
wy. Obecno???? m????a musia??a z konieczno??ci trzy- 
ma?? mnie w granicach konwenans??w. Spojrza- 
??em na ni?? z niemym wyrzutem, a patrza??a na 
mnie z cudnym u??miechem, kt??ry czyni?? j?? jednak 
coraz nieprzyst??pniejsz??. 
Widz??c mnie ju?? bezbronnym, wys??a??a ku 
mnie poprzez ten u??miech ciep??y promie?? przy- 
ja??ni, nie pozbawiony zreszt?? naj niebezpieczniej- 
szej kokieterji. 
Przedsmak nieodgadnionych rozkoszy jak?? 
darzy?? mog??a wzajemno???? tej kobiety uderza?? mi 
do g??owy. 
Po chwili patrza??a na mnie zn??w z innym wy- 
razem; by??a jakby rada, ??e odwiedzi??em j?? tu 
w jej cichej samotni, nie przypuszczaj??c, bym 
kiedykolwiek zdolny by?? uczyni?? zamach na t?? 
otaczaj??c?? j?? wiekow?? cisz?? - a kt??rej ona po- 
wierzy??a tajemnic?? swej duszy. 
Wtem drzwi otworzy??y si?? i stan???? zn??w mi??- 
dzy nami pan w mundurze. Tym razem wej??cie 
m????a nie zrobi??o na niej najmniejszego wra??enia. 
Zbi??o mi?? to z tropu ostatecznie. Gdyby by?? cho?? 
cie?? jej wzajemno??ci dla mnie, jego widok w tej 
chwili musia??by by?? wywo??a?? cho??by przelotny 
rumieniec na jej twarzy. Tymczasem rysy jej 
przybra??y tylko wyraz salonowej uprzejmo??ci. 
M???? wydoby?? papiero??nic?? i wyci??gaj??c j?? ku 
mnie ozwa?? si?? najnaturalniej: 
- Opowiada??a mi o panu moja ??ona. 
Zadr??a??em z oburzenia. Wi??c ona nie mia??a 
nic lepszego do roboty, jak m??wienie z nim 
o mnie. Rola g????wnego bohatera jej opowiada?? 
przy kominku, podczas sam na sam z m????em, 
upokorzy??a mi?? i zdezorjentowa??a do reszty. Sta- 
ra??em si?? ukry?? wewn??trzne zmieszanie, nadaj??c 


- 


- 


- 


- 


- 


- 


- 


- 


- 


- 


- . 
I 


- 


- 


sobie poz??r mo??liwie swobodnej deziwoltury sa- 
lonowca, kt??rego nic nie jest w stanie zadziwi?? 
ani wytr??ci?? z r??wnowagi. 
- Wdzi??czny jestem losowi, ??e jestem go??- 
ciem w domu, kt??ry tak osobliwie odbiega od ty_ 
pu przeci??tnych dom??w do jakich zwykli??my za- 
gl??da?? w dni ??wi??teczne lub dni wywczas??w. 
Pomimo ??e wyrazom swym stara??em si?? na- 
da?? ton mo??liwie wykwintny cho?? zdawkowy je- 
dnak musia??o w nich by?? co??, co obudzi??o czuj- 
no???? oboj??tnych oczu pod brwiami. Spojrza??y na 
mnie przenikliwie z pogard?? 
rzemi??c?? gdzie?? pod 
salonow?? mask??. 
Poczu??em, ??e obecno???? moja nabiera wyra??- 
niejszych kontur??w. 
- Czy nie znajduje pan - odpar?? gospodarz 
??e jedynym domem przeznaczonym na ??wi??ta 
i wywczasy, jest dom w??asny? 
Pytanie to zaskoczy??o mi??. Czy??by mi dawa?? 
do zrozumienia, ??e jestem tu intruzem. W takim 
razie obecno???? moja stawa??aby si?? pe??n?? znacze- 
nia. By????eby zazdrosny o ni??? 
Sta??a przed nami w po??arach zachodz??cego 
s??o??ca, kt??re pie??ci??o j?? na po??egnanie. Jej uro- 
da ja??nia??a tak?? si????, ??e poczu??em zazdro????. 
Siedzieli??my naprzeciw siebie, ja, intruz i on, 
pan tego domu, a ona zdawa??a si?? nieobecn??, jakby 
kamienne mury nie by??y w stanic zatrzyma?? jej 
i uwi??zi??... 
- Czy pa??stwu w tych lasach nie dokucza 
samotno???? - zapyta??em po chwili. 
- Czy?? w towarzystwie tak wyj??tkowej ko- 
biety, jak?? jest moja ??ona mo??na si?? nudzi??? 
M??wi??c to pochyli?? g??ow?? w jej stron??, poczem 
spojrza?? jej w oczy z jak???? ukryt??, zdecydowan?? 
si????. 
By??o w tem zderzeniu si?? spojrze?? tyle we- 
wn??trznego skupienia, ??e czu??o si?? wyra??nie 
dr??enie atom??w powietrza, dziel??cego tych dwoje 
ludzi. Wida?? by??o, ??e mia?? nad ni?? jak???? przewa- 
g?? gdy?? opu??ci??a g??ow?? i sta??a zmieszana, jakby 
pomniejszona - a twarz jej nabra??a wyrazu fi- 
zycznego niemal cierpienia. On za?? spogl??da?? te- 
faz na ni?? spokojnie okiem w??adcy, kt??ry 
ot??w 
jest ka??dej chwili, gdy zajdzie potrzeba odnie???? 
nad ni?? zwyci??stwo. 
A wi??c mi??dzy nimi by?? stan walki? 
O co?.. 
??r??d??em walki mi??dzy kobiet?? a m????czyzn?? 
mo??e by?? chyba mi??o????. Zatem kochaj?? si??. 
Kochaj?? czy nienawidz??? 
Sta??em w obliczu jakiej?? niewiadomej sprawy, 
rozgrywaj??cej si?? mi??dzy nimi na innym planie, 
a sam nadaremno stara??em si?? wtargn???? w obc?? 
mi dziedzin??. Jakiem prawem chcia??em to uczy- 
ni??. 
Prawem mi??o??ci. Przecie?? ja t?? kobiet?? kocha- 
??em od pierwszego wejrzenia za to odwr??cenie si?? 
z gestem pogardy od ca??ego ??wiata, za jej spojrze- 
nie w g????b samej siebie, w kryszta??ow?? to?? nie- 
odgadnionej w??asnej duszy - za to jej dostoje??- 
stwo w samotno??ci - zreszt?? za oczy, za usta, za 
ca??y bezmiar kobiecego czaru. 
Czu??em jaka fala uczu?? wzbiera we mnie i ??e 
ta zwyci??ska przed ni?? postawa drugiego m????- 
czyzny staje si?? dla mnie nie do zniesienia. 


I
 
l
 
i
 
\
 



 
:
 



 


- 


- 


- . 


- 


- 


- 


-
		

/24_0001.djvu

			Jak??e nienawidzi??em go. 
Po paru chwilach wewn??trzna burza ucich??a. 
Nast??pi?? odp??yw nie widzialnego morza w kt??rem 
pogr????eni ??yjemy, nie??wiadomi ruchu jego fal... 
Na jej twarzy pojawi?? si?? zn??w uprzejmy u??- 
miech, a on zn??w wyci??gn???? ku mnie pude??ko 
z papierosami. 
Rozmowa nasza ??lizga??a si?? nadal jak ????dka po 
powierzchni jeziora bez steru i ??agli. W ????dce 
tej p??yn????em ku nieznanym wybrze??om w nerwo- 
wym oczekiwaniu czego??, co ma nast??pi??. Do- 
znawa??em lubie??nej wprost rozkoszy w tem za- 
wieszeniu nad przepa??ci?? jutra. 
W pewnej chwili, gdy rozmowa osiad??a na 
mieli??nie, postanowi??em przerwa?? milczenie za 
wszelk?? cen??. Zwr??ci??em si?? nagle do niej, by 
zechcia??a zagra?? Tristana i Izold??. Niewidzialna 
fala poruszy??a wszystkie mi????nie jej twarzy, pod- 
nios??a si?? z fotelu i utkwi??a wzrok w niego. Dru- 
gi raz patrzeli na siebie w mej obecno??ci. 
Lecz, o ile za pierwszym razem w spojrzeniach 
ich zmaga??y si?? dwie si??y raczej odporne - o tyle 
teraz by??o to wyra??ne skrzy??owanie si?? dw??ch 
stalowych ostrzy. Stali tak naprzeciw siebie przez 
chwil??, kt??ra wydawa??a mi si?? godzin?? - poczem 
nast??pi??a rzecz wprost nieoczekiwana. Oto tym 
razem on opu??ci?? powieki, g??ow?? wtuli?? w ramio- 
na, skurczy?? si??, jakby pod dzia??aniem przemo??- 
nego naporu. Tymczasem ona z wzniesion?? dum- 
nie g??ow?? podesz??a do fortepianu, usiad??a i ude- 
rzy??a w klawisze. Wkr??tce sala nape??ni??a si?? 
d??wi??kami jednej z najwi??kszych ekstaz muzycz- 
nego genjuszu. 
By??o co?? triumfalnego w jej mistrzowskiej 
grze. 
By??a tam ca??a zagadkowa jej dusza, poszukuj??- 
ca wyzwolenia, by??o wo??anie w przestrze??, by??o 
szcz????cie i cierpienie - by??o jakie?? niepoj??te 
zwyci??stwo a zarazem kl??ska. 
Muzyka gromkiemi falami bucha??a przez okno 
i rozlewa??a si?? jak pow??d??. Podchwyci?? j?? wiatr, 
zaszamota?? ni?? nad wierzcho??kami ??wierk??w, 
wstrz??sn???? ni?? pot????ne mury i zani??s?? k??dy?? w la- 
sy, gdzie rozbrzmiewa??a echem... 
Jakie?? uczucia mog??y targa?? piersi??, by m??c 
wydoby?? z niej tak?? si????. 
Spojrza??em na niego, s??ucha?? zgaszony i bez- 
silny. 
Zdumiony i niezdolny do ??adnego ruchu, sie- 
dzia??em a?? p??ki nie przebrzmia??y ostatnie tony... 
Szaro ju?? by??o, nad g??rami ??agwi??a si?? jeszcze 
??una zachodu, cho?? lasem ow??adn????y JU?? cienie 
i opanowywa??y pole walki dnia z noc?? - wygra- 
??aj??c strz??pami czarnych pi????ci. 
Ostatnie szczapy dogasa??y na kominie, wie- 
czorny ch????d przedosta?? si?? do kamiennej sali 
i zn??w zapanowa??o milczenie. 
Czu??em chaos w g??owie i b??l nerw??w. 
- Pan zdaje si?? ma jeszcze dalek?? drog?? 
ockn???? mi?? g??os pana domu - cho?? niego??cinnie 
to, ale radz?? i???? - ma si?? na burz??. 
W samej rzeczy rozleg?? si?? g??uchy poszum 
wiatru p??dz??cego stado chmur. 
- ??egnam pani??. - Wyci??gn????em lodowat?? 
d??o??. Poczu??em ??ar gor??cej r??ki i mocny u??cisk. 
- Niech nas pan odwiedzi znowu. 
Blady cie?? nadziei dotkn???? mej skroni. 
Stan????em przed panem w urz??dowem ubraniu. 


- 


- 


- 


- 


- 


- 


Poda?? mi r??k??, ale mia??em wra??enie, ??e pra- 
wie nie zauwa??y?? mnie, by?? pogr????ony w jakiej?? 
g????bokiej zadumie. 
Wybieg??em z tej sali pe??nej upior??w na schody 
i omal nie upad??em. Obok kamiennej studni na- 
tkn????em si?? na wygolon?? posta?? jakiego?? wi??- 
??nia. Wykrzywi?? do mnie cyniczn?? g??b?? i b??ys- 
n???? ??a??cuchami. 
Przy??pieszy??em kroku - jeszcze jeden zgrzyt 
bramy, jeszcze jeden ??oskot od??wierzy - i na- 
l"eszcie odetchn????em ??ywiczn?? woni??... 
Gdzie?? w dalekiem okienku, po??r??d wieczor- 
nych cieni zamajaczy??a posta?? kasztelanki... 
Bieg??em przez las tul??c r??koma jej wizj?? do 
przepe??nionej piersi. 


VIII. 
Wr??ci??em do domu p????no w noc pe??en naJ- 
sprzeczniejszych uczu??. 
Nie mog??em zasn????, g??owa mi pa??a??a, serce 
bi??o przy??pieszonym t??tnem. 
Czu??em, ??e zawik??a??em si?? w jak???? dziwn?? hi- 
storj?? bez pocz??tku i ko??ca, ??e tam na g??rze roz- 
grywa si?? jaki?? stoj??cy na miejscu dramat, jaka?? 
zadawniona sprawa bez wyj??cia, ??e ci ludzie pa- 
trz?? sobie w oczy od lat i milcz?? - milcz?? i m??- 
cz?? si??. A przy tem ta kobieta ma jaki?? niebez- 
pieczny czar, kt??ry opanowa?? mi dusz?? i zmys??y, 
a los postawi?? mi?? na drodze mi??dzy nim a ni??. 
Moje wmieszanie si?? w ich ??ycie wydawa??o mi 
si?? konieczno??ci?? wisz??c?? nade mn?? j ak fatum 
i widzia??em ju?? przed sob?? drog?? walk, zwyci??stw 
i mi??o??ci. Nareszcie to dla czego ??y?? warto. Do- 
tychczasowe ??ycie wyda??o mi si?? bez tre??ci a my??l 
powrotu do niego by??a nie do zniesienia. 


. .. ...... 
W ci??gu tygodnia ponowi??em dwa razy moje 
odwiedziny. 
Jednak pierwsze wra??enia nie chcia??y si?? 
powt??rzy??. 
Przyj??to mi?? z konwencjonaln?? serdeczno??ci??. 
Rozmowa stawa??a si?? swobodniejsza, a owo po- 
czucie czego?? niezwyk??e go , kt??re tak silnie 
wstrz??sn????o mn?? za pierwszym razem zmala??o 
teraz tak, ??e wyda??o mi si?? wynikiem egzaltowa- 
nych uczu?? wype??niaj??cych si?? po brzegi. 
Ona by??a weso??a w obecno??ci nas dw??ch, a ta 
weso??o???? i ??miech z kt??rym zetkn????em si?? po 
raz pierwszy, ods??oni??y mi w niej nowe. bogactwo 
wdzi??ku i tej dziwnej kobiecej umiej??tno??ci pod- 
porz??dkowywania sobie wszystkich otaczaj??cych 
zjawisk i os??b. O ustach jej nie mog??em my??le?? 
z obawy pope??nienia szale??stwa. Tem okropniej- 
sza by??a dla mnie obecno???? pana w urz??dowem 
ubraniu, kt??ry pojawia?? si?? niespodziewanie, jak 
uosobnienie niez??omnego prawa. Wia?? od niego 
ch????d i powaga, cho?? ca??e zachowanie ujawnia??o 
wysok?? kultur?? umys??ow?? i towarzysk??. Jego 
spos??b zwracania si?? do ??ony, mimo pozornej 
mi??kko??ci i wrodzonej kurtuazji, mia?? w sobie 
co??, co stale wzbudza??o niepok??j. Nieraz stara- 
??em si?? przeciwstawi?? mu swoj?? osob??, ale pr????- 
ne by??y moje wysi??ki. Mia??em wra??enie, ??e w ta- 
kich w??a??nie momentach, gdy przedmiotem jego 
uwagi by??a ona, patrza?? na mnie jak na kogo?? zu- 
pe??nie bez znaczenia. To doprowadza??o mnie do 
w??ciek??o??ci I 


D. c. n. 


- 


- 


- 


- 


- 


- 


-
		

/25_0001.djvu

			9) 


HERBERT ADAM S 


TAJEMNICA DOMU ZA BRAM?? KR??LOWEJ 


PRZEK??AD AUTORYZOWANY ANNY SZOTTOWEJ 


- Tysi??c pi????set funt??w bez stajni. B??d?? na- 
dal pobiera??a czynsz za nie. 
- Tysi??c pi????set funt??w to niezbyt wiele. 
- Pan Turtle powiedzia??, ??e mam szcz????cie, 
skoro mo
?? co??kolwiek za ten dom dosta??. Po tern 
morderstwie trudniej ni?? kiedykolwiek b??dzie o na- 
bywc??. Wymaga on o
romnych wk??ad??w, a na- 
wet je??li go zatrzymam, to b??d?? musia??a przy- 
st??pi?? do remontu, kt??ry poch??onie wi??cej, ni?? po- 
siadam. To te?? sprzeda??am go. 
- Razem ze skarbem? 
- Panie Haswell, przecie?? pan chyba nie wie- 
rzy, ??e tam co?? jest naprawd??? Mo??e i by?? jaki?? 
skarb, ale go ju?? niema. Powiedzia?? pan, ??e jest 
jedna szansa na sto. Szukali??my. Jakim sposobem 
m??g??by tam by?? jeszcze po tylu latach? Nieprzy- 
jemnie jest panu, ??e podj???? pan tyle trudu napr????- 
no. Ale to jest tysi??c pi????set funt??w, a dla mnie 
- to jest skarb. Czy to, co Turtle m??wi?? o remon- 
cie, jest prawd??? 
Sta??a przed nim w swojej ??nie??no bia??ej bluzie. 
Patrzy?? z zadowoleniem na jej harmonijn?? posta??. 
Mia??a tak?? min??, jak gdyby ju?? nap???? ??a??owa??a de- 
c_yzji, kt??r?? powzi????a za namow?? po??rednika. Nie- 
pewno???? za??mi??a jej b????kitne oczy. Jimmie ro- 
zumia?? doskonale jej trudne po??o??enie. 
- Co do remontu, to pani jest zobowi??zana 
utrzymywa?? swoj?? posiad??o???? w nale??ytym stanie, 
a to mo??e by?? sprawa powa??na. o ile si?? domu nie 
sprzeda. W tym wypadku Turtle ma zupe??n?? 
s??uszno????. Nic pani nie wspomina??a o skarbie? 
- Nie. 
- Kto jest kupcem? 
- Nie pyta??am. Namy??li??am si?? tylko, czy 
mam sprzeda??, czy te?? nie, bez 'porozumienia si?? 
z panem. 
- W jakim celu kupuj?? dom? 
- Nie powiedzia?? mi te
o. Jest mi to oboj??tne, 
skoro 
o sprzedaj??. 
- Do pewnego stopnia, tak. Nie powiedzia?? 
pani, ani kto kupuje, ani w jakim celu, tylko, ??e 
pani musi decydowa?? si?? niezw??ocznie? 
Dziewczyna skin????a 
??ow??, a oczy jej wpatry- 
wa??y si?? w nie
o z niepokojem. 
- Mo??e pani czyni rozs??dnie - rzek?? Jimmie 
- ale to wszystko jest dziwne. Mia??a pani ten 
dom przez siedem lat i nie mo
??a si?? go pani po- 
zby??. Potem pope??nione tam zosta??o morderstwo, 
i odrazu kto?? chce 
o spiesznie naby??. Zbrodnia, 
jak powiedzia?? Turtle, powinnaby ludzi odstr??czy??, 
a tymczasem ten kupiec chce niezw??ocznie wej???? 
w posiadanie domu. Czy to nie dziwne? 
- Owszem. 
- Ale s??yszeli??my tak??e o ukrytym skarbie. To 
zn??w jest inna sprawa i mo??e stanowi?? atrakcj??. 
Przypu????my, ??e kupcem jest kto??, kto wraz z Bru- 
de nem wiedzia?? o istnieniu skarbu? 
- Nie przysz??o mi to do g??owy. 
- Mog?? si?? myli?? - naj prawdopodobniej tak 


jest - ale fakt, ??e kto?? chce koniecznie ten dom 
kupi??, sprawia, ??e ja chc?? koniecznie prowadzi?? 
poszukiwania. 
Nie wspomnia?? nic o przedartej karcie golfo- 
wej. Uwa??a?? za niew??a??ciwe k??a???? nacisk na b??a- 
hostki, kt??re mog?? nie posiada?? ??adnego znaczenia. 
- Czy mog?? si?? cofn????? - spyta??a. 
- Bardzo mo??liwe. Musz?? si?? w tej sprawie 
porozumie?? z Turtlem. Ale nie chcia??bym, aby pa- 
ni ponios??a strat??. Przypu????my, ??e z tern wszyst- 
kiem nie znajdzie pani kupca i ??e moje obawy s?? 
nieuzasadnione. To troch?? jak rebus, prawda? 
Dziewczyna nie odpowiedzia??a. Jimmie pod- 
szed?? do okna i wyjrza?? na ulic??. Pragn???? 
or??co, 
aby odrzuci??a ofert??, a jednak nikt lepiej od nie- 
go nie zdawa?? sobie sprawy, ile jest prawdy w sta- 
rem przys??owiu o wr??blu w r??ku. Mo??e wcale nie 
by?? na dachu kanarka, tylko jaki?? z??o??liwy gad 
o jadowitern ????dle w postaci remontu. Wiedzia??, 
??e czeka na je
o rad??, ale wyszkolenie prawnicze 
sprzeciwia??o si?? jego ch??ciom. Prawnik mo??e ryzy- 
kowa?? sam, ale musi by?? bardzo ostro??ny, gdy 
w 
r?? wchodz?? interesy klienta. Ale na
le przy- 
sz??a mu my??l. 
- Wie pani co, panno Cowley? Nonna ma du- 
??o pieni??dzy. Ona i j a kupimy ten dom od pani 
po trzech miesi??cach za tysi??c sze????set funt??w, 
o ile pani wtedy zechce 
o sprzeda??. 
- Nie chce pan, abym 
o sprzeda??a kupcowi 
pana Turtle? 
- Nie chc??. Ale pani na tern nie straci. Nonna 
i j a... 
- Nie. Nie mog?? przysta?? na to. Chc?? wzi???? 
na siebie odpowiedzialno????. Je??li pan m??wi, aby 
nie sprzedawa??, to nie sprzedam, oczywi??cie, o ile 
mo
?? przyzwoicie wycofa?? si?? z te
o. A potem 
zobaczymy. 
- Niech pani pos??ucha, - rzek?? Jimmie. - 
O ile N onna kupi, to prawdopodobnie zrobi na tern 
pieni??dze. Bogatym, pani wie, zawsze si?? udaje! 
Ale w ci??gu trzech miesi??cy wy ja??nimy spraw??. 
Znam pewne
o cie??l??, cz??owieka zas??u
ui??cel!o na 
zupe??ne zaufanie. Zainstaluj?? go tam. B??dzie za- 
razem dozorowa?? i prowadzi?? badanie. Usunie boa- 
zerje i obudowania i r??wnie ostro??nie w??o??y je 
zpowrotem. B??dzie to kosztowa??o niewiele, owa 
dodatkowa setka pokryje wydadek z g??r??. Popro- 

z?? pani?? o napisanie do Turtla listu, w kt??rym pa- 
ni uniewa??ni sprzeda?? i skieruje go do mnie w spra- 
wie dalszych instrukcyj. Tymczasem ja napisz?? 
pani zobowi??zanie co do nabycia domu za trzy mie- 
si??ce, o ile pani zechce go sprzeda??. 
Enid znowu zaprotestowa??a. Z
adza??a si?? unie- 
wa??ni?? sprzeda?? i zaryzykowa?? bez ??adnej gwa- 
rancji, ale Jimmie postawi?? na swoim. 
- Je??eli Nonna kupi dom - rzek?? - to b??dzie 
j?? nies??ychanie bawi??o, 
dy b??dzie mog??a zamieni?? 
go na pokoje umeblowane. To jej zapewni dobry 
humor na ca??e miesi??ce. Niech j?? B??g ma w swo-
		

/26_0001.djvu

			jej opiece I Nie darowa??by mi, gdybym pozwoli?? 
pani sprzeda?? to nieznajomemu Turtla. 
Ka??de z nich napisa??o odno??ny list. Potem 
Jimmie powiedzia??: 
_ Teraz musz?? pani?? po??egna?? i przekona?? si?? 
jak dalece Turtle zaan
a??owa?? si?? w naszem imie- 
niu. Ale, alei Widzia??em si?? dzi?? rano z pani 
znajomym, Filem Mackenzie. 
Enid spojrza??a na niego, ale powstrzyma??a si?? 
od wszelkich komentarzy. 
- Mi??y ch??opaczek - ci??gn???? dalej. -- Bar- 
dzo mi si?? podoba jego ??agodno????. Jest obecnie 
troch?? przygn??biony. Nam??wi??em go, aby po- 
szed?? dzi?? po po??udniu na partj?? golfa. 
Patrzy?? na ni?? z weso??ym u??miechem, ale ona 
si?? nie u??miechn????a. 
- Mam nadziej??, ??e pan zastanie Turtle'a - 
rzek??a. - Kwest ja czasu jest tu do???? wa??na. 
T o te?? Jimmie po??egna?? j?? skinieniem r??ki 
i zbieg?? ze schod??w. 
Teodor Turtle pami??ta?? poprzednie odwiedzi- 
ny HasweIla z inspektorem Sprules i przyj???? go 
z nale??n?? uprzejmo??ci??. Gdy przeczyta?? list pan- 
ny Cowley, obej??cie jego sta??o si?? mniej grzeczne. 
- Ju?? zap????no - rzek?? i wsta?? z krzes??a, jak 
gdyby chcia?? da?? do zrozumienia, ??e wszelka dy- 
skusja jest zbyteczna. 
- Czemu zap????no? 
- Poniewa?? dom jest sprzedany. 
- Co w??a??ciwie pan rozumie pod s??owem 
"sprzedany?" Jestem prawnikern, pan wiei 
Teodor usiad?? zpowrotem. Musi wyj a??ni?? rzecz 
temu m??odzie??cowi. 
- To mianowicie, ??e otrzyma??em ofert?? i zo- 
sta??em upowa??niony do jej przyj??cia. 
- A teraz pan jest upowa??niony do jej odrzu- 
cenia. Nalega?? pan, aby panna Cowley da??a nie- 
zw??O'czn?? odpowied??, nie zO'stawi?? jej pan czasu do 
naradzenia si?? z przyjaci????mi. Obecnie zmieni??a 
zamiar. 
- Czy pan chce przez to powiedzie??, ??e uczy- 
ni??em co?? niew??a??ciwego? 
W tonie tych s????w drga??o pewne oburzenie. 
- Uwa??a??em zawsze, ??e panna Cowley umie 
doskO'nale zarz??dza?? swemi interesami i da??em jej 
wed??ug w??asnego rozumienia najlepsz?? rad??. 
- Nie podaj?? tego w w??tpliwo???? - Jimmie 
sk??oni?? si?? przy tern grzecznie. - Niech mi pan po- 
wie dok??adnie, jak sprawa stoi? Czy O'ferta by??a 
pi??mienna? 
_ Nie. Proszono mnie o przed??o??enie proPO'- 
zycji, a o i1eby zosta??a przyj??ta, to mia??em przed 
czwart?? wygotO'wa?? kontrakt do podpisu. Mia??em 
r??wnie?? przyj???? depozyt. Kontrakt jest ju?? gob- 
wy. 
- Dobrze. W takim razie niema kontraktu, 
a pan otrzyma?? nowe instrukcje. 

 A co b??dzie z moj?? prowizj??? 
- To inna sprawa. Nie m??wi??, aby pan nie 
mia?? prawa do zap??aty za tO', co pan zrobi??, ale 
przedewszystkiem stwierdzamy, ??e dom nie jest 
sprzedany. 
Teodor Turtle spojrza?? powa??nie na m??odego 
prawnika. Namy??la?? si??, jakiegoby u??y?? ar
umen- 
tu. Niemi???? mu by??a ??wiadomo????, ??e zadrwiono 
z jego rady. 


-
-
-
-
-
 


_ Nie pozuj?? na filantropa, panie Haswell - 
rzek?? - ale prowizja - to nie wszystko. Dom 
ten przysporzy?? mi wiele k??opotu i jestem przeko- 
nany, ??e panna Cowley pope??ni wielki b????d, o ile 
nie przyjmie oferty. 
_ Postanowi??a wzi???? na siebie ryzyko. 
_ Tak, ale czy temu podo??a? Dom, jak panu 
wiadomo, jest w op??akanym stanie. Jest nietylko 
staro??wiecki, ale rozpada si?? w gruzy. Wymaga 
odmalowania wewn??trz i zewn??trz. Nie odnawia- 
no go od lat. W ka??dej chwili w??a??ciciel gruntu 
mo??e za????da?? naprawy, a to b??dzie kosztowa??o 
setki. Koszt podniesie si?? jeszcze, o ile zniszcze- 
nie b??dzie post??powa??o dalej. Czy panna Cowley 
ma na to pieni??dze? A poza tern pozostaje jesz- 
cze ta sprawa morderstwa, kt??ra odstr??czy ka??- 
dego. 
_ Czy pan nie my??li, ??e zbrodnia b??dzie ra- 
czej czynnikiem przyci??gaj??cym? Niewiele do- 
m??w posiada historyczne znaczenie... 
_ Taki nieszcz????liwy wypadek nie ma ??adne- 
go historycznego znaczenia. 
Pan Turtle odni??s?? si?? do ??artu Jimmiego zu- 
pe??nie powa??nie, a Jimmie nie w??tpi?? o szczero??ci 
jego pogl??d??w. 
_ Je??eli dom pozostanie nadal niezamieszka- 
ny, to b??dzie podlega?? coraz wi??kszemu zniszcze- 
niu. Boazerje spr??chniej??. Tysi??c pi????set - to 
korzystna prO'Pozycja. 
- Kto j?? postawi??? 
_ O ile mia??aby by?? odrzucO'na, tO' wola??bym 
nie wymienia?? nazwiska. W olimy zawsze a?? do 
uskutecznienia tranzakcji zachowywa?? nazwisko 
w tajemnicy. 
_ Rozumiem pa??skie stanowisko, panie Turtle, 
ale niet jestem po??rednikiem od nieruchomO'??ci. 
Chcia??bym kO'niecznie wiedzie??, kto tO' jest. Je??eli 
nie zechce pan powiedzie?? tegO' mnie, to powie pan, 
s??dz??, inspektorowi Sprules. 
_ Powiem panu - odrzek?? Turtle po chwili 
_ nie dlatego, ??e pan wspomina o inspektorze 
Sprules, ale pO'niewa?? nie trac?? jeszcze nadziei, ??e 
pan i panna Cowley namy??licie si?? lepiej. Moim 
reflektantem jest pan Feliks Grostein. 
_ Feliks Grostein... Czy wie pan co?? o nim? 
Czy mia?? pan z nim ju?? kiedy do czynienia w in- 
teresach? 
_ Nie, ale sprawdza??em adres, kt??ry mi po- 
zO'stawi??. Jest to kupiec brylant??w z Hatton Gar- 
den. 
_ Wygl??da na kogo?? bogatego. Czy powie- 
dzia??, czemu chce naby?? dom? 
_ Co do tego by?? zupe??nie szczery. Powie- 
dzia??, ??e mu jest potrzebny du??y dom, a przy- 
puszcza, i?? ten musi by?? tani po tern, co si?? tam 
zdarzy??o. Dawa?? tysi??c funt??w. Odm??wi??em. Po 
d??ugich targach o??wiadczy??em mu, ??e je??li ofiaruje 
tysi??c pi????set, to b??d?? radzi?? mojej klientce, aby 
propozycj?? przyj????a. Z wielkim trudem uda??o mi 
si?? go nam??wi??, przysta?? na podpisanie kontraktu 
dzi?? o czwartej. Odm??wi?? by??oby szale??stwem. 
Jimmie widzia??, ??e pan Turtle by?? szczerze 
oburzony na jego zachowanie. Podoba??o mu si?? 
to w nim, a zreszt?? zdawa?? sobie spraw??, ??e przy- 
kre mU by?? musia??o odrzucenie jego rady dla przy- 
czyn, kt??rych mu nie chciano wyjawi??. 


- 


- 


- 


- 


- 


- 


-
		

/27_0001.djvu

			- 


- 


- 


- 


- 


- 


- A jednak, bez wz
l??du na to, czy to szale??- 
stwo czy te?? nie, panie TurtIe, odmawiamy. 
- Czy to ostatnie s??owo? 
- Najostatniejsze. 
- Bardzo mi przykro. Nie chcia??bym by?? nie- 
grzecznym, lecz uwa??am, ??e panna Cowley uczy- 
ni??aby lepiej, id??c za rad?? cz??owieka, kt??ry ma za 
sob?? trzydziestoletnie do??wiadczenie w tej dziedzi- 
nie, ni?? s??ucha??... 
- ...niem??drego adwokata, kt??ry nie ma o rze- 
czy naj s??abszego poj??cia - doko??czy?? Jimmie 
i zamilk?? na chwil??. - Mo??e pan ma s??uszno????, ale 
trudno, postanowienia nie zmienimy. 
Pan TurtIe wsta?? ponownie z krzes??a. Powie- 
dzie??, ??e by?? zirytowany, znaczy??oby bardzo ??a- 
godnie wyrazi?? jego nastr??j. Mimo to jednak 
przedziwnie opanowa?? sk??onno???? do kopni??cia ko- 
sza na papiery. 
- Ale, ale - doda?? Jimmie - przypuszczam, 
??e pan otrzyma?? list panny Cowley, w kt??rym pro- 
si??a o przyj??cie dozorcy. Czy pan umie??ci?? tam 
kogo? 
- Naco, skoro dom by?? sprzedany? 
- Nie jest sprzedany. 
- No c????! M??wi??em o tern z jakim?? str????em, 
porz??dnym cz??owiekiem, ??onatym. Ale po obej- 
rzeniu domu nie chcia?? si?? zgodzi??. 
- W takim razie b??dziemy musieli poszuka?? 
kogo?? innego. 
- To nie b??dzie ??atwe. Je??eli pa??stwo od- 
rzucaj?? ofert?? pana Grosteina, to jakiej ceny mam 
????da??? 
??adnej. O ile pan otrzyma inne zg??osze- 
nie, to prosz?? skierowa?? je do mnie. 
- W??tpliwe, aby si?? kto zg??osi??. Co panna 
Cowley ma zamiar zrobi?? z domem? 
- Jeszcze nie jest zdecydowana. Na razie 
wycofujemy go ze sprzeda??y, ale wszelkie tranz- 
akcje, dotycz??ce tej nieruchomo??ci, b??d?? zawiera- 
ne za pa??skie m po??rednictwem. O ile pan nie od- 
m??wi, to dam panu zaraz czek na dziesi???? gwinei 
za trudy podj??te w zwi??zku z panem Grosteinem. 
O ileby mia?? on na ten temat co?? wi??cej do powie- 
dzenia, to niech go pan przy??le do mnie. 
- Jest wiele du??ych dom??w za tanie pieni??- 
dze - odpowiedzia?? pan Turtle pesymistycznie. 
- Nie da nam jU7. znaku ??ycia. 
Ale dalsze wypadki dowiod??y, ??e si?? myli??. 


ROZDZIA?? XI. 
Kupiec brylant??w. 
Nonn?? ogarn????o wielkie podniecenie, gdy jej 
Jimmie powiedzia??, ??e mo??e zosta?? w??a??cicielk?? 
opuszczonego domu za Bram?? Kr??lowej. Zrazu na- 
my??la??a si??, co z nim pocznie, ale gdy jej o??wiad- 
czy??, ??e mo??na go b??dzie przerobi?? na pokoje ume- 
blowane, przysz??o jej odrazu do g??owy mn??stwo 
??wietnych pomys????w, kt??re mog??yby go rozja??ni?? 
i upi??kszy??. Pomys??y te by??yby wprawi??y w za- 
chwyt architekta i budowniczego, gdy?? takie ma- 
??ostkowe wzgl??dy, jak koszt, nie by??y w nich zgo??a 
brane pod uwag??. 
Dotychczas ona. i Jimmie nie naruszy li prawie 
wcale maj??tku, zostawionego jej przez dziadka. 
Jimmie postanowi?? zdoby?? stanowisko w??asnemi si- 
??ami. Mi??o mu by??o pomy??le??, ??e posiada silne 
rezerwy pieni????ne, ale cho?? kocha?? Nonn?? bardzo, 


- 


- 


- 


- 


- 


- 


nie mia?? zamiaru da?? si?? pozna?? wy????cznie jako 
m???? bogatej ??ony. 
Niezale??nie od tego, by??o mu bardzo przyjemnie 
przekona?? si?? o s??uszno??ci swej opinji, co do tego, 
??e my??l doprowadzenia do porz??dku i upi??kszenia 
ponurej rudery, w razie gdyby przesz??a w ich r??ce, 
zachwyci Nonn??. 
- Tak si?? ciesz??, ??e nie pozwoli??e?? go kupi?? 
temu Feliksowi Grosteinowi - rzek??a. - Nie mo- 
g?? pomy??le??, aby Enid mia??a si?? go wyzby?? przed 
znalezieniem skarbu. Kiedy ka??esz rozpoCZ???? ko- 
panie swemu dozorcy, Jimmie? 
- Jutro od samego rana. TurtIe nie m??g?? zna- 
le???? dozorcy, przedtem zanim zaprowadzimy gaz, 
centralne o
rzewanie i inne urz??dzenia. Dlatego te?? 
zgodzi??em kogo??, kto b??dzie tam przychodzi?? co- 
dziennie. Sk??d zaczniemy? 
- Od salonu... ach, jak to doskonale! Ja b??- 
d?? mu pomaga??a... ale... Jimmie... 
- Jestem, kochanie. 
- Czy nie by??oby dobrze zedrze?? te wszystkie 
szkaradne tapety? S?? ciemne i brudnej musz?? 
by?? i tak zmienione, a b??dziemy mogli si?? rrzeko- 
na??, czy tam pod niemi czego?? niema. 
- M??dre kobieci??tko I Mo??e za tapet?? znaj- 
dziemy drzwi do jakiej skrytki. Lepiej, oczywi??cie, 
skroba?? ??ciany ni?? bawi?? si?? w wiercenie dziurek 
w tynku. Je??eli si?? skarb znajdzie, to Enid b??dzie 
ci mia??a wiele do zawdzi??czenia. 
- Nie, tobie, Jimmie. To ty otrzyma??e?? list 
kapitana Bruden i domy??li??e?? si??, jakie ma znacze- 
nie. Jak my??lisz, czy to b??d?? klejnoty czy pie- 
ni??dze? 
- Jedno i drugie - powiedzia?? ??miej??c si?? 
.Jimmie. - Sztaby masywnego z??ota i rubiny wiel- 
ko??ci go????bich jajek. Ale mo??e to b??dzie tylko kar- 
ta papieru, zawieraj??ca staro??wieck?? recept?? na 
niezawodne lekarstwo od reumatyzmu. 
- O, Jimmie, chyba nie my??lisz tego? - Po- 
desz??a do?? bliziutko i g??adzi??a go paluszkami po 
czuprynie, gdy nagle rozleg?? si?? dzwonek u drzwi 
frontowych. 
- Przypuszczam, ??e to male??ki FiIipek naszej 
panny Enid - rzek??. - P??jd?? zobaczy??. 
Poszed?? do furtki ogrodowej, gdziE:: ujrza?? isto- 
tnie ogromnego Szkota. 
- Prosz?? bardzo! - rzek??. - Niech pan po- 
zwoli, przedstawi?? pana ??onie. Bardzo jej pilno 
dowiedzie?? si??, czy karta golfowa naprowadzi??a na 
jakie?? ??lady. To ona j?? znalaz??a, wIe pan. Przy- 
puszczam, ??e powiod??o si?? panu w grze? 
- ??rednio - odpar?? Fil - dziesi??t?? wzi????em 
trzema rzutami. 
- B??dzie pan mistrzem golfa! - zawo??a?? Jim- 
mie. - Taki gracz wraca zawsze do domu zmar- 
twiony, ??e ??le zrobi?? par?? jamek. Dyletant jest 
szcz????liwy, gdy mu si?? uda przypadkiem par?? ja- 
mek wzi???? dobrze. 
Nonna patrzy??a z wielkiem zaj??ciem na m??o- 
dzie??ca, kt??rego mia??a zamiar pogodzi?? z jego da- 
wn?? znajom??. Zachowanie i olbrzymi wzrost Fila 
zrobi??y na niej dodatnie wra??enie, cho?? obawia??a 
si?? troch?? o ca??o???? swego ogrodowego krzes??a, na 
kt??rem usiad?? nowoprzyby??y. Trzasn????o ono sil- 
nie na znak protestu, ugi????o si??... ale wytrzyma??o. 
D. c. n.
		

/28_0001.djvu

			Warunki uczestniczenia w Wielkim Kon- 
kursie 
torskim zosta??y podane w 5 zeszycie 
..T??czy. 
Termin nadsy??ania rozwi??zatl up??ywa ka??- 
dorazowo w trzy tygodnie po wyj??ciu zeszytu. 
Rozwi??zania naldy nadsy??a?? pod adresem: 
Redakcja "T??czy", Pozna??, al. Mcrcinkowskie- 
'o 22, ,.Rozrywki umys1owe". 
W zeszycie niniejszym zamie??cili??my jed- 
no zadanie Wielkiego KonJiursu Autc;rskiego, za 
rozwi??zanie kt6rego redakcja przeznacza do 
rozlosowania Dwie Dodat- 
kowe Na,rody w postaci 
kai??tek. 


lO 
6-53 8 O / -/.1, 
9 1/-392/-5-23-/9 
9 -26 8 -/5 
O 8 -29-J7 -/2 O ;.':' !J. 
-3 20 -j 
 -4 W!. I 
-/ 3 -6 /1 1/ 
W . . . . . 

 

 
. . 


POD KIEROWNICTWEM KAZIMIERZA GILEWICZA 


WIELKI KONKURS AUTORSKI 
. 


8. METAMO
FOZA (lV) 
(Za rozwi??zanie 5 punkt6w) 
Naldy rozwi??za?? siedem niiej podanych 
rebusik6w, z kt??rych ka??dy posiada d....a r????- 
ne rozwi??zania i wpisa?? znaczenie ich kolej- 
no w kwadraty wype??nione Iiczhmi w ten 
spos??b, aieby jedno znaczenie rozwi??zanych 
rebusik??w znajdowa??o si?? w g6rnym kwadra- 
cie, za?? drugie w dolnym. Na wpisane w kwa- 
draty litery przypadn?? odpowiednie znajdu- 
j??ce si?? tam liczby, kt??re nale??y algebraicz- 
nie zsumowa?? z liczbami, jakie zajmuj?? w 33- 
literowym alfabecie. Po wykonaniu dzia??atl 
otrzymamy szereg nowych liczb z odpowied- 
niemi znakami, kt6re nale??y zast??pi?? literami 
J 33-literowego alfabetu. Je??eli liczba ma 
znak dodatni to odliczamy j?? od A do Z; nato- 
miast jeieli liczba ma znak ujemny to dla 
znalezienia odpowiedniej litery odliczamy j?? 
od Z do A. Post??puj??c 
w ten spos6b kolejno 
ze wszystkiemi liczbami, 
otrzymamy szereg liter, 
kt??re czytane w kolejno- 
??ci uk??adu odoalezianych 
znaczetl rebusik6w wpisa- 
nych w kwadraty z licz- 
bami, dadz?? rozwi??zanie. 
God??o: "W??. Czus&areni" 



 /_ to;. 


-? 

 


4??
 


. . 
7 :5 /,. . . 
28 j -I, 2/ -/ /8 

 -31,-62 -4 20 /4 
'. IX3/- 
 S -2 2 4- 2 -1/ 
_I V
 3 +-/7 -/0 -/9 -15 
?? Q. 7 -:5 - 4 -Ir-2517 
5 22 -IJ' O 
- t?? . . . . 



 


- e
		

/29_0001.djvu

			ROZWI??ZANIA ZADAN 
DWUNASTEGO TURNIEJU 
ZADANIOWEGO 


18. Z??01;ONA CI??G??WKA 
l. Zdrowi 2. Idol. 3. Lw6w. 4. Wieek. 
5. Korab. 6. Baku. 7. Ulisses. 8. Satyra. 
9. Adolf. 10. Fortel. 11. Lipno. 12. Op- 


Rozwi??zanie zadania 16 wykonane 
przez "Prusa" 


tyk. 13. Krab. 14. Baobab. 15. Boks. 16. 
Szum. 17. Mr6z. 18. Zgie??k. 19. Krew. 
20. Wrak. 21. Kto. 
Wiktor Per - Ko:zlowski 


19. ??AMIG??OWKA 
(Patrz rysunkowe rozwi??zanie) 


20. LOGOGRYF-PRZEK??ADANKA 
l. S??onki. 2. Dzie??. 3. Zebry. 4. W??os. 
5. Irena. 6. Szyb. 7. Py??. 8. Lima. 
Nie by??o nas by?? las - W??odzimierz 
Per%y??ski 


Rozwi??zanie zadania 20 wykonane 
przez "Prusa" 


ROZSTRZYGNI??CIE 
WIELKIEGO TURNIEJU 
AUTORSKIEGO NA ROK 1929 


Ni??ej podajemy spis zadad. kt6re w my??l 
Wielkiego Konkursu Autorskiego zosta??y zakwa- 
lifikowane do ostatecznego g??osowania. oraz 
wyoik: 
W grupie I: 
a) Wir6wka - po Walerjana Waryszewskie. 
go % Warszawy . . . . . . . . 17 
b) Krzyt??wka ko??owa - p. in??. J6zela Mo- 
drzplewskipgo z Lublina . . . . . 20 
e) Krzy??6wka - p. Jana Stratilato z War- 
szawy . . . . . . . . . . . 18 
W grupie II: 
a) Szarada - p. in??. J6zela ModrzeJewskie. 
go z Lublina . . . . . . . . . 21 
b) Szarada - p. Stani"awa Nowaka % Po- 
znania . . . . . . ; . . . . 13 
c) Szarada p. Stanis??awy Millerowei 
%l.??czna .........22 
W I1rupie III: 
a) Rebus - p. Walerjana Waryuewskiego 
J WarS%awy . . . . . . . . . 17 
b) Rebus - p. Waclawa Teitelbauma% War- 
szawy.......... .20 
c) Rebus uaradowy - p. Jana Stratilaio 
z Warszawy . . . . . . . . . 19 



..
.- 



" 
... \1,' 


'. ':(:
'
,
 


-
:>
';- "::: 


??. t P. 
in??. Gustaw Kamie??ski 
(Gama.ton) 
Gorliwy sympatyk. oraz wsp????pracownik 
dzia??u "Rozrywek Umys??owych" w ..T??czy" 
zasn???? w Panu dnia 31 stycznia 1930 roku 


o czem zawiadamia 
Redakcja 
dzia??u Rozrywek Umys??owych 


- 


21. TAJEMNICZE PISMO 
Ilustrowane pismo tygodniowe ..T??cza" 
wychodzi w Poznaniu. 


22. MAGICZNA FIGURA 
Wyrazy wirowe pierwszej ligury: l. Ga. 
rat. 2. Katar. 3. Barak. 4. Trata. 5. Ra- 
taj. 6. Kajak. 7. Dakar. 8. Majak. 9. 
Kataj. 


W I1rupie IV: 
a) Arytmografy - p. Jana Badury % Roi. 
dxleni i p. Waclawa Steca J Warsza. 
wy .......... 13:11 
b) Lol1ogryf - p. Jana Stratilato z War- 
szawv . . . . . . . . . . . 21 
c) Arytmograf - p Mieczy"awa Pleillera 
% Poznania. . . . . . . . . . 22 
W I1rupie V: 
a) Rozstawieni ??o??nierze - p. Jana Stra- 
tilato % Warszawy . . . . . . . 20 
b) Zadanie - ankieta - p. Mieczys??awa 
Pleillera % poznar.ia . . . . . . 16 
c) Konik6wka - p. Franciszka Staszaka 
z B??dzina . . . . . . . . . . 19 
Wobec powviszego poszczei!6lne mistrzo- 
stwa grupowe na rok 1929 zdobyli: 
W I1rupie I: - p. iot. J6zel Modrzejewski 
z Lublina. 
W grupie II: - p. Stanislaw:r Millf!rowa 
z ????czna. 


Najdoskonalszym preparatem 
do piel??gnowania dzieci jest 
HYGENOL 
puder dla dzieci 


IV yrazy wirowe drugiej ligury: I. Ha. 
rap. 2. Arara. 3. Okara. 4. Harar. 5. 
Prasa. 6. Osaka. 7. Marak. 8. Tasak. 9. 
Pasat. 
Wyrazy pierwszej ligury magicznej: t. 
Ararat. 2. Atak. 3. Raja. 4. Makata. 
Wyrazy drugiej ligury magicznej: l. Apa. 
rat. 2. Arak. 3. Rasa. 4. Hakata. 



.
 


Rozwi??zanie zadania 17 wykonane 
przez "Prusa" 


23. REBUS BEZ OBRAZKOW 
Szaradzi??ci! Abonujcie Bialego Kruka- 
lo znakomity iygodnik rozrywek umyslo- 
w}lch pod redakcj?? Jana Stratilaty. 


24. REBUS 
Po - kole - nianie - chodz?? - ??lad - a _ 
mi - antena _ t . u . w. 
Pokolenia nie chodz?? ??ladami antena- 
t??w. 


- 



..
"'C) 
fll??$ - 1??.Y'- 
111$. 


Rozwi??zanie zadania 20 wykonane 
przez p. T. Blikle 


W I1rupie III: - p. Waclaw TeUelbaum 
z Warszawy. 
W grupie IV: - p. Mieczys??aw Pleiller 
z Poznania. 
W grupie V: - p. Jan Slratilato z War- 
szawy. 


Uwaga do zadania drugiego 
z Wielkiego Konkursu Autorskiego 
Dla u??atwienia podajemy Czytelnikom 
pierwsze litery 8-literowych wyraz6w piono- 
wych: l. D. 4. R. 5 T. 6. A. 8. S. 10. U. 11. 
L. 13. P. 14. T. 15. E. 17. K. 19. T. 20. P. 
21. M. 22 K. 23. N. 25. P. 27. S. 28. K. 29. 
R. 34. R. 35. K. 36. M. 38. N. 40. U. 41. D. 
43. K. 44. O. 45. M. 50. D. 51. B. 53. P. 55. 
G. 56. I. 59. R. 64. E. 65. A. 66. K. 70. K. 
74. K. 75. F. 77. B. 
W znaczeniach wyraz6w czytanych piono- 
wo wyraz 77 ma by?? wyrazem 76. 
Wobec powy??szego termin nadsy??ania roz- 
wi??za?? przed??u??amy o dalsze dwa tygodnie. 


ODPOWIEDZI REDAKCJI 
Wielu C%ytf!lnik6w przepraszamy za op6f- 
nienie w przesy??ce nagr??d i podajemy do 
wiadomo??ci. ??e ze wzgl??d6w natury admini- 
stracyjnej wysy??ka takowych odbywa si?? zaw- 
sze dopiero w trzy do czterech tygodni po 
ofot??oszenlu.
		

/okl_1_0001.djvu

			-??{" 


ZESZYT 8 CENA 1,40 zl 


,L'
 


l. 
 ,.' 


; 
"- 


( 


.< 


; 
.. 
j 


.: '. 
 


I "'
 ?? " 
':.1, 
< )'1 
I 
 


'I 


.;: I " 
, 
 
" ; 


li 



,.r 


j' 


",Ji. 
r,- 



... 
."'"! 


pi" 
-.....,.. 


- 


.1 


t 


i 


,..??- 


....-?? f.. 


j' 


- 


(
, 

 


,I 


" 


, 


.... ......- 


l, 


'. I .,!' 
 


'" 
" 


."'
 .' 


" 


" 


" 


1 


!I, 


'fJ. 
-, 


,..:1 


..,"'. 


" 


""- 


----- .... 



. 


I " 


22 L UTEOO Ig30 R. 



 


-"""'" 
". 


, 


- 


l" 


<. 


t "\00.' 
t--'41:" 
I 
-...... 

- - 
., ftI.- 
.... - 
" , 
..v- "':'"" 


r